© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   02.01.2017

Giovanni Battista Gisleni – scenograf i architekt polskich Wazów

Rzymianin Giovanni Battista Gisleni był scenografem, architektem i muzykiem, jednym z najwybitniejszych artystów działających w Rzeczypospolitej za panowania dynastii Wazów. Pozostawił po sobie ogromną spuściznę około 200 rysunków i projektów, przechowywanych w Dreźnie (Staatliche Kunstsammlungen, tzw. „Szkicownik Gaetana Chiaveriego”), w Mediolanie (Castello Sforzesco, Raccolta Martinelli) i w Londynie (Sir John Soane’s Museum, oprawny wolumin: „Vari disegni d’architettura, inventati et delineati da Giovanni Battista Gisleni romano...”). Niektóre z nich opatrzone zostały odręcznymi objaśnieniami artysty, pozwalającymi na identyfikację szeregu prac, zarówno zrealizowanych, jak i tych, które najpewniej nigdy nie powstały. Rozpoznanie innych uzasadnia podobieństwo do obiektów zachowanych lub w przeszłości zinwentaryzowanych oraz kompleksowa analiza ich kontekstu artystycznego i historycznego. Bardzo niewiele dzieł Gisleniego przetrwało do naszych czasów. Jednocześnie znane źródła archiwalne dostarczają nielicznych informacji o artyście. Próba odtworzenia jego życia oraz podsumowania twórczości jest więc niezwykle trudna, pełna znaków zapytania, supozycji i hipotez.

Po blisko 25-letnim pobycie w Rzeczypospolitej Gisleni powrócił do rodzinnego miasta. Dwa lata przed śmiercią, w 1670 roku, wystawił sobie nagrobek w rzymskim kościele Santa Maria del Popolo. W umieszczonej tam łacińskiej inskrypcji z dumą obwieścił, że był „architektem królów Polski i Szwecji, Zygmunta III, Władysława IV i Jana Kazimierza I”. Dzięki marmurowej rzeźbie szkieletu – śmierci uwięzionej za kratą – epitafium to stało się wkrótce słynne w Rzymie i wymienione zostało w niemal wszystkich ówczesnych „przewodnikach” po mieście. Najpewniej ów niezwykły nagrobek skłonił Lione Pascolego do umieszczenia życiorysu artysty o nieznanym nad Tybrem dorobku w dziele „Vite de’ pittori, scultori ed architetti moderni” (I wyd. 1730) obok takich sław, jak Carlo Maderno i Domenico Fontana. Biografia ta, o silnym zabarwieniu panegirycznym, pozbawiona istotnych szczegółów, spisana została wiele lat po śmierci Gisleniego na podstawie informacji zasłyszanych, a często konfabulowanych, bardzo obficie obudowanych faktami z historii Polski z okresu panowania dynastii Wazów, niewątpliwie pozostaje ważnym źródłem wiedzy o artyście.

Gisleni urodził się w 1600 roku jako syn Paola, zamożnego rzymskiego kupca. Według Pascolego zdobył gruntowne wykształcenie – oprócz nauk humanistycznych pobierać miał lekcje geometrii i matematyki, studiował także architekturę, malarstwo oraz rzeźbę. Mimo tak wszechstronnych umiejętności nie znalazł pracy nad Tybrem, wyruszył więc na północ Italii, a następnie do Wiednia, gdzie bezskutecznie starał się zdobyć angaż na dworze cesarskim. W końcu udał się do Rzeczpospolitej, gdzie dotarł zapewne ok. 1630 roku pod koniec panowania Zygmunta III. Archiwalia milczą jednak na temat pierwszych lat spędzonych przez artystę na dworze Wazów. Najwcześniejsza wzmianka źródłowa o Gislenim pochodzi dopiero z końca 1637 roku, kiedy odnotowany został jako królewski muzyk w księdze chrztów warszawskiej parafii św. Jana. Tę samą profesję artysty zapisano w księgach metrykalnych kolegiaty jeszcze kilkakrotnie w latach 1643-1654. Jak widać, Gisleni posiadać musiał także wykształcenie muzyczne. W 1643 roku dwa skomponowane przez artystę utwory opublikowane zostały w Wenecji (wśród kilkudziesięciu innych kanonów) w aneksie („Xenia Apollinea”) do traktatu dyrygenta Władysława IV, Marka Scachiego. W latach 1650-1651 Gisleni grał na teorbie (lutni) w kapeli Jana Kazimierza i pobierał z tego tytułu stałą pensję, zarejestrowaną w rachunkach królewskich. Wszystko wskazuje więc na to, że działalność jako muzyka była bardzo istotna w całej polskiej karierze artysty i prawdopodobnie stanowiła jedno z ważniejszych źródeł jego dochodów.

Jako instrumentalista królewskiej kapeli Gisleni brał zapewne udział we wszystkich, wystawianych za czasów Władysława IV spektaklach operowych i baletowych. Król wykorzystywał także jego umiejętności architekta i dekoratora, jednak Giovanni Battista prawdopodobnie bezskutecznie konkurował z „pierwszym” architektem i doradcą monarchy w sprawach sztuki, Agostinem Loccim. Rachunki królewskie z tego czasu zachowały się w postaci szczątkowej, nie można więc wskazać zakresu prac poszczególnych artystów. Niewątpliwie Gisleni brał udział w modernizacji Zamku Warszawskiego, zainicjowanej z okazji wesela króla w 1637 roku i prowadzonej do ok. 1643 roku. Według jego koncepcji zrealizowano dekorację Gabinetu Marmurowego oraz prawdopodobnie portale Schodów Poselskich i w Wieży Władysławowskiej. W rysunkowej spuściźnie artysty znajduje się ponadto szereg projektów wystroju innych, trudnych dziś do zidentyfikowania, zapewne zamkowych wnętrz.

Nie w pełni doceniany na dworze królewskim Gisleni wykonywał w tym czasie wiele szkiców projektowych. Powstały m. in. rysunki kilku warszawskich drewnianych dworów, pierwotny najpewniej plan rezydencji hetmana wielkiego koronnego Stanisława Koniecpolskiego przy Krakowskim Przedmieściu, pierwszy projekt stołecznego kościoła Karmelitów Bosych, zrealizowany ze znacznymi zmianami po „potopie”, a także projekt świątyni Bractwa Niemieckiego św. Benona, do której to – faktycznie międzynarodowej – konfraterni Gisleni być może należał.

Wiosną 1643 roku, na polecenie Władysława IV, artysta wyruszył na krótko do Italii aby sprowadzić do Warszawy włoskich muzyków. Podróż ta miała ogromne znaczenie dla jego dalszej twórczości. Niewątpliwie odwiedził wówczas rodzinny Rzym i poznał sztukę dojrzałego baroku, rozwijającą się w kręgu Gianlorenza Berniniego, który w projektach epitafiów wprowadził motywy czaszek oraz „żywych szkieletów”, obrazując w ten nowy sposób śmierć, w coraz popularniejszych nad Tybrem rozbudowanych treściowo i efemerycznych dekoracjach o tematyce eschatologicznej. Swoje rzymskie doświadczenia Gisleni wykorzystał zapewne już na początku następnego roku, kiedy przebywał w Wilnie jako muzyk królewskiej kapeli. Wykonał wówczas projekt (być może zrealizowany) okazjonalnej dekoracji retabulum ołtarzowego w formie łuku triumfalnego – bramy śmierci, związanej z obrzędem pogrzebowym wdowy po podkanclerzym litewskim Stefanie Pacu, Anny Marcybelli z Rudominów Dusiatyńskich w kościele Karmelitów Bosych. W projekcie tym Gisleni ujawnił swoje unikalne w ówczesnej Rzeczypospolitej umiejętności jako twórca dekoracji pogrzebowych, nie można więc wykluczyć, że był autorem plastycznej oprawy wawelskich egzekwii za królową Cecylię Renatę w 1644 roku i – jak przekazuje Pascoli – wystroju „w guście rzymskim” warszawskiej kolegiaty oraz katafalku, „jakiego nie widziano w tym królestwie”, z okazji pogrzebu zmarłego w 1647 roku jedynego syna Władysława IV, Zygmunta Kazimierza.

Przełom w karierze Gislniego nastąpił po elekcji Jana Kazimierza, kiedy wielkość Locciego na dworze nieco przybladła. Na zlecenie króla artysta zaprojektował castrum doloris i żałobny wystrój katedry wawelskiej na egzekwie za Władysława IV, odprawione w styczniu 1649 roku, oraz dekoracje uświetniające koronację nowego władcy, którą opisuje druk okolicznościowy, najpewniej przez Gisleniego zredagowany: „Varietà de prospetti veduti nella chiesa cathedrale del regio castello di Cracovia...” (Kraków 1649). W nawie głównej katedry, wykonanej według jego koncepcji, wzniesiono także, przeznaczone dla instrumentalistów i śpiewaków, drewniane galerie. Zachował się rysunek ich fragmentu, na którym artysta-muzyk ukazał zespół kapeli dworskiej i jest to najwcześniejszy tego typu przekaz ikonograficzny w sztuce polskiej. Najprawdopodobniej jeszcze w trakcie pobytu w Krakowie, na zlecenie biskupa Piotra Gembickiego, Gisleni sporządził projekt nowego retabulum ołtarza głównego katedry na Wawelu, zrealizowany w następnym roku.

Pięć kolejnych lat to apogeum polskiej twórczości Gisleniego, który znalazł nowych, możnych zleceniodawców. Na początku 1650 roku zaprojektował katafalk o bogatym programie treściowym na uroczystości pogrzebowe marszałka nadwornego koronnego Adama Kazanowskiego, odprawione w warszawskiej kolegiacie. Ok. 1650 roku według koncepcji artysty powstał zachowany do dziś ołtarz główny katedry w Chełmży, ufundowany przez kanclerza wielkiego koronnego biskupa Andrzeja Leszczyńskiego, dla którego dwa lata później artysta sporządził plany (nieistniejącego) warszawskiego kościoła brygidek przy ul. Długiej. Zaprojektował ponadto pałac podskarbiego wielkiego koronnego Bogusława Leszczyńskiego, wznoszony do 1654 roku na terenie utworzonej przez magnata jurydyki Nowe Leszno. Dziełem Gisleniego był także niezrealizowany projekt kościoła Karmelitanek Bosych w Warszawie, którego budowę z fundacji kanclerza wielkiego koronnego Jerzego Ossolińskiego rozpoczęto w 1652 roku. Jedną z bardzo nielicznych, potwierdzonych archiwalnie prac Gisleniego z tego czasu pozostaje katafalk dla zmarłej w 1651 roku córki Jana Kazimierza, Marii Anny Teresy. W rachunkach królewskich odnotowano, że artysta otrzymał niewielką sumę „na wydatki do katafalku po zeszłej z tego świata Naiaśniejyszej S. Pamięci Królewnie Jey Mci Polskiey”.

W połowie 1650 roku Gisleni postanowił na krótko wyjechać do Rzymu z okazji Roku Jubileuszowego. Jako królewski artysta z pewnością nawiązał profesjonalne kontakty ze środowiskami artystycznymi Wiecznego Miasta. Prawdopodobnie nakłonił wówczas do przyjazdu do Polski swego późniejszego współpracownika, rzeźbiarza Giovanniego Francesca De Rossi. W 1652 roku obaj artyści obecni byli w Wilnie. Nie zostało wówczas w pełni zrealizowane epitafium biskupa Jerzego Tyszkiewicza, które miało być efektem ich wspólnej pracy. Powstał natomiast pomnik Teodory Krystyny z Tarnowskich, wystawiony przez jej męża, podkanclerzego litewskiego Kazimierza Leona Sapiehę w kościele Bernardynek. Architektoniczna partia nagrobka, wykonana wiernie według koncepcji Gisleniego, pozostała jednym z nielicznych jego dzieł, jakie przetrwało do naszych czasów. Na zlecenie Sapiehy artysta zaprojektował także dekoracje na egzekwie za Teodorę Krystynę, jednak nie wiadomo, czy odprawiono je w takiej właśnie oprawie plastycznej. W czasie krótkiego pobytu Gisleniego w Wilnie powstał ponadto projekt epitafium wojewody smoleńskiego Krzysztofa Gosiewskiego, które dawniej znajdowało się w kościele Karmelitów Bosych. Gisleni współpracował z De Rossim nie tylko w Wilnie. W 1654 roku, przed powrotem rzeźbiarza do Rzymu, powstało ich kolejne wspólne dzieło – nagrobek biskupa Piotra Gembickiego w katedrze wawelskiej, znakomity przykład barokowej sztuki sepulkralnej.

Ukoronowaniem polskiej kariery Gisleniego był projekt dekoracji ceremonii żałobnej, odprawionej 5 lipca 1655 roku za Karola Ferdynanda Wazę, brata króla, biskupa płockiego i wrocławskiego w warszawskim kościele jezuitów. Znana z zachowanego rysunku iluzjonistyczna, przypominająca kulisy teatralne struktura architektoniczna, która wypełniła prezbiterium niewielkiej świątyni, stanowiła oprawę scenograficzną dla rozgrywającego się „dramatu pogrzebowego” i przekazywała skomplikowany program treściowy, gloryfikujący osobę królewicza, a szczegółowo wyjaśniony w spisanej przez artystę drukowanej relacji: „Descriptio theatri in exequiis Varsaviae solenniter celebratis erecti quum sepulturae daretur corpus seroku mi d. ni d. ni Caroli Ferdinandi...” (Gdańsk 1655). Projekt ten dowodzi rozległej wiedzy Gisleniego z dziedziny ikonologii oraz literatury i historii antycznej, a także znajomości rzymskich efemerycznych dekoracji drugiej ćwierci XVII wieku: dzieł Berniniego, Pietra da Cortony czy Carla Rainaldiego.

Latem 1655 roku, kiedy rozpoczęła się wojna ze Szwecją, Gisleni zdecydował się powrócić na stałe do Rzymu. Rzeczpospolita nie stała się „drugą ojczyzną” dla tego niezwykle uzdolnionego i pracowitego artysty (w niniejszym tekście nie wymieniono wszystkich przypisywanych mu dzieł), mimo stosunkowo wysokiej pozycji, jaką zdobył w na dworze Wazów. Na początku następnego roku został członkiem Compagnia di S. Giuseppe di Terra Santa (późniejsza Accademia dei Virtuosi al Panteon) oraz Akademii św. Łukasza. Kontakty z artystyczną elitą Wiecznego Miasta nie pomogły jednak w zdobywaniu intratnych zamówień na wymagającym rynku pracy. Nic nie wiadomo o sytuacji materialnej artysty i jego relacjach z zamożną przed laty rodziną. Być może majątek poślubionej ok. 1659 roku wdowy, Mattii de Santis, pozwolił na zakup domu w centrum Rzymu. Na początku 1665 roku Gisleni ponownie wyruszył do Warszawy. Prawdopodobnie przywiózł zbiór swoich projektów z nadzieją, że znajdą zainteresowanie w odbudowywanej po zniszczeniach wojennych stolicy. Być może w czasie tego nieco ponad rocznego pobytu powstał projekt iluzjonistycznej dekoracji wnętrza, identyfikowanego z „galerią” dobudowaną do rezydencji Ludwiki Marii w Villa Regia, jednak z powodu niezwykle trudnej sytuacji politycznej nie miał on szans na realizację. Latem 1666 roku artysta udał się w drogę powrotną do Włoch.

O ostatnich latach życia Gisleniego zachowało się niewiele informacji, które w niewielkim stopniu dotyczą jego zawodowej działalności. W niełatwej sytuacji finansowej pomogło mu wsparcie w osobie protektora Rzeczypospolitej, Virginia Orsiniego, o czym przekonuje zachowana korespondencja kardynała. Dzięki jego rekomendacji Gisleni m. in. pośredniczył w przesyłaniu do Polski ważnych dokumentów. W listach Orsiniego przewija się motyw nieporozumień dotyczących opłaty i organizacji przesyłek, bowiem – jak pisał w 1669 roku – „Gisleni bardzo chce zarabiać, i że jako jest ubogi, radzi sobie jak może”. Artysta wykonywał też inne zlecenia kardynała – sporządził kopie portretu Michała Korybuta Wiśniowieckiego i na podstawie dostarczonej z Polski relacji zredagował druk opisujący elekcję króla. Prawdopodobnie większość zgromadzonego majątku przeznaczył na swoje najważniejsze dzieło – wspomniane epitafium w rzymskim kościele S. Maria del Popolo. W 1671 opublikował też broszurę „Novo Deposito del Signor Go. Battista Gisleni cittadino Romano et Architetto De’ Tre Potentissimi Re di Polonia, e Svezia”, w której szczegółowo objaśniono treść umieszczonego na nagrobku napisu oraz ideowe przesłanie całej kompozycji o silnej wymowie eschatologicznej. Wspomniano jedynie, że przez 27 lat pracował jako nadworny architekt polskich monarchów. Gisleni, artysta wybitny, wszechstronny, ale – jak się wydaje – wysoce niespełniony, zmarł w Rzymie 4 maja 1672 roku.