© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum

Francuszczyzna Jana III

Powszechnie znana jest miłość króla Jana III do mody rodzimej oraz wschodniej, do kierezji, czapek w stylu krymskim, etc. – fascynacja nieporównywalna z żadnym spośród polskich władców elekcyjnych. Obraz monarchy byłby jednak fałszywy, gdybyśmy zapomnieli, że zdarzało mu się także występować w koronkach i kapeluszach à la mousquetaire!

Można domniemywać, iż – podobnie jak to miało miejsce w przypadku Tomasza Zamoyskiego – obok ferezyjek i baczmaszek Jachniczkowi  zakładano w dzieciństwie również białe pończoszki, podszyte rękawiczki i kabaciki. W zwyczaju epoki była bowiem kontaminacja rodzimych i zachodnich elementów ubioru, zwłaszcza odnośnie chłopców podlegających władzy kobiet.

W instrukcji z 1640 roku skierowanej do preceptora swoich synów, Jakub Sobieski przestrzegał: „Nie chcę też, aby się usarstwa tego jęli, żeby w podszytych czapkach [w] lecie chodzić mieli; niech po staroświecku chodzą [w] lecie w kapeluszach i w magierkach”. Trzeba w tym miejscu podkreślić, że tradycja skromnego stroju akademickiego wręcz faworyzowała strój hiszpańsko-włoski (w tym owe kapelusze), w jakim widzimy absolwenta Alma Mater na rysunku (z 1618 roku) w księdze promocyjnej Liber promotionum. Wyjeżdżającym na nauki do Europy Zachodniej młodzieńcom kasztelan krakowski radził, aby przyglądali się publicznym uroczystościom, takim jak balety, uczyli się przedniejszych tańców u dworu itp. Świadomy, że chłopcy przejmą przy okazji również obyczaj francuski, nie omieszkał wspomnieć: „Strony strojów i w tym nie życzę, abyście byli nimis sumptuosi, a zwłaszcza we Francji, gdzie teraz jednego dnia chodzą we złoto ulani, a drugiego dnia zakażą zaraz wszystkiego, ledwie nie o jednym sznurku czarnym chodzą”. Nie mylił się – jak przekazuje Sebastian Gawarecki, Sobiescy wraz ze świtą przebrali się w „suknie francuskie” już w Poznaniu (25 marca 1646 r.)!

Przebywając z bratem i niewielkim dworem (pod opieką imć pana Orchowskiego) w Europie Zachodniej, Jan Sobieski przyjął zatem z pewnością francuską modę, zgodnie zresztą z powszechną praktyką. W przekonaniu Otto Forsta Battaglii „francuski obyczaj i francuskie wykształcenie ucieleśniały w jego pojęciu najwyższy ideał ludzkiej doskonałości”. Domniemana służba u czerwonych muszkieterów Królewskiej Gwardii musiałaby implikować określone wymogi co do uniformu. Nie bez kozery Jan i Marek Sobiescy brani byli na Wyspach Brytyjskich za Francuzów. 13 października 1647 roku kasztelan zamku w Dover („neopolityk gubernator”) nie chciał ich wpuścić do warowni właśnie z tego powodu.

Nawet jako marszałkowi wielkiemu koronnemu zdarzało się Janowi Sobieskiemu zarzucić na ramiona płaszcz francuski (przyszłego szwagra Ludwika d’Arquien) czy przepasać się szarfą wysłaną przez Marysieńkę. Mimo oporów, zaakceptował także francuszczyznę swoich synów. Jakże można się było sprzeciwić urodzonej w Królestwie Ludwików małżonce?