© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   13.08.2015

Jan Trycjusz

Jan Trycjusz (Tricius), notowany w źródłach i wzmiankowany w literaturze jako Tretko lub Tretkowski, należy do najciekawszych artystów zaliczanych do grupy nadwornych malarzy króla Jana III Sobieskiego. Był on twórcą, którego monarcha „odziedziczył” po poprzednikach: Janie Kazimierzu i Michale Korybucie Wiśniowieckim, ale najwyraźniej – ceniąc jego twórczość – zatrudniał go nie tylko w pierwszym okresie panowania. Jan III traktował Trycjusza chyba także jako swojego artystycznego ambasadora w dawnej stolicy Polski Krakowie. Nasz malarz stale bowiem mieszkał w tym mieście, realizując z upoważnienia króla ważne zadanie konserwatora zabytków na wawelskim wzgórzu. Pozycja Krakowa jako środowiska artystycznego wcale nie była tak niska, jak by na to wskazywał upadek politycznego znaczenia miasta po potopie szwedzkim. Trycjusz był więc w pewnym sensie łącznikiem pomiędzy starą a nową stolicą Polski, tym samym ustanawiając wzorzec dla przyjacielskich kontaktów pomiędzy dworem w Wilanowie a Krakowem (których skromnym kontynuatorem jest autor niniejszego tekstu).

Badania nad Trycjuszem prowadzone są od połowy XIX w., ale dalekie są od zakończenia – jak mało który artysta z kręgu dworu Jana III Trycjusz wymaga gruntownej monografii, a może też wystawy, która – wobec zachowania wielu dzieł w polskich zbiorach muzealnych – wydaje się realna i potrzebna. Konieczne przede wszystkim jest ostateczne wyjaśnienie niejasności w życiorysie malarza, które pojawiły się, ponieważ podobną profesję uprawiali także domniemany krewny (może nawet brat czy kuzyn) artysty – o imieniu Krzysztof (o ile nie rozdzielono tu sztucznie życiorysu jednego człowieka), a także z pewnością jego syn Aleksander (którego życiorys z kolei stopiono z żywotem ojca). Upraszczając tę kwestię, można powiedzieć, że wiemy na pewno, iż malarz pochodził z krakowskiej rodziny mieszczańskiej, zamożnej (posiadającej własną kamienicę przy ul. Floriańskiej w Krakowie) i zasłużonej, a nawet nobilitowanej (dziad artysty, Krzysztof, był sekretarzem króla Zygmunta III Wazy). Nie znamy daty narodzin malarza, nastąpiło to zapewne w okolicach 1620 r. Trycjusz, jak wynika z dokumentu sporządzonego w 1684 r., zawierającego informacje podane zapewne przez samego malarza, uczył się malarstwa u samego Nicolasa Poussina w Paryżu (chyba około 1641 r.), potem u Jacoba Jordaensa w Antwerpii, wreszcie ponoć w Gdańsku. Jak dotąd nie udało się potwierdzić tych informacji w źródłach zachowanych we Francji i w Belgii, ale – co ciekawe – z akt sporządzonych w innym słynnym mieście malarzy, Amsterdamie, wynika, iż w 1642 r. przebywał tam na studiach u twórcy martwych natur Eliasza Voncka niejaki Krzysztof Tretkowski, urodzony w 1622 r. Czy był to krewny Jana, czy też może on sam używający także tego imienia, nie sposób dociec, bowiem Krzysztof nigdy później nie pojawił się w źródłach.

Jan po powrocie do kraju działał w Krakowie, gdzie w latach 1655–1671 należał do cechu malarzy, mimo że już w 1657 r. król Jan Kazimierz Waza nadał mu serwitoriat, zresztą bardziej za osobistą lojalność i zasługi polityczne w czasie potopu i okupacji Krakowa przez Szwedów (Trycjusz pełnił wtedy rolę tajnego królewskiego kuriera) niż w uznaniu talentu malarskiego, choć na pewno ten drugi brany był także pod uwagę. Przywilej ten został potwierdzony przez Michała Korybuta Wiśniowieckiego (1669) i Jana III (1681), ale jeszcze ważniejsze było to, że od 1684 r. decyzją Sobieskiego Trycjusz pełnił funkcję klucznika pokoi królewskich na Wawelu, z którą wiązał się obowiązek restauracji znajdujących się tam obrazów, ale też przywilej mieszkania na zamku. Nasz malarz, ożeniony z Reginą Neapolitanówną, stale przebywał w Krakowie (choć okresowo notowany jest także w stolicy) i doczekał się tu syna Aleksandra (zmarłego w 1733 r.), który po osiągnięciu dojrzałości zdecydował się iść w ślady ojca. Przejął po jego śmierci w 1692 r. niektóre przywileje i stanowisko restauratora obrazów na Wawelu (drugi syn artysty, Paweł, był królewskim muzykiem). To, że Aleksander Trycjusz powoływał się często na ojcowskie dokumenty, było przyczyną, dla której w XIX w. mylono ich ze sobą, kreując istnienie jednego, wyjątkowo długowiecznego malarza Jana Aleksandra Trycjusza, pracującego dla wszystkich polskich monarchów od Jana Kazimierza począwszy, na Auguście II skończywszy.

Jedno ze źródeł wspominających Trycjusza w 1661 r. określa go jako portrecistę (conterfectista). I rzeczywiście, znamy go głównie z tego rodzaju dzieł. Pracował dla kolejnych władców, dostojników kościelnych i przedstawicieli najpotężniejszych rodzin w Polsce (np. dla Firlejów). Wykonywał jednak nie tylko portrety. Wśród Firlejowskich ruchomości przechowywanych w Dąbrowicy, Ogrodzieńcu i Bejscach znajdowały się, w 1661 r., dwa dzieła o treści religijnej: kołowy jeden zegar, na którym Zwiastowanie Najśw. Panny Maryjej malował Trycjus oraz obraz na płótnie, który Trycus malował […] wymyślnym kunsztem Naświętsza Panna smoka deptała. Do dziś zachowało się kilka dzieł Trycjusza o tematyce religijnej, w tym przedstawienie św. Floriana z 1686 r. z ołtarza głównego krakowskiego kościoła pod tym wezwaniem, a także namalowane w tym samym czasie Ukrzyżowanie i Chrystus w ogrojcu z ołtarza w podkrakowskich Bolechowicach (na pewno nie jest natomiast jego dziełem często mu przypisywane Ukrzyżowanie z ołtarza głównego katedry wawelskiej). Dwa pierwsze ze wspomnianych obrazów religijnych są sygnowane i datowane, a to, że Trycjusz, jako jeden z nielicznych malarzy polskich XVII w., dość często sygnował swoje dzieła, niezmiernie ułatwia wskazanie jego prac (dotyczy to także portretów). Wymienione dzieła sakralne wykazują pewne związki z malarstwem flamandzkim, co potwierdzałoby kształcenie się artysty w krajach niderlandzkich.

Także niezwykle ciekawa, ostatnio zbadana grupa dzieł Trycjusza, pięć portretów profesorów Akademii Krakowskiej zachowanych w zbiorach Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego (Collegium Maius) w Krakowie, wykazuje wyraźne wpływy malarstwa holenderskiego (są to sygnowany Portret Wojciecha Dąbrowskiego z 1664 r. i niesygnowane wizerunki: Andrzeja Kucharskiego – namalowany po 1667 r., Łukasza Piotrowskiego – z lat 60. XVII w., Szymona Makowskiego – najwybitniejszy w tym zespole portret z 1668 r. – i wreszcie Józefa Bieżanowskiego – z przełomu lat 70. i 80.). Tę grupę obrazów, stosunkowo niedawno ujawnionych jako dzieła Trycjusza, wymieniamy tu na pierwszym miejscu, gdyż była ona przedmiotem bardzo szczegółowych analiz dotyczących warsztatu artysty – zapewne pozwoli to w przyszłości zweryfikować inne, mniej pewne atrybucje. Spośród znanych nam konterfektów krakowskiego malarza sygnatury posiadają np. pozostałe portrety znajdujące się w Collegium Maius (o nich z chwilę) i zachowany w zbiorach wawelskich Portret biskupa Jakuba Zadzika z 1678 r. Inne przedstawienia przypisano mu głównie na podstawie analizy stylu i kwestie tych atrybucji są do tej pory przedmiotem sporów naukowych. Stosunkowo najpewniejszymi dziełami artysty są portrety zachowane w Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie (poza wspomnianymi profesorskimi), zawieszone w auli uniwersyteckiej, gdzie znajdują się m.in. całopostaciowe przedstawienia historycznych fundatorów odnowienia uczelni: króla Władysława Jagiełły i królowej Jadwigi, oraz innych jej dobrodziejów, a także odpowiadający skalą i charakterem wizerunkom średniowiecznych monarchów Portret króla Jana III Sobieskiego z 1677 r. Jest on dogodnym punktem wyjścia dla paru uwag dotyczących najbardziej nas tu interesującego zagadnienia, jakim są związki Trycjusza z dworem królewskim za czasów Jana III.

Nie ulega wątpliwości, że król musiał cenić Trycjusza, czego dowodzą przywileje i pobyty artysty w Warszawie. Nieco większy kłopot jest z materialnymi świadectwami tego uznania w postaci królewskich zamówień. W ciągu ostatnich stu lat liczba portretów króla i jego rodziny przypisywanych Trycjuszowi raz zwiększała się, prowokując kolejne, już mniej uprawnione atrybucje, a raz gwałtownie malała. Wiadomo w tej chwili na pewno, że Trycjusz malował portret króla dla Akademii Krakowskiej (a ściślej dla Kolegium Nowodworskiego, którego król był uczniem – to konterfekt dziś znajdujący się w Collegium Maius) oraz dla rajców krakowskich, z przeznaczeniem do ratusza, ukazujący tylko popiersie monarchy, wykonany w 1676 r. (zachowany do dziś w zbiorach magistratu; mamy pewne archiwalne potwierdzenie jego autorstwa). Nie są to dzieła bardzo wybitne i nie dorównują poziomem portretom wykonywanym na dworze króla, np. przez Jerzego Eleutera Siemiginowskiego. Ponadto wiadomo, iż sygnatura Trycjusza (i data 1676) zachowała się na królewskim portrecie pochodzącym z Czerwonego Dworu, majątku Tyszkiewiczów na Litwie, dziś znajdującym się w Wilanowie. Uważany za jego odpowiednik Portret królowej Marii Kazimiery w tychże zbiorach sygnatury nie posiada, a na dodatek napis na wizerunku króla – jak to ujawniono w czasie jego konserwacji w 1995 r. – namalowano na późniejszej warstwie malarskiej. Można więc przypuszczać, że mechanicznie przekopiowano go z innego fragmentu obrazu (może później odciętego?), zachowując jednak pewne podobieństwo do znanych, oryginalnych sygnatur Trycjusza. Na ogół jednak uważa się oba wilanowskie portrety za dzieła krakowskiego mistrza.

Podobnie, acz z mniejszym przekonaniem, z jego kręgiem wiąże się inne wizerunki: najbardziej wiarygodna atrybucja dotyczy Portretu królewicza Jakuba Sobieskiego – jako chłopca ubranego w rzymską zbroję – ze zbiorów lwowskich, z Trycjuszem (czy innym malarzem z jego otoczenia) wiąże się niekiedy zbiorowy Portret rodziny Sobieskich z czasu po 1693 r. zachowany w Wilanowie (datowanie to wyklucza samego Trycjusza, ale jest możliwe, że obraz ten jest tylko późniejszą, uaktualnioną wersją oryginału z warsztatu omawianego tu twórcy), Wawel ma w swoich zbiorach dwa owalne popiersiowe ujęcia pary królewskiej (nabyte z warszawskiego klasztoru Sakramentek) ostrożnie atrybuowane malarzowi, a ostatnio jego nazwisko wymieniono w związku z zakupionym w 2010 r. przez Wilanów owalnym portretem monarchy w popiersiu. Równocześnie intensywne badania nad malarzami dworu Jana III pozwoliły na zmianę niektórych dawniejszych atrybucji: np. odmówiono Trycjuszowi autorstwa pięknych portretów króla i królowej z najstarszymi synem i córką, dziś uważanych bezapelacyjnie za dzieła Siemiginowskiego.

Próba opisu tej zawikłanej sytuacji, dla badaczy dawnej sztuki niestety typowej, pozwala uświadomić sobie, jak ważne są dalsze badania monograficzne nad naszym malarzem, z pewnością bardzo obiecujące, jeśli wziąć pod uwagę analizę jego warsztatu zapoczątkowaną w krakowskim Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego. W chwili obecnej charakterystyka artysty nie może być jeszcze pełna. Obserwacja wizerunków krakowskich profesorów wykazuje wyraźnie, że dobrze znał on i rozumiał osiągnięcia malarzy niderlandzkich XVII w. w dziedzinie portretu. Niektóre dzieła sakralne (np. Chrystus w Ogrojcu z Bolechowic) zdradzają jednoznaczne wpływy malarstwa flamandzkiego kręgu Rubensa. Z drugiej zaś strony, w rzetelnie wykonanych realistycznych konterfektach widać wyraźnie chęć podporządkowania się regułom polskiego malarstwa portretowego czasów baroku, w tym tzw. portretu sarmackiego (schematyczna poza, operowanie plamą, drobiazgowość w oddaniu akcesoriów). W królewskich wizerunkach – na tyle, na ile je znamy – Trycjusz pozwalał sobie na więcej swobody, może zresztą podpatrywał warsztat różnych artystów działających w tym czasie na zlecenie Jana III, przejmował od nich układy postaci czy technikę. W tej niejednoznaczności stylu Trycjusz jest bardzo typowy dla polskiego malarstwa barokowego. Oczywiście trzeba pamiętać, że szczegółowe analizy, do których należy bardzo stanowczo zachęcić badaczy, mogą mocno zmienić nasze postrzeganie twórczości krakowskiego artysty, wawelskiego klucznika Jego Królewskiej Mości.

 

Logo POIiŚ