© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   09.09.2016

Jan III splagiatowany

Dziś wykorzystanie we własnej pracy fragmentów tekstu napisanego przez kogoś innego i niepodawanie źródeł, z których one pochodzą, uznawane jest za rzecz ze wszech miar naganną. Kilkaset lat temu nie stanowiło to jednak problemu. Ten sam akapit lub nawet dłuższy passus mógł pojawiać się w pracach różnych autorów w tej samej lub lekko zmodyfikowanej formie i nie wywoływało to większego poruszenia.

Formalnie kwestię tę rozwiązano dopiero w 1710 roku w Anglii na mocy dekretu królowej Anny, który objął ochroną prawa autorów do ich dzieł – drukowanych lub pozostających jeszcze w rękopisie. Nie oznaczało to bynajmniej, że problem nielegalnego wydawania lub wykorzystywania cudzych prac od razu zniknął, ale na pewno przyczyniło się do zmiany nastawienia do swobodnego sięgania po cudzą własność intelektualną (tego pojęcia oczywiście jeszcze nie znano). Jego „skutkiem ubocznym” było zatem to, że autorzy – przynajmniej ci, którym zależało na dobrej opinii – coraz rzadziej czerpali swobodnie z prac innych, co wcześniej było praktyką nagminną i stosowaną na ogromną skalę.

Co to wszystko może mieć wspólnego z Janem III lub jego żoną? Wbrew pozorom całkiem sporo, jeśli weźmiemy pod uwagę, że autorzy kilku relacji na temat jego samego oraz Rzeczpospolitej w czasach jego panowania bez wątpienia nawzajem się plagiatowali, oczywiście najczęściej wcale się do tego nie przyznając. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że rzecz dotyczy także dwóch prac powstałych w Anglii niedługo przed wprowadzeniem tam nowych zasad chroniących autorów przed nielegalnym wykorzystaniem ich prac, ponieważ mowa tu o „Historii Polski” Bernarda Connora oraz relacji Roberta Southa pt. „An Account of his [South] Travels into Poland with the Earl of Rochester in the year 1674”. Ustalenie zaś, kto od kogo przepisywał, wcale nie jest takie proste.

Zacznijmy od tego, że nie może być wątpliwości, że książka Connora, jedna z bardziej znanych cudzoziemskich relacji dotyczących Rzeczpospolitej w XVII wieku, jest w zasadzie – według dzisiejszych standardów – zuchwałym plagiatem, ponieważ w dużej części składa się z fragmentów dzieł innych autorów. Praca ta od dawna była przedmiotem badań naukowców zajmujących się relacjami polsko-brytyjskimi w epoce nowożytnej, choć bardzo długo nie była dostępna dla szerszych kręgów odbiorców. Dopiero niedawno doczekała się krytycznego wydania polskiego, dzięki któremu czytelnicy mogą nie tylko zapoznać się z samym tekstem traktatu, ale także poznać lepiej jego genezę, osobę jego autora oraz źródła, z jakich korzystał w czasie pracy nad książką. Były wśród nich między innymi publikacje Szymona Starowolskiego, Marcina Kromera, Krzysztofa Hartknocha, Guillaume’a de Beauplana i Gaspara de Tende’a (de Hauteville’a).

Wśród autorów prac, do których Connor sięgał (lub które nierzadko mniej lub bardziej twórczo przepisywał), zabrakło jednak nazwiska Roberta Southa, anglikańskiego duchownego, który przybył do Rzeczpospolitej w 1676 roku w orszaku ambasadora Lawrence’a Hyde’a, późniejszego hrabiego Rochester. Dla każdego czytelnika jego opisu Rzeczpospolitej, który zna też tekst Connora, niemal natychmiast staje się jasne, że są one zaskakująco podobne. Przeprowadźmy krótki eksperyment i przyjrzyjmy się fragmentowi, który Connor poświęcił Marii Kazimierze, najpierw w polskim tłumaczeniu, a potem w oryginale:

Królowa ma obecnie około 54 lat, choć wygląda na mniej niż 40. Nosi francuskie suknie, tak jak mają w zwyczaju polskie damy. Prawie płynnie mówi po polsku, co w połączeniu z jej słodkim usposobieniem, światowym obyciem i doskonałą prezencją zapewniło jej przywiązanie Polaków, wpływ na króla oraz poważanie na sejmie tak wielkie, że – z wielką roztropnością – wszystkim kierowała. Przy czym przy każdej okazji za życia króla popierała interesy Francji, swego rodzinnego kraju (s. 203).

Ten sam fragment w oryginale brzmi:

The Queen is now about fifty four Years of Age, tho she appears not to be forty; she goes in the French dress, as all the Polish Ladies do, She speaks almost naturally the Polish Tongue, which with her sweet Temper, refined Sense, and majestic Air gained her such Affection with the Poles, such Influence over the King and such interest always in the Diet that she managed all with a great deal of Prudence, and that to the advantage of her native Country France (…) (s. 186-187).

A teraz fragment z relacji Southa, w którym ten opisuje królową, którą poznał, gdy towarzyszyła Hyde’owi:

The Queen is now about 33 Years of Age, tho she appears not to be much above Twenty: She is always attired after the French Mode, as all the Polish Ladies are; and speaks the Polish Language full as well as her natural Tongue; which with her sweet Temper, refined Sense and Majestic Air, has since her Accession to the Throne, gained her such Affection with the Poles, such Influence over the King, and such Interest lately among the Senators that she manages all with the great deal of Prudence, and that to the Advantage of her Native country France (s. 26-27).

Podobieństwo jest – jak widzimy – uderzające i trudno uznać je za przypadkowe. Jedyne poważniejsze różnice dotyczą kwestii chronologii: wieku władczyni i faktu śmierci Jana III. Także porównanie innych fragmentów obu prac nie pozostawia najmniejszych wątpliwości. Zbieżności w obu tekstach jest dużo więcej i dotyczą zarówno wydarzeń z historii Polski, jak i obyczajów panujących w naszym kraju, poza tym opisów miejsc i ludzi.

Kto jednak od kogo „ściągał” i dlaczego? Teoretycznie tekst Southa powstał wcześniej, bo bezpośrednio po jego podróży (datowany jest na grudzień 1677 roku), ale relacja z jego pobytu w naszym kraju, w tym ze spotkania z Janem III i jego rodziną, ukazał się drukiem dopiero w 1717 roku. Opis podróży do Polski wydano drukiem po raz pierwszy jako część zbioru pism i kazań Southa opublikowanych w Londynie rok po jego śmierci (Posthumous works of the late Reverend Robert South, D.D., containing sermons on several subjects… London, printed for E. Curll).

Nie ma jednak wątpliwości, że Connor mógł do niego dotrzeć, gdy pracował nad swoim opisem. Robert South miał wielu znajomych i przyjaciół w kręgach akademickich (w młodości studiował w Oxfordzie i w Cambridge). Wśród nich znalazł się wybitny hebraista i znawca języków Bliskiego Wschodu z uniwersytetu oxfordzkiego, Dr Edward Pococke, który miał przyczynić się do podjęcia projektu spisania relacji z Rzeczpospolitej, i który stał się jego adresatem. W ten sposób tekst Southa trafił zapewne do Oxfordu i możliwe, że właśnie tam Connor usłyszał o nim i dotarł do niego. Wiadomo bowiem, że wiosną 1695 roku odwiedził on tamtejszy uniwersytet, aby – jak to sam ujął – przygotować do publikacji mały traktat łaciński z zakresu medycyny i przekazać tamtejszym wybitnym panom swoją skromną wiedzę w zakresie anatomii oraz materii medycznej (s. 49) i już wtedy przemyśliwał o przygotowaniu większej pracy na temat Rzeczypospolitej lub nawet nad nią pracował. Mógł zatem wykorzystać pobyt w Oksfordzie, by zacząć zbierać już materiały pomocne przy pisaniu książki i w ten sposób dowiedzieć się o istnieniu relacji Southa i uzyskać do niej dostęp.

Jest też inna możliwość. South mógł przecież przekazać egzemplarz swojej rozprawy nie tylko przyjacielowi, ale także swemu patronowi, Hyde’owi. W czasie pobytu w Anglii Connor miał się spotkać z arystokratą (wtedy już hrabią Rochester) i uzyskać od niego pewne szczegóły dotyczące tego kraju [Rzeczpospolitej] o których wcześniej nic nie wiedziałem (s. 73). Istnieje zatem szansa, że tekst mógł trafić w jego ręce właśnie za pośrednictwem Hyde’a. Nie można tez wykluczyć, że przy okazji pobytu Connora w Anglii doszło do jego osobistego spotkania z Southem, który pełnił nadal funkcję kanonika w Westminster Abbey i obracał się w podobnych kręgach jak te, do których trafił w Londynie Irlandczyk.

Tu sprawa się jednak komplikuje, bo w drukowanej relacji Southa znajdują się fragmenty informujące o wydarzeniach znacznie późniejszych niż misja Hyde’a (np. o otrzymaniu kapelusza kardynalskiego przez ojca królowej w 1695 r.) i odwołujące się do pracy de Hauteville’a, która ukazała się dopiero w 1686 roku. Co więcej, jeśli porównamy fragmenty pracy Southa z de Hauteville’em właśnie, okaże się, że on również nie był w pełni oryginalny i dość swobodnie „pożyczał” spore fragmenty tekstu od Francuza. Lektura sugeruje jednak, że wiedzę zaczerpniętą z literatury łączył on z własnymi obserwacjami i uzupełniał informacjami uzyskanymi np. z rozmów z mieszkańcami.

Można przyjąć zatem, że South przeredagował w pewnym momencie – zapewne ok. 1695 roku – swój wcześniejszy tekst, „wzbogacając” go o obserwacje de Hauteville’a, i to do tej zmodernizowanej wersji dotarł Connor. Jeśli weźmiemy pod uwagę swobodę, z jaką ten korzystał z prac innych autorów, taka wersja wydaje się najbardziej prawdopodobna. Rozwiązanie zagadki byłoby możliwe, gdyby udało się odnaleźć rękopis relacji Southa. Dopóki to nie nastąpi, skazani jesteśmy na domysły.