© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum

Antyk, czyli żywioł tradycji

Na początku był Homer. Do uniwersalnych w swej wymowie dzieł epickich tego arcypoety nawiązują po dzień dzisiejszy twórcy tekstów kultury. Wergiliusz – spadkobierca Homera i największy starożytny czarodziej słowa –włożył w usta Jowisza – króla bogów i ludzi – proroctwo dotyczące Rzymian:

His ego nec metas rerum nec tempora pono;
Imperium sine fine dedi
[Im w przestrzeni i w czasie żadnej granicy nie kładę,
bezkresne dałem panowanie
]

Gdy autor Eneidy pisał te słowa, mapa polityczna świata rysowała się przejrzyście – imperium rzymskie obejmowało cały niemal ówczesny świat cywilizacji i kultury, świat – dodajmy – połączony siecią doskonałych dróg sprzyjających podróżom i wymianie informacji.

Upadło rzymskie imperium, a odkrycia geograficzne i wynalazki zmieniły nasze życie codzienne. Różnimy się od starożytnych ubiorem, wszak oni nie znali nawet guzików, książka nie ma już kształtu zwoju, inne jest nasze menu, dziś nie dodaje się do potraw cuchnącego sosu ze sfermentowanych ryb – przysmaku dawnych Rzymian – a w diecie śródziemnomorskiej królują nieznane w czasach antycznych pomidory. A przecież trudno wyobrazić sobie kuchnię włoską bez pizzy z sosem pomidorowym.

Wszelako cytowane wyżej słowa rzymskiego wieszcza okazały się prorocze. Zrodzona w  starożytnej Italii idea państwa obecna jest dziś w nowoczesnych systemach politycznych, a prawo rzymskie należy do największych osiągnięć cywilizacyjnych. Powszechnie dziś akceptowana postawa ideowo-etyczna opiera się nie tylko na wzorach biblijnych, lecz także na wątkach myślowych zaczerpniętych z kręgu cywilizacji starożytnej. Sztuka antyczna w swej rzymskiej, dojrzałej postaci przez długie lata kształtowała upodobania estetyczne, a nowe konstrukcje – dosłownie i w przenośni – powstawały na pradawnych podwalinach. Jak zauważył Zbigniew Herbert, „nic (...) wymowniej nie świadczy o trwałości dzieł ludzkich i dialogu cywilizacji niż spotkany nagle i nieopisany w przewodnikach renesansowy dom zbudowany z rzymskich kamieni z gotycką rzeźbą nad portalem”.

Odwoływano się do tradycji antycznej na zakrętach dziejowych, choć  trzeba uczciwie stwierdzić, że w zależności od wydarzeń i potrzeb chwili antyk mógł reprezentować zarówno to, co wieczne, sprawdzone i trwałe, jak i to, co wsteczne, przebrzmiałe, a nawet groźne. Kroki zbliżających się rzymskich legionów niejednokrotnie brzmiały złowrogo. Słychać było ich groźne tupanie we Francji pod koniec lat 50. XX w., gdy para autorów Goscinny i Uderzo tworzyli postać komiksowego (dziś także filmowego) bohatera Gala Asteriksa. Nieprzypadkowo przygody dzielnego Gala rozgrywają się w 50. roku przed narodzeniem Chrystusa, gdy cała Galia, oprócz małej osady, została podbita przez Cezara. Historia mieszkańców małej wioski galijskiej walczących z rzymskim najeźdźcą stanowi wyraźną aluzję do działań francuskiego ruchu oporu wobec faszystowskiego okupanta w czasie II wojny światowej oraz do posunięć przywódców ówczesnej Francji.

W okresie cesarstwa we wschodnich prowincjach imperium mówiono po grecku, ale na zachodzie urzędowym językiem była łacina. Przez wiele stuleci pełniła ona funkcję medium komunikacyjnego między pokoleniami Europejczyków, między mieszkańcami Południa i Północy, Zachodu i Wschodu. W czasach nowożytnych przez kilka wieków łacina stanowiła klucz do wykształcenia i stała się międzynarodowym językiem elit.

Dlatego też po przyjęciu chrztu w obrządku łacińskim przez Mieszka I łączność Polski z Rzymem, Europą, ze światem mogła zapewnić  tylko łacina. Ówczesne tak dla Chrystusa i łacińskiej Europy trzeba uznać za niezwykłej wagi wydarzenie polityczne, które zapewniło Polsce miejsce w europejskiej rodzinie i zdecydowało o jej dzisiejszym losie. Podczas sławnego zjazdu w Gnieźnie cesarz niemiecki, a zarazem przedstawiciel państwa rzymsko-niemieckiego uznał króla polskiego Bolesława za równego sobie. Wyrażona przez miniaturzystę na kartach ewangeliarza Ottona III idea zjednoczenia wielkich ziem Europy – Italii, Galii, Germanii i Slawonii (Słowiańszczyzny) –urzeczywistniła się dopiero po 10 wiekach.

W średniowiecznej Polsce mało kto jeszcze rozumiał łacinę. Bohaterowie Sienkiewiczowskich Krzyżaków, usłyszawszy duchownego mówiącego po łacinie, „schylili głowy przed jego mądrością, gdyż żaden ni jednego słowa nie wyrozumiał”. Ośrodkami nauki były bowiem wówczas klasztory, a kulturę animowały kolejne pokolenia mnichów – kopistów pochylających się nad pulpitami i z mozołem kreślących na pergaminie łacińskie litery.  Dopiero ufundowanie Akademii w Krakowie przez króla Kazimierza Wielkiego pozwoliło Polsce na podniesienie ogólnej kultury umysłowej i dorównanie poziomowi edukacji w Europie. Łacina była językiem nie tylko średniowiecznej nauki, ale też zabawy, czego dowodem są kpiarskie, często frywolne  łacińskie wiersze żaków.

Renesans to czas rozkwitu piśmiennictwa w językach narodowych, ale też odkrycie literatury antycznej i powszechna twórczość w języku łacińskim. Wykształceni w renesansowej Europie autorzy staropolscy posługiwali się łaciną lepiej niż polszczyzną i pisali utwory w języku starożytnych Rzymian przez cały okres twórczy, dokonywali zmian w tekstach i je doskonalili.  Do czasów Kochanowskiego nośnikiem idei humanizmu było nie piśmiennictwo polskojęzyczne, które nadal odwoływało się raczej do tradycji średniowiecznej, ale twórczość w języku Cycerona. Dzięki łacinie polscy humaniści mogli dołączyć do europejskiej wspólnoty elit, swobodnie komunikować się z uczonymi i pisarzami z całej Europy, nawiązywać z nimi przyjacielskie więzi, a przy tym doskonale się bawić. Zarówno bowiem uhonorowany w Padwie tytułem poeta laureatus, tworzący wyłącznie w języku Owidiusza Klemens Janicjusz, jak i piszący z równą swobodą po polsku i łacinie Jan Kochanowski byli nie tylko twórcami poważnych elegii, ale też żartobliwych epigramatów. Wierne naśladowanie autorów klasycznych – tak w literaturze, jak i w sztukach plastycznych – przekształciło się stopniowo w twórczą emulację wyrażającą się w chęci już nie tylko dorównania, lecz także prześcignięcia starożytnych mistrzów. W pierwszej połowie XVII stulecia największą sławę poetycką w Europie zdobył urodzony na Mazowszu piszący po łacinie jezuita Maciej Kazimierz Sarbiewski zwany Horacym chrześcijańskim.

Obowiązująca w sztuce europejskiej XVI i XVII w. jednolita forma i konwencja wypowiedzi  stwarzała artystom możliwość pełnego porozumienia się – ani język, ani kształt utworu, ani antyczna symbolika nie stanowiły bariery. Do dziś w funkcji ornamentu pojawiają się postacie mitologiczne, które właśnie wówczas zagościły na dobre w kulturze europejskiej. Dlatego nawet w kulturze popularnej i masowej Amor symbolizuje miłość, Apollo – sztukę, Mars – wojnę,  Minerwa – mądrość.

Mitologia i historia starożytna pozostawały stałym punktem odniesienia w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Obywatele wielonarodowego i różnorodnego pod względem wyznania, kultury i obyczajów państwa, poszukując własnej tożsamości, zwracali się ku antykowi. Niekiedy zapędzali się w tych poszukiwaniach tak daleko, że wyprowadzali nazwy miast polskich od mitycznych eponimów – Wiślicy od Ulissesa (czyli Odyseusza), Kalisza od nimfy Kalypso – a parającym się literaturą i nauką nadawali przydomki: polski Maro (czyli Wergiliusz), polski Nazo (czyli Owidiusz) czy polski Sokrates.

Konsekwencją wciąż podejmowanych prób identyfikacji szlachty z obywatelami starożytnego Rzymu było przenoszenie pojęć ze świata antycznego w ówczesną rzeczywistość. W starożytnej republice szukano podstawowych wzorców dla ustroju rzeczypospolitej szlacheckiej. Owo kreowanie świata przy pomocy tych samych narzędzi – języka i środków perswazji – jakimi posługiwali się Rzymianie, i podkreślanie tym samym podobieństwa własnej sytuacji do położenia obywateli starożytnego Rzymu daje się zauważyć w dawnej literaturze politycznej, zwłaszcza łacińskojęzycznej. Współuczestnictwo w kierowaniu własnym państwem, podobnie jak w  republice rzymskiej, wymagało od obywateli umiejętności przemawiania i rozumienia po łacinie. Toteż w drugiej połowie XVI stulecia historyk Marcin Kromer mógł napisać o mieszkańcach Rzeczypospolitej, że „nawet w samym środku Italii trudno by było znaleźć takie jak tu mnóstwo najróżniejszych ludzi, z którymi by się można było porozumieć po łacinie. Również i dziewczęta z domów szlacheckich i mieszczańskich uczą się, już to w domu, już to po klasztorach, czytać i pisać po polsku, a nawet i po łacinie”.

Charakterystycznym zjawiskiem dla kultury staropolskiej stała się dwujęzyczność nie tyle wybitnych jednostek, bo to było zrozumiałe samo przez się, ile szerokich rzesz szlacheckich. Język łaciński pełnił bowiem funkcję łącznika między kilkoma pokoleniami obywateli I Rzeczypospolitej otrzymującymi wykształcenie klasyczne. Umiejętność rozumienia, wypowiadania się i  pisania po łacinie stała się powszechna wśród szlachty wykształconej w szkołach jezuickich. Pisano po łacinie dużo i nader chętnie. Szczególny dowód używania łaciny na co dzień stanowią sylwy szlacheckie – rękopiśmienne kroniki rodzinne, w których znaleźć można nie tylko notatki (zapisywane po polsku i łacinie) o ślubach, narodzinach i pogrzebach członków rodziny, lecz także rozważania polityczne, zapiski gospodarcze, przepisy kulinarne i płody literackie. Dlatego też z łaciną nie miał już kłopotu inny Sienkiewiczowski bohater, być może potomek rycerza z Bogdańca, typowy szlachcic Sarmata Jan Onufry Zagłoba. W Potopie, którego akcja rozgrywa się bez mała 250 lat po wydarzeniach opisywanych w cytowanych wyżej Krzyżakach, wysłany w poselstwie do Szwedów Zagłoba „uspokoił się zupełnie, wnet przybrał oblicze w powagę odpowiednią godności posła i rzekł po łacinie:

– Zeszłej nocy kawaler pewien został pochwycon na tym brzegu, przyjechałem upomnieć się o niego.
– Nie umiem po łacinie – odrzekł oficer.
– Grubianin! – mruknął Zagłoba.

Do dziś lite pasy słuckie, karabele i szlacheckie żupany przywodzą na myśl łacińskie zwroty znane z Pamiętników Paska i przypominają tych, którzy walczyli z Kozakami i Szwedami pro auctoritate Rei Publicae (w obronie godności Rzeczypospolitej).

Pisarze sarmaccy tworzyli zarówno tradycyjne formy literackie, jak i nowe gatunki. Pod koniec XVII w. szczyt popularności osiągnęły łacińskojęzyczne elogia formalnie związane z zapisem graficznym i stemmaty – wiersze na herby. Jednym z autorów wrażliwych na wizualną stronę pisma i zainteresowanych związkami między słowem a obrazem, twórcą ciekawych eksperymentów w tej dziedzinie był marszałek wielki koronny Stanisław Herakliusz Lubomirski.

Wszyscy wymienieni autorzy staropolscy uprawiający twórczość w języku łacińskim mieli poczucie przynależności do europejskiego kręgu kulturowego. Pisząc po łacinie, konsolidowali się z obywatelami świata, a zwłaszcza z jego środowiskiem intelektualnym.

Pod koniec XVIII w. łacina coraz rzadziej gości na kartach książek, powoli cichnie śpiewająca z łacińska Słowian muza, gaśnie wraz z dramatycznym okrzykiem: „Finis Poloniae” przypisywanym Tadeuszowi Kościuszce po klęsce maciejowickiej.

Łacina nadal obecna jest jednak w inskrypcjach umieszczanych na obiektach architektonicznych. Autorzy programów artystycznych kształtujących wystrój rezydencji ozdabiali napisami fasady i ściany budowli świeckich oraz kościelnych, bramy, pawilony parkowe. Wykorzystywali w tym celu łacińskie wersety Pisma Świętego, ale też wyimki z dzieł Horacego do dziś czytelne w Wilanowie, Puławach czy Otwocku Wielkim, fragmenty z utworów Wergiliusza, które odnaleźć można nie tylko w pałacu w Wilanowie, lecz także w innych obiektach w wielu miejscowościach od Krakowa po Gdańsk. Cytat z epopei poety łacińskiego Lukana widoczny jest w warszawskich Łazienkach. Łacińskie napisy towarzyszyły także innym dziełom plastycznym i przedmiotom użytkowym – umieszczane były na pomnikach i obrazach, na broni, meblach i medalach, współtworzyły tło wszelkich ceremonii o charakterze państwowym i prywatnym. W dobie nowożytnej łacina pozostaje długo jeszcze językiem epitafiów, a czasem i dziś przemawia z pomnika nagrobnego lub nekrologu. Aby zrozumieć tekst wspomnianych inskrypcji, trzeba przede wszystkim przekroczyć pierwszy próg wtajemniczenia, to znaczy rozumieć po łacinie, choć nie zawsze jest to warunek wystarczający do pełnego rozszyfrowania napisu. Często bowiem nadawca oczekiwał od gościa odwiedzającego pałac czy siadającego na krześle dotarcia do kontekstu utworu, z którego wyjęto cytat. Dopiero gdy odbiorca zrozumie poszczególne słowa i uchwyci myśl, a także prawidłowo rozszyfruje kontekst literacki i zna ponadto okoliczności powstania napisu, może uzyskać pełny dostęp do zawartych w tekście informacji. Trzeba przyznać, że inskrypcja łacińska doskonale nadaje się do tego, aby stać się takim wielowarstwowym przekazem sekretnych treści, które mają być stopniowo odsłaniane przez odbiorców.

Niedawno całkiem niespodziewanie łacina zaznaczyła swą obecność w kulturze popularnej. Na kartach tytułowych kolejnych tomów opisujących przygody Harry'ego Pottera oraz w wydanej łacińskiej wersji pierwszej części zatytułowanej: Harrius Potter et philosophi lapis widnieje emblemat Hogwarts – Szkoły Magii i Czarodziejstwa (po łacinie: Schola Hogvartensis Artium Magicarum et  Fascinationis). Nieprzypadkowo autorka odwołuje się do symboliki heraldycznej żywo obecnej w kulturze średniowiecznej Europy i do łacińskich dewiz herbowych. Poniżej tarczy szkoły magii widnieje następująca dewiza: „DRACO DORMIENS NUNQUAM TITILLANDUS” – „Nie należy nigdy łaskotać śpiącego smoka”.