© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum

Blaski i cienie ustroju Rzeczypospolitej

Bernard O’Connor miał bardzo mieszane opinie na temat ustroju Rzeczypospolitej. Brakowało mu przygotowania teoretycznego i praktycznego, ale za to mógł spojrzeć na jej sprawy z odmiennej perspektywy niż podróżnicy z większości państw europejskich. Pochodził z kraju, w którym w latach 1688–1689 miała miejsce „sławetna rewolucja”. Było to przełomowe wydarzenie dla powstania monarchii ograniczonej, w której najważniejszą rolę odgrywał parlament złożony z monarchy, Izby Lordów oraz Izby Gmin.

O’Connor nie krył podziwu dla angielskiego systemu politycznego. Jego główną zaletą było zachowanie równowagi między poszczególnymi częściami parlamentu oraz wolności przez poddanych w stosunku do władzy królewskiej. Nie zaś wielkość terytorium, armii czy też „despotyczna władza tego, który rządzi”. Z tego punktu widzenia założenia ustrojowe Rzeczypospolitej pod pewnymi względami przypominały angielskie. Najważniejszym elementem jej życia politycznego było dążenie szlachty do „ograniczenia władzy królewskiej oraz zabezpieczenia swych praw i przywilejów”, które znajdowało wyraz choćby w kontraktowym charakterze władzy królewskiej. Zdaniem O’Connora od początku istnienia państwa polskiego monarchia miała w nim charakter elekcyjny. Sejm Rzeczypospolitej uznał za doskonałe połączenie trzech systemów rządów – monarchicznego, arystokratycznego reprezentowanego przez senat i demokratycznego reprezentowanego przez izbę poselską. Dzięki niemu unikano zagrożeń charakterystycznych dla każdego z tych systemów – „buntów, które najczęściej pojawiają się w monarchiach absolutnych”, sporów między fakcjami typowych dla rządów arystokracji i anarchii, nieodłącznego elementu demokracji. Bo, jak zauważył O’Connor w odniesieniu do demokracji, „politycy są zgodni, że ludzie są dzikimi bestiami, którymi należy raczej kierować, niż pozostawić ich wolnymi”. Od pozytywnej oceny polsko-litewskiej monarchii mieszanej był już tylko krok do stwierdzenia, które wystawia najlepszy pomnik koncepcjom politycznym szlachty: „Prawo jest ich królem”. O’Connor pod wpływem doświadczeń angielskich i szkockich dostrzegał także złożoną strukturę wewnętrzną Rzeczypospolitej i wynikające stąd trudności: „Posiadłości króla polskiego są podzielone na dwa państwa: Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie. Prawa, język, zwyczaje i zamiłowania obydwu narodów są tak różne jak w przypadku Anglików i Szkotów, z wyjątkiem tego, że mają [Polacy i Litwini] wspólny parlament”.

To były blaski ustroju Rzeczypospolitej. A cienie? O’Connor podzielał opinię wyrażoną w tym samym czasie przez M. de Mongrillona, sekretarza ambasady francuskiej: „Na papierze rząd polski jest najpiękniejszy na świecie, lecz prawa nie są przestrzegane. Wolność stała się przerażającym zuchwalstwem, które niewątpliwie nie omieszka wreszcie doprowadzić to królestwo do ruiny”. Jednak w przeciwieństwie do Francuza uwagę koncentrował na pierwszym zdaniu, nie widząc w wolności poddanych zagrożenia dla siły czy istnienia państwa. Poprzez opis dziejów Polski wskazał, że ich głównym i stałym motywem były zabiegi szlachty o jak największy zakres wolności w stosunku do monarchy. Rozwój historyczny uniemożliwiał ograniczenie wolności, tym bardziej że szlachta zaniepokojona sytuacją w państwach sąsiednich była bardzo wyczulona na próby w tym kierunku. Pytanie nie brzmiało zatem, jak ograniczyć wolność, ale jak wykorzystać ją dla wzmocnienia państwa. Odpowiedzią była współpraca, nie konfrontacja. Na płaszczyźnie politycznej polegała ona, po stronie króla, na respektowaniu prawa. Zdaniem O’Connora szlachta była bardzo przywiązana do monarchy, dzięki czemu „władca, który jest waleczny i mądry, sprawiedliwy i stateczny, tolerancyjny i pobożny; władca, który przestrzega praw i zwyczajów Królestwa, słowem władca, który ma nade wszystko na względzie interes i dobro swych poddanych, jest szanowany i czczony zarówno w czasie pokoju i wojny; taki władca jest równie straszny dla swych wrogów jak większość monarchów w Europie”. Ze swej strony szlachta powinna zgodzić się na wzmocnienie pozycji monarchy w jednym, bardzo ważnym punkcie. O’Connor uważał, że przy wszystkich ograniczeniach jest ona bardzo silna, przede wszystkim dzięki rozdawnictwu godności i urzędów. W ten sposób król Polski, w przeciwieństwie choćby do króla Anglii, miał nie tylko możliwość budowania własnego stronnictwa, ale też decydowania o składzie senatu. Problem polegał na braku możliwości odwołania urzędników, co faktycznie oznaczało brak odpowiedzialności i stawiało ich ponad prawem: „Słowem, chociaż Polacy uznają tę zasadę za największy dowód na wolność swojej konstytucji, narusza ona fundamenty całego państwa. Wszyscy możemy dostrzec, jak złe skutki przynosi ta nadmierna wolność czy raczej libertynizm wyższych urzędników”.

Na płaszczyźnie społecznej warunkiem wzmocnienia Rzeczypospolitej była zmiana sytuacji chłopów i mieszczan. O’Connor wielokrotnie pisał o obydwu grupach jako o „niewolnikach szlachty”. Do zmiany tego stanu konieczne było uzyskanie przez nich ochrony prawnej ze strony państwa i prawa własności ziemi, a co się z tym wiąże – uznanie, że sejm nie jest reprezentacją interesów stanu szlacheckiego, lecz ogółu mieszkańców Rzeczypospolitej. Nie oznacza to, że chłopi bądź mieszczanie mieliby uzyskać prawa polityczne w postaci wyboru posłów. Nie ograniczono by także praw szlachty w stosunku do monarchy. Ale zerwano by z patrzeniem na państwo przez pryzmat jednej tylko grupy. Było to niezbędne także do rozwoju gospodarczego i cywilizacyjnego. Tutaj konieczne było prowadzenie polityki przez władze centralne zmierzające do ograniczenia importu poprzez rozwój produkcji krajowej. Dzięki bogactwom naturalnym Rzeczpospolita miała wszelkie dane, aby polepszyć stan gospodarki. Problemem był zadziwiający brak troski o własne interesy, „w tej, jak i w innych dziedzinach [gospodarki] Polacy są bardzo niedbali”. W skrócie, program przedstawiony przez O’Connora można ująć następująco: „Władza równa się odpowiedzialność plus wykorzystanie potencjału ludnościowego Rzeczypospolitej”. Bez ostatniego elementu wszystkie zmiany w relacjach monarcha – szlachta nic nie znaczyły. O’Connor sięgnął po przykład z najlepiej znanej sobie dziedziny. Pisząc o bardzo niskim poziomie nauk medycznych w Rzeczypospolitej, stwierdził, że główną przeszkodą na drodze do jej rozwoju są bariery społeczne: „Jest rzeczą dowiedzioną, że we wszystkich wiekach osoby o najniższym urodzeniu dokonały największego postępu w nauce, a to dlatego, że... nie mają innych sposobów na zapewnienie sobie środków do życia niż własne osiągnięcia”.

Poglądy i „program reform” O’Connora mogą wydawać się bardzo powierzchowne. Historycy zwróciliby między innymi uwagę na to, że stosunek szlachty do godności monarszej nie był tak jednoznacznie pozytywny, jak pisał Irlandczyk. Również sytuacja chłopów czy mieszczan nie była na tyle zła, aby określać ich mianem niewolników. Ale przyjęta przez O’Connora perspektywa zawarta w pytaniu: „W jaki sposób wykorzystać wolność obywateli dla dobra państwa?”, pozostaje aktualna.