© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   31.05.2015

Atlas roślin rodzimych i obcych: doktor de Bernitz o tojadzie mocnym (łac. aconitum napellus)

Jak głosi legenda, tojad wyrósł na wzgórzu Akonit, na której Herakles pokonał Cerbera. Z jadowitej śliny piekielnego psa, która padała kropla po kropli na ziemię, wykiełkował piękna i zabójcza niebieska roślina. Hekate uśmierciła jej sokiem swojego ojca, Medea – Tezeusza. Natomiast w średniowieczu powszechnie wierzono, że kobiety, które od niemowlęctwa spożywały kwiecie tojadowe, mogły zabić jego trucizną spółkujących z nimi mężczyzn. I chociaż od wieków medycy wiedzieli, że tojad to jedna z najbardziej toksycznych roślin europejskich, to jednak jego zabójcze arcanum poznano nie wcześniej niż w XIX wieku. W 1833 roku alkaloid akonitynę wyizolowali dwa aptekarze z Heidelbergu Philipp Lorenz Geiger i Ludwig Hesse. I od tego czasu upowszechniły się farmakochemiczne badania nad tojadem.

Tak czy owak, aconitum budziło zainteresowanie także przyrodoznawców polskich żyjących w minionych stuleciach. Na ziemiach I Rzeczypospolitej roślinę określano mianem mordesz, mordownik, zły mniszek, kapturki niebieskie, piekielne ziele, bernardynek, oset włoski, czubek turecki, omieg czy trzewiczki Matki Bożej.

W najsłynniejszym Zielniku polskim, a więc pracy Szymona Syreniusza, w rozdziale 99. czytamy: Toiad, Wilczy albo pśi Omieg, Wilcze jagody: którego iest także kilka rodzaiów. Pierwszy którego Myśliwcy do trućia źwierza używaią. […]. Innych dwu do lekarskich potrzeb używaią. […]. Ziołopisowie przedniejszy twierdzą iż między wszystkimi zioły iadowitemi żadne prędzej nie szkodzi nad Omiegi y zioła piekielne: tak że samym dotknieniem członków skrytych a ile bydlęcych w samicach zabiia zaraz tego dnia. Y człowiekowi także nie przepuśći bądź trunkiem bądź potrawą zadany. Okrom od Niedźwiadka osczyknionych w ten czas iest lekarstwem a nie iadem piiąc co quintę zaważy z winem białym ciepło. Także gdzieby iaka inna trucizna była zadana. Też nie Omieg iednako wszystkim źwierzętom szkodzi, ieden Rysie i Lewarty albo Lamparty prędzey truie. Inny rychley Wilki y Psy.

Podobne opinie wyrażano także pod koniec XVIII wieku. W drugim tomie przełożonego przez Remigiusza Ładowskiego z języka francuskiego na język polski Dykcyonarza służącego do poznania historyi naturalnej stwierdzano: NAPEL. Toiad ziele, które rośnie w Szląsku, y we Włoszech, którego tak iest subtelna trucizna, że nawe trzymaiących w ręku przez długi czas byle się zagrzała przyprawuie o śmierć. Powiadają że w Szwaycarach na gorze Piłatowej młodzienie cpewny zerwawszy kwiat Toiadowy, maiąc go w ręku, przyszedł do kompanii, gdzie tańcowano, a postrzegłszy że mu ręka stretwiała porzucił kwiatek, y poszedł w taniec z peną Panną, gdzie po skończonym tańcu , oboie nagle pomarli, gdyż y ona zaraziła się tąż samą trucizną od niego. Drugi ukąsiwszy kawałek tego korzenia, zaraz głowa mu spuchła. Z tym wszystkim pod czas powietrza, skutecznie zażywano tego ziela na wezykatoria, kwiatki przyłożywszy do głowy, gubią wszy, y gnidy, ale głowa cierpi migrenę. Toiad wewnętrznie zażywany, sprawuie puchlinę inflammacyą, konwulsye, gangrenę, y śmierć […]. Doświadczenie uczynione na iednym skazanym na śmierć pokazało, że po zażyciu korzenia, który jest gorzki jak pieprz, cały puchł we dwie godziny, oczy mu wysadziło z głowy, y w kat ciężkie wpadł konwulsye, że byłby umarł zaraz gdyby go nie ratowano enemami, piciem mleka na wspoł z masłem, dryakwią, y innemi lekarstwami. Na wygubienie rysi, tygrysów, lwów, y wilków, zaprawuią tym zielem mięso, y rzucaią. W soku tego ziela dawni zaprawiali swoie strzały. 

Dwuznaczną rośliną zainteresował się w XVII wieku także polski przyrodnik i chirurg królewski Marcin de Bernitz, opisując w jednym z raportów opublikowanych na łamach czasopisma „Miscellanea Curiosa” ciekawy przypadek spożywania tojadu przez jednego z dworzan królewskich.

I tak, uczony donosił, że już włoski badacz Ulysses Aldrovandi twierdził, iż wiele zwierząt żyjących na obszarach wiejskich ulega raz po raz tajemniczym zatruciom, gdyż spożywają one rośliny, które rosnąc w Alpach zawsze są trujące, natomiast gdy uprawia się je w przydomowych ogrodach, stają się… nieszkodliwe. Podobną opinię wyrażał Johann Peter Faber: „cykuta i tojad, które rosną na południe od Pirenejów, zawsze będą jadowite, ale gdy uprawiać je w krajach Północy i w miejscach wilgotnych, stracą one całą szkodliwą naturę; i można będzie je spożywać bez konsekwencji. Wszak dzięki przesadzeniu transformacji ulegają ich właściwości i straszna natura […]. Tak samo dzieje się zresztą z trującymi ziołami z Azji i Persji – gdy trafiają do Europy, wyzbywają się wszelkich trucizn, dając nam najdoskonalszy sok, będący wspaniałym lekiem”.

Ciekawy dowód na poparcie tez obu wymienionych autorów przytaczał w swym raporcie de Bernitz. I tak, chirurg pisał, że Pan von Cessar, skarbnik królowej Marii Kazimiery, miał sługę, który kilka razy w tygodniu w ogrodzie przy zamku królewskim zbierał różne zioła, w tym liście tojadu, aby przyrządzić z nich potaż. Następnie wraz z innymi osobami jadł ze smakiem ziołową polewkę, przypominającą rosół albo zupę-krem, nie ponosząc przy tym, jak powiedział jego przełożony, najmniejszego uszczerbku na życiu i zdrowiu. Przy czym przedziwny posiłek przygotowano podobno dziesięć razy w miesiącu.

W międzyczasie ogrodnik królewski zauważył, że na łodyżkach tojadu, którego sadzonki sprowadził rok wcześniej z Karpat (wszakże „te wszystkie Bóg wszechmogący dla zarazy ludzkiej przeniósł na góry, dostąpienia trudne”) i wysadził w ogrodzie JKM, brakuje liści, które ktoś złośliwy nieustannie obrywa. Stąd też, ponieważ chciał znaleźć złoczyńcę, nakazał swej czeladzi, aby miała baczną uwagę na rośliny. Ci przyłożyli się do roboty i wkrótce złapali niesfornego sługę, który obok tojadu zrywał także inne rośliny. Ogrodnik upomniał go surowo i przestrzegł, że liście napelu są bardzo trujące i mogą doprowadzić do utraty życia. Ale służący odparł ze śmiechem, wciąż obrywając listki mordownika: „Nie wiesz-ci panie, co jest dobre, a co szkodliwe dla Polaków i Niemców, i co dobrze lub wstrętnie smakuje!”. Ponieważ ogrodnik zrozumiał, że w żaden sposób nie odwiedzie mężczyzny od zbierania i, co gorsze, spożywania tojadu, udał się niezwłocznie do jego pana i powiedział mu wszystko, co zaszło w ogrodzie. Skarbnik przestraszył się nie na żarty i w te pędy pobiegł do królowej, aby zasięgnąć rady, co zrobić ze sługą. Ta nakazała wnikliwie zbadać sprawę swoim medykom, po czym stwierdziła, że podobne przypadki zdarzały się i we Francji – i że sługa mógł bez strachu spożywać ugotowaną zupę z dodatkiem tojadu. Dlaczego?

Współcześnie wiadomo, że poddany obróbce termicznej tojad traci część swoich właściwości trujących. Dobrze wiedział o tym nie tylko żyjący w XVII wieku służący Pana von Cessara, ale i starożytni Chińczycy, którzy przygotowywali (i nadal przygotowują) w ten sposób specjalny środek leczniczy aktywujący pierwiastek Yang w chorych z wyziębienia organizmach.