© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum

Jean-Jacques Rousseau i „piękne prawo liberum veto”

„Monarchie, republiki, wszystkie te narody o tak świetnych instytucjach, wszystkie te pięknie zrównoważone rządy są zgrzybiałe, zagrożone bliską śmiercią; a Polska, kraj wyludniony, spustoszony, uciemiężony…, wydany na łup nieszczęściom i anarchii, tryska jeszcze młodzieńczym zapałem, waży się jeszcze domagać rządu i praw, jakby się dopiero narodziła”. To tylko jedna z wielu pozytywnych opinii na temat Rzeczypospolitej zawartych w dziele Jeana-Jacques’a Rousseau (1712–1778) Uwagi o rządzie polskim. Paradoksalnie, w czasie gdy Rzeczpospolita była pogrążona w wojnie domowej i – jak wkrótce się okazało – znajdowała się w przededniu pierwszego rozbioru, we Francji dwóch czołowych myślicieli epoki napisało traktaty przedstawiające przyszłość Rzeczypospolitej w różowych barwach. Chronologicznie pierwszym była praca Gabriela Bonnota de Mably’ego Observations sur la réforme des lois de la Pologne, drugim – dzieło Rousseau.  Obydwa powstały między wiosną 1770 r. a kwietniem następnego roku na prośbę Michała Wielhorskiego, przedstawiciela Generalności Konfederacji Barskiej w Paryżu.

Przekonanie Rousseau do współpracy było wielkim sukcesem konfederatów. Na początku 1771 r. był on jednym z najwyżej cenionych pisarzy i filozofów w całej Europie, zdążył już opublikować takie dzieła, jak Umowa społeczna, Emil, czyli o wychowaniu czy Nowa Heloiza. Trudny charakter połączony z narastającą manią prześladowczą i przekonaniem o istnieniu spisku przeciwko niemu czyniły z Rousseau bardzo niewygodnego współpracownika. A jednak w ciągu kilku miesięcy napisał obszerną pracę stojącą w jaskrawej sprzeczności z krytycznymi ocenami Rzeczypospolitej ze strony takich postaci jak Wolter czy Diderot. Być może decydujące znaczenie miało przekonanie Rousseau, że jego program zostanie wprowadzony w życie, a on sam zyska wpływ na sytuację nie tylko Rzeczypospolitej, ale też całej Europy. Jeśli tak było, nie świadczyło to dobrze o jego ocenie sytuacji. Podobnie jak Mably wiedzę na temat Rzeczypospolitej czerpał głównie z materiałów dostarczonych przez Wielhorskiego. Jego pomysły reformatorskie opierały się na założeniu, że konfederaci barscy pokonają wojska Katarzyny II, a Turcja zwycięży w wojnie z Rosją, dzięki czemu Rzeczpospolita uwolni się od dominacji ze strony potężnego, wschodniego sąsiada. Wszystkie te przypuszczenia okazały się błędne. Ale i tak przemyślenia Rousseau warte są bliższego poznania.

Miał bardzo niskie zdanie o współczesnym świecie. Według niego był on zepsuty, a ludźmi kierowała żądza władzy i pieniądza: „Nie masz już dzisiaj Francuzów, Niemców, Hiszpanów, nawet Anglików; są tylko Europejczycy. Wszyscy mają te same zamiłowania, te same namiętności, te same obyczaje… Wszyscy w tych samych okolicznościach zachowują się tak samo, wszyscy będą się podawali za bezinteresownych, a będą łajdakami; wszyscy będą mieli na ustach dobro publiczne, a myśleli tylko o sobie, wszyscy będą chwalili umiarkowanie, a pragnęli bogactw Krezusa; największą ich ambicją zbytek, jedyną namiętnością złoto”. Wzorem dla Rousseau były starożytna Sparta i Rzym okresu republiki, a wśród współczesnych tworów politycznych – Genewa i fikcyjne Clarens. To na ich tle opisywał pozostałe państwa i w zależności od stosunku do ideału wystawiał cenzury, najczęściej negatywne. Nawet powszechnie podziwiana konstytucyjna monarchia brytyjska budziła jego dezaprobatę, wieszczył zresztą jej rychły upadek. Rzeczpospolita, mimo licznych słabości, na czele z anarchią, wypadała zaskakująco dobrze. Główna zaleta Polaków to umiłowanie wolności: „Kochacie wolność, jesteście jej godni; broniliście jej przeciwko najeźdźcy potężnemu i chytremu”. Dzięki temu byli „młodym narodem” i w przeciwieństwie do „starych ludów” lub ludów żyjących w niewoli mogli rozwijać swoje państwo, a ostatecznie swoją wolność.

Pozytywna ocena charakteru Polaków miała znaczenie polityczne. Rousseau wierzył, że cechy moralne są efektem ustroju politycznego, zatem ustrój Polski musiał posiadać zalety. Stąd wielokrotnie powtarzane uwagi, aby reformując państwo, Polacy postępowali ostrożnie i nie zaprzepaścili tego, co czyniło ich „wolnym narodem”. Chodziło mu przede wszystkim o utrzymanie suwerenności narodu oraz nadrzędnej pozycji władzy ustawodawczej wobec wykonawczej. Identyczne stanowisko zajmowała większość publicystów w Rzeczypospolitej, ale Rousseau wniósł całkowicie nowy element, stwierdzając, że cały lud, nie tylko szlachta, musi uczestniczyć we władzy ustawodawczej. Jeśli polscy pisarze polityczni wspominali o innych stanach niż szlachta, to w kontekście zmian ekonomicznych, nie politycznych. Uwaga Rousseau miała jednak głównie charakter postulatywny. Poza ogólnymi  stwierdzeniami, że poddanych należy „uczynić godnymi wolności i zdolnymi do jej noszenia” – zresztą za główną przeszkodę uważał nie sprzeciw szlachty, lecz „wady i podłości poddanych” – zdobył się jedynie na pogląd, że „dobrze gospodarujących chłopów” należy stopniowo „uwalniać” i wyposażać w  prawa polityczne. Innym przykładem jego niechęci do gwałtownych zmian był stosunek do liberum veto. W drugiej połowie XVIII w. bardzo niewielu publicystów i polityków w Rzeczypospolitej opowiadało się za jego utrzymaniem, poza granicami kraju – jeszcze mniej. Ale nie Jean-Jacques Rousseau. On dostrzegał negatywny wpływ liberum veto, lecz równocześnie pragnął je, choć w nieco zmienionej formie, zachować. Jak stwierdził, „samo w sobie liberum veto nie jest uprawnieniem wadliwym”, a stosowanie „pięknego prawa liberum veto” przewidywał w stosunku do wszystkich uchwał sejmu. Jedyne ograniczenie polegało na tym, że osoba zgłaszająca sprzeciw stawałaby przed specjalnym trybunałem złożonym z „mężów w narodzie najmędrszych, najznakomitszych i najbardziej szanowanych”. Trybunał albo orzekałby karę śmierci, albo przyznałby nagrodę, jeśli osoba ta przekonałaby go do swoich racji.

Delikatnie mówiąc, był to naiwny pomysł. Pozytywny stosunek Rousseau do liberum veto wynikał z jego koncepcji woli powszechnej, która wyrażała interes powszechny. Nie był on jednak sumą interesów prywatnych, te znajdowały się z nim w sprzeczności, lecz odzwierciedlał pożytek ogólny, który reprezentował określone wartości, zgodne oczywiście z wartościami wyznawanymi przez samego Rousseau. Interes powszechny był zatem tworem idealnym, niezależnym od jednostkowych dążeń ludzi. Obowiązkiem obywateli było uświadomienie sobie interesu powszechnego, a gdyby doszło do bardzo prawdopodobnego konfliktu między nim a interesami prywatnymi, wówczas – odrzucenie tych ostatnich. Było to możliwe dzięki cnocie, a ideałem była jednomyślność wskazująca na to, że wszyscy zrozumieli interes powszechny i kierują się nim, w rezultacie czego stają się cnotliwi i wolni. Niestety, natura ludzka jest słaba i mogło dojść do skrajnej sytuacji, gdy interes powszechny będzie rozumiany tylko przez jedną osobę. Powinna ona uświadomić pozostałe co do interesu powszechnego, a najlepszym sposobem było właśnie liberum veto, ostatnia gwarancja cnoty i wolności. 

W szerszej perspektywie pozytywny stosunek do liberum veto wynikał z celu, który Rousseau wyznaczył dla Polski. Mogła skopiować obce rozwiązania, ale to była droga do samozagłady: „Jeżeli pragniecie jedynie nabrać rozgłosu i świetności, wywierać wpływ na inne narody Europy… macie ich przykład, starajcie się go naśladować. Kultywujcie nauki, sztuki, handel, przemysł, miejcie regularne wojsko… W ten sposób stworzycie naród intrygantów, pożądliwy, chciwy, ambitny, służalczy i łajdacki”. Właściwe zadanie polegało na czym innym: „Reforma rządu Polski, tzn. nadanie ustrojowi wielkiego królestwa spójności i siły ustroju małej republiki”. Rzeczpospolita miała być poligonem doświadczalnym dla całej Europy i pokazać, że nawet rozległe terytorialnie państwa można urządzić na wzór kantonów szwajcarskich. Stąd, obok wspomnianych postulatów, wezwanie do przekształcenia Rzeczypospolitej w federację złożoną z Litwy, Małopolski i Wielkopolski, przyznanie autonomii województwom oraz uzależnienie sejmu od sejmików poprzez nadanie mocy wiążącej instrukcjom sejmikowym dla posłów. Mimo że był przeciwnikiem władzy królewskiej, uważał, iż jest ona niezbędna w warunkach Rzeczypospolitej. Jednak pozycja władców, których podejrzewał o ciągoty absolutystyczne, musiała być osłabiona poprzez pozbawienie ich władzy rozdawniczej i – wbrew stanowisku większości polityków oraz publicystów – zachowanie elekcyjności tronu. Rousseau nie zapomniał także o swoim ulubionym temacie – wychowaniu. Należało krzewić wśród obywateli patriotyzm pojmowany jako przywiązanie do rodzimości, odrzucać obce zwyczaje i zniewieściałość. Wszystko po to, aby stworzyć zuniformizowaną społeczność, może niezbyt bogatą i narażoną na ciągłe zagrożenia ze strony silniejszych państw. Rousseau chciał oprzeć siły zbrojne o pospolite ruszenie, za to złożoną z „cnotliwych” obywateli, wolnych od ludzkich wad i słabości. Byli i nadal są ludzie, którzy uważają taką społeczność za idealną.  

Postulaty Rousseau były szeroko dyskutowane w Rzeczypospolitej, ale nie  wprowadzono ich w życie. Biorąc pod uwagę ich oderwanie od jej sytuacji wewnętrznej oraz układu sił międzynarodowych, trzeba stwierdzić, że dobrze, iż tak się stało – dla Rzeczypospolitej i dla samego Rousseau. Ważniejsze było międzynarodowe znaczenie dzieła tego autora, bo pokazało opinii europejskiej, że w Rzeczypospolitej poważnie dyskutuje się o zasadniczych reformach. Jednak po likwidacji państwa polsko-litewskiego przez mocarstwa zaborcze, kiedy najważniejszym zadaniem było zachowanie świadomości narodowej, niektóre z porad Rousseau nabrały praktycznego znaczenia: „Cnota obywateli, ich gorliwość patriotyczna… oto jedyne szańce, zawsze gotowe do obrony Polski, których żadna armia zdobyć nie zdoła. Jeżeli potraficie dokonać tego, by Polak nigdy nie mógł zostać Rosjaninem, ręczę, że Rosja nigdy nie ujarzmi Polski”. Rousseau okazał się kiepskim myślicielem czasu wolności, za to wielkim myślicielem czasu niewoli.