© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   15.06.2011

Hoffmann contra Fulton

Profesor Jakub Fryderyk Hoffmann, dziękując za wybranie go 5 kwietnia 1812 r. członkiem Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk, napisał m.in.: ... Kiedy w r. 1794 mężny, największy nasz Naczelnik, Kościuszko, którego pamięć, póki życia mojego, święta mi będzie, został w niewolę wzięty, przedłożono w Towarzystwie patryotycznym, którego ja członkiem byłem, jakim sposobem można tego szlachetnego męża uwolnić? Pomiędzy wszystkich podanych sposobów żaden mi się nie podobał. Powziąłem więc w sobie ten zamiar wynaleźć sposób, jakim by go z Petersburga pod wodą uprowadzić można. Myśl tę podał mi Nautilus Pompilius, a mechanika, w połączeniu z fizyką oraz trzy tygodnie rozmyślania, układ i poprawa – dopomogły mi wynaleźć plan do pewnego rodzaju bacika[1], w którym można, podług upodobania, pod wodą lub na wodzie, na morzu nawet płynąć, a tym sposobem można by, pomimo wszelkiego prześladowania, niedaleko odległe brzegi szwedzkie osiągnąć. Kto widział morze, sam po niem żeglował, łatwo może poznać, z jakimi przeszkodami przy takiej pracy Herkulesowi walczyć przychodziło; można wszelako te wszystkie przeszkody i śmiercią grożące niebezpieczeństwa szczęśliwie przezwyciężyć, gdyż przeczuć każde z nich można sposobem wynalezionym, który by je usunął. Dlatego, przy budowli takiego statku, osobliwie trzeba mieć wzgląd na jego kształt, ciężkość, równowagę i, ile możności, wolny widok, na kształt, ułożenie i sposób wolnego poruszania wioseł, na sposób, aby można, podług upodobania, statkowi ulżyć lub cięższym zrobić, a tem samem go zanurzać lub na wodę wynosić, osobliwie zaś na to, aby można powietrze, potrzebne do oddychania, w miejscu zamkniętym, dobre i czyste zachowywać.

Przeciwko tym wszystkim trudnościom znajdują się sposoby, które są, ile możności, proste i bez wielkiego ambarasu.

Gdy później nie potrzeba było użyć tego statku na uprowadzenie jeńca Kościuszki, a ułożony plan na nic mi się nie przydał, dałem go w r. 1798 z należytym opisem, będąc w Rzymie, przy legionach polskich, Naczelnikowi jenerałowi S. Cyr, wówczas dowódzcy, który plan ten ministrowi marynarki do Paryża przesłał. Żadnej więcej o tem wiadomości nie powziąłem, aż dopiero tę, którą dwa razy w gazetach wyczytałem, a to, że pewny Foulton, w Brest, taki statek do zanurzania zrobił, w którym się można było dwie godziny pod wodą znajdować i pływać w różne strony. Poznałem w obu razach, podług opisu gazety, mój plan, którego wykonanie słusznie panu Foulton się należy, jednak wynalazku jemu odstąpić nie mogę. Plan ten był w Warszawie ułożony i mógłby być tak dobrze, jak gdzie indziej przez mnie wykonany, gdyby tego potrzeba było.

Przeto słusznie się Warszawie pierwsze przed innemi miejscami należy, ja zaś, każdego czasu i przy każdej okoliczności, przeciwko podobnym przywłaszczeniom protestować będę.

Autor tego niecodziennego listu, Jakub Fryderyk Hoffmann (1758-1830) był postacią nietuzinkową. Urodził się w Ostródzie. Od 1772 r. uczył się aptekarstwa – idąc w ślady swego ojca i wuja – w Elblągu, Królewcu i Rydze. Po złożeniu egzaminu z zakresu farmacji przed najwyższym kolegium medycznym w Petersburgu został podaptekarzem w głównej aptece cesarskiej, a w 1779 r. przeniesiono go do apteki admiralicji w Archangielsku. Można domniemywać, że z tego to okresu datowało się zainteresowanie Hoffmanna problematyką żeglugi podwodnej.

Młody aptekarz nie zagrzał długo miejsca w marynarce rosyjskiej – rozpoczął bowiem studia lekarskie w Petersburgu, a w 1781 r. opuścił Rosję, aby kontynuować je w Królewcu, Wiedniu i Berlinie. Ostatecznie stopień doktora medycyny i chirurgii otrzymał we Frankfurcie nad Odrą 19 maja 1784 r. Następnie praktykował w Berlinie i w Warszawie.

Hoffmann był lekarzem idącym z duchem czasu. Starał się stosować postępowe naówczas metody leczenia i profilaktyki. Wykazywał ponadto rozległe zainteresowania techniczne. W 1793 r. założył wraz z doktorem Augustem F. Wolffem fabrykę chemiczną na Nowolipkach w Warszawie, a w rok później wystąpił z memoriałem w sprawie urządzenia „fabryki górniczej”.

Rzucił dostatnie życie, kiedy ojczyzna znalazła się w potrzebie. Podczas Insurekcji Kościuszkowskiej wstąpił do 16 pułku piechoty i w stopniu lekarza dywizyjnego zawiadywał lazaretem w Ujazdowie. Następnie udał się na tułaczkę. Lata 1797-98 spędził we Włoszech w Legionach Dąbrowskiego; stosował tam własny sposób leczenia malarii. Po powrocie do kraju był gorącym rzecznikiem szczepień zapobiegawczych przeciwko ospie, m.in. w latach 1804-06 zaszczepił we wsiach powiatu pułtuskiego około 3 tys. dzieci.

W 1809 r. Hoffmann objął katedrę historii naturalnej w nowozałożonej szkole lekarskiej w Warszawie, a po utworzeniu Uniwersytetu Warszawskiego został profesorem wydziału matematyczno-fizycznego (1818). Od 1805 r. brał udział w pracach Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk, m.in. urządzając w 1811 r. gabinet historii naturalnej. Założył ogród botaniczny. Od 1822 r. był też członkiem Towarzystwa Lekarskiego w Wilnie. W 1823 r. otrzymał dyplom szlachecki.

Hoffmann napisał i przetłumaczył sporo prac z zakresu medycyny (m.in. rozprawę o kołtunie), botaniki, chemii i elektryczności. Szczególnie zajmował się zagadnieniami protetyki i bandażownictwa (opracował model paska przepuklinowego) oraz ratownictwa (skonstruował kirys do pływania, sposób pewny dla ratowania się osób pływać nie umiejących, przy rozbiciu okrętu, czyli kamizelkę ratunkową). Zaproponował też własnego pomysłu narzędzie chirurgiczne do wydobywania kul karabinowych z ran postrzałowych.

Ten ostatni wynalazek, zwany przez Hoffmanna kulo-drążkiem, powstał w wyniku jego doświadczeń wojennych i według jego świadectwa zdał egzamin w kilkuset przypadkach. Nie znalazł jednak uznania w oczach komisji powołanej przez Towarzystwo Warszawskie Przyjaciół Nauk, co bardzo rozgoryczyło krewkiego uczonego. Zareagował na to gwałtownym listem, w którym w dosadny sposób poddał w wątpliwość kompetencje członków wspomnianej komisji. Pisze tam m.in.: ... Oświadczonem zostało (...) że narzędzie moje nie jest przydatne we wszystkich przypadkach i że wynaleziony przez barona Perci kulo-ciąg akademia paryzka uwieńczyła. Radbym przecież wiedzieć, jakie narzędzie we wszystkich przypadkach mogłoby być użytem? Nadto, przypomnieć sobie należy, wieleż to rzeczy nieużytecznych i zdrowemu rozsądkowi sprzecznych przez paryzką akademię uwieńczonych nie było? Sprawa ciągnęła się od 1820 do 1827 r., a rozżalony Hoffmann nosił się nawet poważnie z zamiarem wystąpienia z Towarzystwa.

Zarzut dotyczący splagiatowania pomysłu łodzi podwodnej skierował Hoffmann przeciwko Robertowi Fultonowi (1765-1815), uważanemu za wynalazcę pierwszego praktycznego parostatku. Miał on istotnie za sobą epizod związany z żeglugą podwodną – kształcąc się na artystę malarza w Anglii od 1786 r. zainteresował się tą problematyką. Uznawszy, że swe pomysły w tym zakresie najłatwiej będzie zrealizować w rewolucyjnej Francji, udał się tam w 1797 r. Nie mógł więc zostać zainspirowany przez Hoffmanna, jeśli na kimś się wzorował, to raczej na swym rodaku Davidzie Bushnellu (1742-1824), który skonstruował podczas wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych łódź podwodną Turtle (Żółw Morski) w 1776 r. W latach 1798-1801 Fulton zbudował trzy wersje okrętu podwodnego Nautilus – ostatnia miała 7,6 m długości i mogła przebywać w zanurzeniu 6 godzin. W 1804 r. pojechał do Anglii, gdzie współpracował z brytyjską marynarką wojenną. Jednak pierwszy lord admiralicji John Jervis ostrzegł premiera Williama Pitta (młodszego) przed wykorzystaniem pomysłu łodzi podwodnej: Nie tykaj tego! Jeśli podejmiemy to my, uczynią to i inne państwa i będzie to najdotkliwszy cios dla naszej supremacji na morzu, jaki można sobie wyobrazić! Wobec negatywnych opinii specjalistów, rząd królewski odmówił Fultonowi dalszych kredytów i w 1806 r. wynalazca wyruszył z powrotem do ojczyzny po sławę „ojca żeglugi parowej”.

(szerzej: B. Orłowski: Groźba i nadzieja, Warszawa 1982)

[1] tzn. łódeczki