© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum

Edmund Burke – chwała i upadek Polski

Edmund Burke (1729–1797) był jednym z najwybitniejszych polityków brytyjskich XVIII w. Urodził się w Irlandii, jego ojciec był protestantem, matka katoliczką, stąd chyba szczególna uwaga, którą przywiązywał do tolerancji religijnej. W 1750 r. przeniósł się do Londynu, gdzie związał się ze stronnictwem wigów. W 1765 r. został posłem do parlamentu i funkcję tę pełnił bez przerwy do czerwca 1794 r. Burke był wybitnym mówcą, w trakcie procesu byłego gubernatora generalnego Indii Warrena Hastingsa w następujący sposób określił, czym jest sprawiedliwość: „Spodobało się Opatrzności pozostawić nas w stanie ciągłych zmian. Jest jedna i tylko jedna rzecz, która opiera się wszelkim zmianom, ta, która istniała przed stworzeniem świata i przetrwa ten świat – sprawiedliwość”. Przypisuje mu się też sentencję, którą zawsze warto pamiętać: Dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili.

Jednak Burke jest znany przede wszystkim jako twórca doktryny konserwatyzmu brytyjskiego czy też konserwatyzmu liberalnego, a więc takiego, który odrzuca gwałtowne zmiany i abstrakcyjne teorie na rzecz stopniowych reform, które mają rozwiązywać konkretne problemy, a nie „zmieniać świat” czy „kształtować świadomość społeczeństwa”. Ten sposób myślenia jest nadal obecny w ideologii Partii Konserwatywnej w Wielkiej Brytanii oraz Partii Republikańskiej w Stanach Zjednoczonych.

Burke po raz pierwszy zainteresował się sprawami Rzeczypospolitej na łamach czasopisma Annual Register. Założone w 1758 r., a istniejące do dzisiaj miało dawać przegląd najważniejszych wydarzeń historycznych, politycznych i literackich z całego świata. Nie brakło w nim wiadomości o tym, że „niedawno umarł Samuel Cox, lat 93, a wdowa po nim liczy sobie 99 lat”, czy porad dla pszczelarzy, takie wymieszanie tematów było wówczas europejską normą, ale nie miało to wpływu na bardzo wysoki poziom czasopisma adresowanego do elity politycznej i finansowej Wielkiej Brytanii. Jeden egzemplarz kosztował 11 szylingów (jeden funt dzielił się na 12 szylingów, jeden szyling na 20 pensów),  wykwalifikowany robotnik musiał pracować około pięciu tygodni na tę sumę, ale i tak Annual Register odniósł wielki sukces. Wkrótce po założeniu czasopisma osiągnęło ono nakład trzech tysięcy egzemplarzy, a do 1768 r. numery z początkowych lat doczekały się pięciu wydań. Burke był pierwszym redaktorem naczelnym czasopisma, i to aż do 1789 r., oraz przez kilka pierwszych lat jedynym autorem tekstów.

O sprawach Rzeczypospolitej wspomniał po raz pierwszy w numerze obejmującym wydarzenia roku 1763. Wcześniej o państwie polsko-litewskim pisał wyłącznie w kontekście zmagań między Austrią, Rosją i Prusami w trakcie wojny siedmioletniej (1756–1763), ograniczając się do takich informacji jak ta, że wojska pruskie spaliły w Poznaniu magazyny z zaopatrzeniem dla armii rosyjskiej. W 1763 r. i w kolejnych latach zainteresowanie Rzecząpospolitą wynikało z sytuacji międzynarodowej, głównie z zagrożeń, jakie elekcja po śmierci Augusta III, sprawa dysydencka i konfederacja barska stanowiły dla pokoju europejskiego. Burke nie lekceważył przez to Polski – jeśli pisał o jakimś państwie, to wyłącznie ze względu na jego znaczenie dla rozwoju sytuacji międzynarodowej. Jedyne odstępstwo od tej reguły stanowiła Wielka Brytania. Obraz Rzeczypospolitej, który miał trafić do brytyjskiej elity politycznej i intelektualnej, nie był – w przeciwieństwie do krytycznych sądów Woltera czy Diderota – jednoznaczny. Burke nie szczędził gorzkich słów pod adresem ustroju politycznego i społecznego, krytykując wolną elekcję, słabą pozycję władcy, samowolę szlachty i jej przekupstwo, złe położenie mieszczan i chłopów, pusty skarb i zły stan armii. Przy okazji pojawiły się nieprawdziwe bądź przekręcone informacje. Podstawę sił zbrojnych Rzeczypospolitej w połowie XVIII w. miało nadal stanowić Pospolite, chodzi oczywiście o pospolite ruszenie, a proporcja między katolikami a dysydentami pod koniec XVI stulecia miała wynosić 1:7! (w rzeczywistości było ich mniej więcej po połowie). Słowem, coś jak kawa i wuzetka z filmu Miś, czyli zestaw obowiązkowy dla cudzoziemców piszących o Rzeczypospolitej w XVII i XVIII w., choć bez większych szans na Złotą patelnię. W gruncie rzeczy Burke powtórzył uwagi zawarte w przypisywanym królowi Stanisławowi Leszczyńskiemu dziele Głos wolny wolność ubezpieczający. Przynajmniej korzystał z pracy napisanej przez osobę dobrze znającą sytuację Rzeczypospolitej, nie zaś z dzieła jednego z pisarzy wynajętych przez dwór pruski i austriacki, którzy mieli dostarczyć usprawiedliwienia dla agresywnej polityki obydwu państw, a ostatecznie dla rozbiorów Polski. W przeciwieństwie do nich Burke nie ograniczył się do narzekań. Potępiał anarchię szlachty, ale równocześnie wychwalał jej zamiłowanie do wolności i męstwo w walce, tworząc stereotyp miłującego nad wszystko wolność Polaka walczącego ze straceńczą odwagą z silniejszym przeciwnikiem. Stereotyp ten obejmował również kobiety, w 1763 r. pisał o „żonie księcia Radziwiłła i jego siostrze, obydwu młodych i pięknych, które walczyły konno, uzbrojone w szable, zachęcając żołnierzy słowem i przykładem”. Polki i Polacy oczywiście przegrali. Ale najwięcej uwagi poświęcił problemom politycznym państwa polsko-litewskiego. Szukając ich źródeł, Burke sięgnął do przeszłości Rzeczypospolitej, którą przedstawił w bardzo pozytywnym świetle. Sprawę dysydencką opisał na tle sytuacji religijnej od XVI w., podnosząc panującą w niej tolerancję, szczególnie w porównaniu z innymi państwami. Przy okazji przytoczył najważniejszy fragment konfederacji warszawskiej z 1573 r. gwarantującej wolność religijną: „Obiecujemy to sobie spolnie za nas i za potomków naszych na wieczne czasy pod rygorem przysięgi, wiarą, poczciwością i sumieniem naszym, iż którzy jesteśmy dissidentes de religione, pokój między sobą zachowywać a dla różnej wiary i odmiany w kościelech krwi nie przelewać ani się penować konfiskatą dóbr, poczciwością, więzieniem i wygnaniem...”, nie kryjąc przy tym podziwu dla „tych znakomitych Polaków”. Źródło problemów widział w elekcyjności tronu i polityce wyznaniowej króla Zygmunta III Wazy, a we współczesnych sobie czasach w postawie państw ościennych: „W interesie wszystkich mocarstw, które graniczą z tym niegdyś rozległym i wielkim państwem, leży to, aby nigdy nie wydobyło się ze swojego żałosnego położenia”. Rzeczpospolita była faktycznie rosyjskim protektoratem, a polityka Katarzyny II – szczególnie porwanie w październiku 1767 r. kilku senatorów, które uznał za główny powód zawiązania konfederacji barskiej i wojny domowej – spotkała się z jego potępieniem.

Największe oburzenie wywołał jednak pierwszy rozbiór Polski. Burke rozpaczał nad „upadkiem niegdyś wielkiego i starożytnego państwa”, ale przede wszystkim był zaniepokojony następstwami rozbioru dla porządku europejskiego. Jednym było wzmocnienie pozycji mocarstw rozbiorowych, które mogły sięgnąć po dominację na całym kontynencie. Szczególny niepokój budził wzrost znaczenia Rosji zdolnej rzucić wyzwanie potęgom Zachodu, czyli Francji i Wielkiej Brytanii. Najstraszniejsze było jednak to, że pierwszy rozbiór Polski pokazał, iż podstawą systemu europejskiego nie są „traktaty, gwarancje i porozumienia”, ale siła militarna. Odtąd żadne państwo, paradoksalnie także rozbiorowe, nie mogło czuć się bezpiecznie, a Europa stała się obszarem ciągłej rywalizacji, w której nie chodziło o trwały pokój, lecz całkowite zniszczenie przeciwnika. Rozwiązanie dla problemów Rzeczypospolitej Burke widział w zmianie systemu politycznego, przede wszystkim wzmocnieniu pozycji monarchy i funkcjonowania sejmu, a także w przywróceniu tolerancji religijnej. W kolejnych numerach Annual Register przytaczał projekty reform zgłaszane przez posłów oraz króla, i za każdym razem stwierdzał, że próby ich wprowadzenia zakończyły się niepowodzeniem ze względu na postawę mocarstw ościennych.

Dla nas ważne jest to, że Burke, który dostrzegał liczne słabości Rzeczypospolitej, postulował, aby zostały rozwiązane przez jej mieszkańców bez ingerencji z zewnątrz, a państwo polsko-litewskie traktował jako ważny element porządku europejskiego. W przeciwieństwie do wielu ówczesnych polityków i publicystów nie wynosił pod niebiosa działań Katarzyny II czy króla pruskiego Fryderyka II troszczących się jakoby wyłącznie o tolerancję religijną i gotowych rozwiązać „problem polski” przez likwidację Polski. Chciał rozwiązać problem na drodze zmian wewnętrznych, nie likwidacji państwa. Konserwatyści nie są aż tacy źli.