© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   09.08.2018

Jubileuszowa wystawa epoki Sobieskiego w Krakowie w 1883 r. z okazji 200-lecia Odsieczy Wiedeńskiej

„Wystawę historyczną” poświęconą XVII stuleciu planował od 1879 r., z zamiarem otwarcia jej we wrześniu roku następnego, krakowski fotograf, działacz społeczny i rajca – Walery Rzewuski (1837-1888). Przedłożył on magistratowi Krakowa jej szczegółowy plan, który przewidywał, m.in., że pozyskane ze sprzedaży biletów na tę wystawę środki maiły zostać przeznaczone po połowie na nowozałożone Muzeum Narodowe i na cele charytatywne. Jednak według Aleksandra Nawoleckiego, piszącego w 1883 r. o planowanym jubileuszu Odsieczy Wiedeńskiej, z projektem wystawy w 1880 r. wystąpiła księżna Zuzanna Czartoryska (najpewniej chodzi tu o Zuzannę Marię de Riquet (1844–1918), żonę Marcelego Czartoryskiego (1841-1909)), która zaproponowała urządzenie w Krakowie wystawy pamiątek i zabytków dzieł sztuki odnoszących się do osoby i epoki króla Jana III. Cel wystawy był pierwotnie ten, by dać możność artystom naszym obeznania się z dziełami sztuki XVII wieku. Jakby nie było, zdecydowano się ostatecznie zorganizować ekspozycję w 1883 r., w roku jubileuszowym. Gdy jednak w czasie tym powstała myśl uroczystego obchodu jubileuszu odsieczy wiedeńskiej – pisał Nowolecki – komitet wystawy wstrzymał się z jej otwarciem aż do jej jubileuszu. I dobrze uczyniono, że wstrzymano się do tego czasu, bo z jednej strony sam jubileusz został przez wystawę uświetnionym, a z drugiej strony dłuższy termin pozwolił większą ilość zabytków zgromadzić. Wystawa miała być i stała się jednym z najważniejszych elementów obchodu 200-lecia Odsieczy Wiedeńskiej w Krakowie i całej Galicji, obok koronacji słynącego jako cudowny obrazu Matki Bożej w krakowskim kościele Karmelitów na Piasku (Jan III pielgrzymował do niego w drodze pod Wiedeń) oraz stworzenia obrazu Jana Matejki „Sobieski pod Wiedniem” (obraz Matejko ukończył pod koniec sierpnia 1883 – od 10 sierpnia tego roku obraz wisiał w Sukiennicach) i jubileuszu 25-lecia pracy twórczej tego malarza. Koordynację uroczystości rocznicowych zajmował się komitet ukonstytuowany we Lwowie – stolicy autonomii galicyjskiej. Planowana wystawa otrzymała jednak swój własny komitet organizacyjny, na czele którego stanęli: Dr. Mikołaj Zyblikiewicz, wówczas prezydent miasta Krakowa a obecnie marszałek krajowy, ks. Aleksander Romuald Czartoryski (także prezydent Towarzystwa Muzycznego w Krakowie) i prof. Fryderyk Zoll senior, nadto: książę Konstanty Czartoryski [jeden z najważniejszych przedstawicieli środowiska polskiego w Wiedniu (Wiener Polen), wiceprezydent austriackiej Izby Panów – Herrenhaus], Franciszek Kluczycki, Władysław Łuszczkiewicz, Paweł Popiel, hrabia Artur Potocki, Walery Rzewuski, Dr. Maryan Sokołowski, Dr. Józef Szujski (zmarł w tym roku), hrabia Stanisław Tarnowski, Piotr Umiński, Konrad Wentzel – jak informował Nawolecki, dodając, że Sejm [Galicyjski, z siedzibą we Lwowie] przeznaczył na ten cel 1000 złr.[eńskich] a gmina Krakowa 2000 złr. Już w końcu marca 1883 r. komitet ten otrzymał wiele zgłoszeń gotowości nadesłania eksponatów na wystawę – z Galicji oraz zaborów pruskiego i rosyjskiego. Do czerwca zgłoszono już 1000 obiektów, w związku z czym – jak pisał Nowolecki – W ogóle wystawa zapowiada się świetnie, bo ze wszystkich stron kraju i zagranicy właściciele zabytków dzieł z XVII wieku spieszą z nadsyłaniem okazów. Ostatecznie obarczono Władysława Łuszczkiewicza (1828-1900), malarza, pedagoga, historyka sztuki, muzeologa i konserwatora zabytków, zadaniem ich selekcji. Wspierał go przy tym listownie z Wiednia porucznik artylerii Anton Dolleczek, wskazując na różne cenne przedmioty w muzeach krajowych i zagranicznych, które można by pozyskać dla ekspozycji.

Ustalono „Program wystawy zabytków z epoki Sobieskiego w Krakowie roku 1883”, która – jak pisał Nowolecki – urządzona w roku bieżącym przez Komitet działający imieniem Rady miasta Krakowa, otwartą będzie w dniu 12 września w górnych salach Sukiennic, a zamkniętą z końcem października 1883 r. Określono w nim liczbę i charakter działów ekspozycji, które scharakteryzowano w czternastu punktach: Postacie znakomitości historycznych i typów charakterystycznych w portretach, rzeźby w kamieniu i drzewie, płaskorzeźby w medalionach z drzewa, kości słoniowej, muszli itp.; Aby przedstawić jak mieszkano u nas w XVII wieku, są na wystawie stare plany rezydencyj, pałaców, zamków i mieszkań wszelakich dołączone do inwentarzy XVII wieku z denominacyą lokalności; rysunki architektoniczne dotąd stojących gmachów mieszkalnych XVII wieku; fotografie szczegółowe zamków, tego rodzaju jak album krasiczyńskie lub fotografie lwowskich kamienic rynku, także olejne widoki Wilanowa, Oleska itd.; Urządzenie wewnętrzne mieszkań: stoły, szafy, krzesła, siedzenia w rodzaju zwanym Gdańskich – toż kredensa, biórka, rzeźbione i wykładane kością kufry; ołtarzyki domowe z kolumienkami po bokach, klęczniki itp., dalej obicia ścian gobelinowe ze scenami figuralnemi; dywany, kobierce i namioty wschodnie zwykle z bitwy pod Wiedniem pochodzące; Urządzenia stołów jadalnych; Odzież z XVII wieku; Zbroje i przedmioty uzbrojenia; Rzędy na konie.; Broń palna i sieczna; Drobnostki: jak tabakiery, zegarki, kompasy itd.; Obrazy odsieczy pod Wiedniem, plany bitew itd.; Autografy znakomitych mężów XVII wieku w oryginałach, książki do nabożeństwa z miniaturami, księgi kościelne, tudzież oprawy książek; Zbiór sztychów polskich XVII wieku, stare mapy kraju i ryciny odnoszące się do bitwy pod Wiedniem; Zbiór medali polskich tejże epoki; oraz Zbiór monet polskich XVII wieku.

Po kościelnych uroczystościach w katedrze na Wawelu 11 września 1883 r. pod przewodnictwem biskupa krakowskiego (od 1879 r.) Albina Dunajewskiego (1817-1894) uroczyście otwarto wspomnianą wystawę (a przy okazji Muzeum Narodowe) w Sukiennicach. Objęła ona ostatecznie ponad 2000 obiektów wypożyczonych z kolekcji instytucjonalnych i prywatnych, krajowych i zagranicznych. Obiekty były różnorodne, a wśród malarstwa naliczono aż 150 portretów. Aranżację eksponatów zaprojektował znany rzeźbiarz Pius Weloński (1849-1931). „Katalog wystawy zabytków z czasów króla Jana III i jego wieku”, dostępny dla zakupu na wystawie, opracowali: wspomniany Władysław Łuszczkiewicz oraz Jerzy Mycielski (1856-1928) – historyk i historyk sztuki, Ignacy Polkowski (1833-1888) – historyk i archiwista, i Piotr Umiński (1830-1906) – działacz społeczny i kolekcjoner. W 1883 r. katalog miał dwa wydania, trzecie, wobec dużego zainteresowania, ukazało się w następnym roku. Wystawę otwarto w obecności ks. Konstantego Czartoryskiego, co w Wiedniu przyjęto krytycznie wskazując, że z racji urzędu powinien on raczej uczestniczyć w uroczystościach rocznicowych wiedeńskich, również uświetnionych „wystawą historyczną” (w salach nowo wybudowanego Nowego Ratusza). Wystawę krakowską, otwartą do 25 listopada, odwiedziło ostatecznie ok. 17 tys. zwiedzających, co jak na 70-tysięczne miasto, jakim był podówczas Kraków, uznać należy za sukces. Pod koniec trwania ekspozycji odwiedzili ją, przybywający z Wiednia, współautorzy „konkurencyjnego” wiedeńskiego pokazu – Karl Weiss, Josef Karabaček oraz Anton Dolleczek. Ku zadowoleniu krakowskiego komitetu organizacyjnego, przybysze ze stolicy Austro-Węgier wyrażali się o wystawie w Krakowie z uznaniem.

Przejdźmy zatem sale krakowskiej ekspozycji, podążając szlakiem wyznaczonym przez recenzję pokazu, skreśloną piórem Teodora Nieczui-Ziemięckiego (1845-1916), w latach 1884-1902 kustosza Muzeum Narodowego w Krakowie, zamieszczonej w dziewięciu numerach krakowskiego pisma konserwatystów „Czas”, ukazujących się w październiku 1883 r. Ze względu na obszerność tego omówienia przywołamy tutaj passusy (z oryginalną ortografią) dotyczących przede wszystkim kwestii ogólnych: układu ekspozycji oraz pokazanych na niej sobiescianów – prawdziwych i mniemanych – o różnym charakterze. W oczekiwaniu szeregu wyczerpujących artykułów o wystawie, która tak niespodziewanie świetnie się powiodła, że, jak mówią kompetentni, a bezstronni sędziowie, o wiele wiedeńską z jej zbiorami cesarskiemi i królewskiemi różnych stolic, poza sobą pozostawiła – w oczekiwaniu zbiorowego, naukowego i artystycznego zużytkowania nagromadzonych tu bogactw i pamiątek, nie tak dawnej, a tak odmiennej przeszłości, pozwolimy sobie w możliwie treściwych słowach zaznaczyć ogólny charakter wystawy, podnieść najwybitniejsze, najdodatniejsze jej punkta – zagajał Nieczuja-Ziemięcki o „Wystawie zabytków z epoki króla Jana III-ego i jego wieku” – Olbrzymia sala Sukiennic z drugą mniejszą od ulicy Brackiej, jakby na zaklęcie wieszczki odtwarzają nam żywo cały wiek XVII, tak ciekawy dla rozbujałego indywidualizmu przemożnych „królewiąt”, tak bogaty u nas we wpływy różnorodne i wypadki pierwszorzędnej doniosłości. Dwa największe zbiory u nas zabytków XVII wieku: Wilanów i książąt Czartoryskich nie są tu wcale reprezentowane. Podhorce, ten pomnik niezrównany XVII stulecia i Polski oligarchicznej – tak mały wzięły udział – a jednakowoż, co za Muzeum wspaniałe tworzą, te dwie sale wypełnione resztkami, nie już fortun, ale zabytków przemożnych niegdyś historycznych naszych rodzin. Pozwolił sobie tu korespondent „Czasu” przy tej okazji na pewne historiozoficzne uogólnienia: Zamiłowanie piękna i pamiątek przeszłości niejeden cenny okaz zdołało uratować dla kraju, gromadząc je w rękach znawców i miłośników. Jak pocieszającem jest, że po tylu rozbiciach i kataklizmach, w relikwiach tych przeszłości, jednego choćby wieku dochowało się tyle zadatków przyszłości że w bezpośrednich tych pomnikach dziejowych, znajduje się tyle materyału do odtworzenia istotnego obrazu życia przodków, dla zestawienia historii kultury w Polsce XVII w. Dzisiejsza wystawa, […] w stosunku do poprzednich, świadczy korzystnie o wzmagającem się zamiłowaniu zabytków przeszłości, a ztąd i umiejętnem obchodzeniu się z niemi i konserwowaniu. I dalej przystępuje już recenzent do opisu pierwszej z dwóch sal ekspozycji: Wszedłszy na wystawę, oko szuka przedewszystkiem postaci tego legendowego niemal bohatera, ostatniego rycerza chrześcijaństwa – szuka owych szlachetnych i pięknych rysów tego, który potrafił tak połączyć charakter „lwa niezwyciężonego północy”, z pieszczotliwością i uległością bohatera romansu „Astrea”. Autor odnajduje wizerunek Sobieskiego w centrum efektownej scenograficznej struktury, którą nazwać można by „tronem pamiątek” po królu Janie III: Na wzniesieniu pod baldachimem z makat, a na tle namiotu zpod Wiednia, wznosi się brązowe popiersie króla w stroju rzymskim, z wieńcem laurowym na skroniach, otoczone wojennymi trofeami; a wśród nich pięknie kością grawirowaną i perłową masą nasadzanych muszkiety, szable hetmańskie ba! królewskie nawet. Biust, mający wartość artystyczną, w braku historycznej, jest własnością rodziny Lubomirskich, która ma tyle do zawdzięczenia królowi. Przepasuje go pas złotolity wschodni, a tak miękki, jak tkaniny kaszmiru – własność niegdyś osobista króla, następnie po wielu przejściach jenerała ziem Podolskich, który ofiarował go rodzinie Sołtanów. Na postumencie w poprzek położona buława złocista, brylantami i rubinami sadzona po hetmanie Jabłonowskim w braku własnej, królewskiej, w Dreznie przechowywanej. W przypadku tego ostatniego przedmiotu chodzi zapewne o cenną laskę ozdobioną złotem i kamieniami szlachetnymi, uwieńczoną herbem Sobieskich Janina, którą pokazywano w tym samym czasie na wystawie wiedeńskiej, a ostatnio – po raz kolejny w stolicy Austrii – w 2017 r. na wystawie „Jan III Sobieski. Polski król w Wiedniu”. U podnóża postumentu i po jego bokach zebrano najcenniejsze i najbogatsze pamiątki! – kontynuuje Nieczuja-Ziemięcki opis „tronu pamiątek” w kolejnym numerze „Czasu” – A więc, w pierwszym rzędzie: zbroję, karacenę i rząd po hetmanie Stanisławie Jabłonowskim – które łącznie z buławą przechowują się w Krasiczynie. Dalej zbroję i hełm Floryana Mateusza Rzewuskiego, który pod Wiedniem dał początek świetności rodu tyle później słynnego. Buńczuki tureckie ręką własną króla zawieszone u grobu Jana Kantego, znak hetmański Jerzego Lubomirskiego, rzęd przepiękny Stanisława Małachowskiego, dar Sułtana za pokój Karłowicki; rzędy bogate kasztelana Łąckiego, kasztelana Przecława Szembeka i innych. Z szabli i karabel zawieszonych tu wyróżniają się: […] karabela hetmana Jerzego Lubomirskiego (Nr. 326); […] szabla Michała Lubomirskiego (Nr. 306); Karola Chodkiewicza (Nr. 328); Przecława Szembeka z pod Wiednia, o rękojeści i pochwie turkusami sadzonych (366). Pałasz ofiarowany przez papieża Aleksandra VII Stanisławowi Lubomirskiemu (Nr. 335). I dodaje: Tu, nie gdzieindziej wspomnieć nam należy, znajdują się w gablotce na innem miejscu, trzy niewątpliwie najcenniejsze zabytki z odsieczy Wiedeńskiej i symbole samego zwycięztwa. Są nimi: 1) klinga od szabli Kara Mustafy, przesłana przez króla do Loreto, dana następnie przez stany włoskie Dąbrowskiemu wodzowi legionów, przez tegoż Kościuszce, a przez ostatniego wraz z innemi pamiątkami i nadesłanym na wystawę listem, ofiarowania księżnie Teofili Sapieżynie – obecnie przechowywana w Krasiczynie. Klinga wschodnia, jaknajpiękniejsza z nabijanemi napisami arabskiemi i orginalnemi przesuwającemi się śrutami dla nadania siły cięciu – niestety przełamaną jest przez pół, o czem już Kościuszko wspomina. 2) Klinga szabli samego Sobieskiego z Janiną wśród trofeów wojennych i napisem: „Joannes III Rex Poloniae A. D. 1693”; ofiarowaną została przez króla do Częstochowy, ztamtąd dostała się ks. Józefowi Poniatowskiemu, następnie Jul.[ianowi] Ursynowi Niemcewiczowi a od tego przeszła na własność hr. Zygmunta Skórzewskiego. Wobec licznych falsyfikatów, które znalazłszy nawet pomieszczenie w poważnych muzeach, a dały sobie jakby rendez-vous na naszej wystawie, należy nam podnieść znaczenie i wiarygodność tych wojennych relikwji. Trzecim niewiele mniej ustępującym zabytkiem wojennym, tej epoki, jest klinga od szabli hetmana Stanisława Jabłonowskiego z znanym napisem: „Nie mały ja pod Wiedniem dokazała sztuki. Będą mię Jabłonowskich pamiętać wnuki”.

Oddawszy wspomnieniem tym niejako pokłon królowi, dominującemu z wysokości swego tronu po nad postacie i pamiątki całego wieku – możemy już systematyczniej i treściwiej przejść główniejsze przedmioty wystawy – kontynuuje swą relację korespondent „Czasu” – W portretach osób historycznych, współcześnie malowanych, posiadamy nie tylko, jak wiadomo, skarby artystyczne jedyne u nas, nieposiadających wielkich mistrzów sztuki w przeszłości – ale żyjącą historyę tej przeszłości. Dobry portret, to więcej niźli dokument historyczny, bo odzwierciedla nam głębię duszy człowieka. Z portretów króla [Jana III] niewątpliwie pierwsze miejsce zajmuje portret przedstawiający go w całej postaci, w późniejszym już wieku, dobrze otyłego, w żupanie adamaszkowym oliwnego koloru z delią szkarłatną po wierzchu – pędzla Jana Triciusza, przechowywany w Nowodworskim Amfiteatrze. Chodzi tu oczywiście o portret zawieszony podówczas w audytorium słynnego Kolegium Nowodworskiego (Szkół Nowodworskich), których absolwentem z lat 1640-1643 była Jan Sobieski. Z innych mniejszych i większych portretów króla, walczą o lepsze dwa głośne w ostatnich czasach urządzenia wystawy – kontynuuje opis królewski konterfektów Nieczuja-Ziemięcki w kolejnym numerze „Czasu”– Portret z kaplicy królewskiej, gdańskiej; dzieło malarza Szulca gdańszczanina [chodzi tu o portret przypisywany Danielowi Schultzowi (1615-1683), serwitorowi królewskiemu, a znajdujący się podówczas w Kaplicy Królewskiej – fundacji Jana III – przy kościele Mariackim w Gdańsku], niewątpliwie współczesny i z natury zdjęty, i drugi niewiadomego malarza a prawdopodobnie włoskiej szkoły – portret z Rzymu nadesłany za pośrednictwem p. Welońskiego. Pierwszy lepiej malowany lubo bardzo i pod względem artystycznym przeceniony, nieodznacza się podobieństwem rysów, a wyraz jest nieprzyjemny ociężałego Niemca, nie zaś Sarmaty – bojownika. Drugi przedstawia typ szlachetniejszy, myślący, bardziej odpowiadający ideałowi, jaki myśmy sobie po dwóch wiekach o królu wyrobili. Oba te portrety jakby dwa główne typy, powtarzają się z małemi modyfikacyami, w szeregu kopji mniej lub więcej szczęśliwych. Na uwagę zasługuje także portret króla (Nr. 68) w podeszłym wieku i o dość zmęczonym wyrazie twarzy, zdaje się kopją dobrego współczesnego portretu, przypisywany jest Baccarellemu [niewątpliwie chodzi tu o Marcella Bacciarellego (1731-1818), malarza nadwornego Stanisława Augusta Poniatowskiego]. Wszystkich portretów króla jest poważna liczba trzydzieści kilka, w tych trzy konne w całej postawie. Następnie korespondent przechodzi do omawiania wizerunków członków rodziny Jana III. Z portretów królowej Maryi Kazimiery wyróżniają się głównie trzy, w różnych epokach życia przedstawiające nam rysy pięknej małżonki Jana III-ego. Temi są: portret mały owalny panny d’Arquian w młodym wieku, z jasnemi jeszcze włosami, które stały się później ciemno szatyn. Rysy na nim piękne, wyraz niewinności a zarazem zalotności, jakby mimo wiedzy. Portret ten jest własnością zbiorów Podhoreckich, a zatem niewątpliwej autentyczności. Drugi niewielki także, powtarzający się w miniaturowych kopiach portret z rozpuszczonemi włosami i negliżowym stroju – to kobieta dojrzała, znająca potęgę swoich wdzięków i nadużywająca tej potęgi. Portret ten jest własnością rodziny Morsztynów. Trzeci, niewątpliwie najlepszy, a z szlachetnej strony dający nam poznać królowę – jestto portret znacznej wielkości, przedstawiający w mitologicznym układzie królowę, otoczoną dziećmi, wyglądającą tu, jakby „Charitas” z grubą pięknych, ziemskich aniołków w około. W głębi widne popiersie króla. Obraz ten pięknego pędzla francuskiej szkoły, miał, według tradycyi, być podarowanym przez króla Janowi Wawrzyńcowi Wodzickiemu, podczasz.[emu] warsz.[awskiemu] w r. 1684 i przechowuje się dotychczas w tej rodzinie. Ten ostatni obraz, bodaj najsłynniejszy i najczęściej komentowany portret rodziny Sobieskich, od 1961 r. należy do zbiorów Muzeum Pałacu Króla Jana III i uświetnia dziś wystrój Antykamery Królowej na parterze pałacu w Wilanowie. Ciekawy pod względem podobieństwa rysów do znanego typu królowej i wyrazu jej twarzy, jest portret Nr. 81. – kończy korespondent omawianie wizerunków królowej – Będący własnością pp. Konopków z Modlnicy. Inne portrety królowej, powtarzają mniej więcej powyższe typy, mianowicie drugi. Następnie Nieczuja-Ziemięcki przechodzi do portretów osób z najbliższego otoczenia króla, wśród których wyróżniają się: Portret ojca, dzielnego i wymownego kasztelana krakowskiego, oraz matki Teofili z Daniłowiczów, pochodzące z Żółkwi; dalej brata starszego królewskiego, Marka Sobieskiego, który tak walecznie zginął pod Batowem [Batohem] w r. 1652, własność także kościoła Dominikanów w Żółkwi. W oko wpada zdaleka prześliczny pod względem sztuki, pomijając uderzające podobieństwo, portret królewicza Jakóba, malowany przez Fr. de Froy (Nr 95), własność Podhorzec. Dalej Teresy Kunegundy, córki króla Jana, a żony Maksymiliana Emanuela elektora Bawarskiego i matki Cesarza Karola VII. Dwa portrety Klementyny Sobieskiej, żony Jakóba III Stuarta, jeden w młodszym, drugi w późniejszym wieku (Nr 97, 96), nie odznaczają się artystycznymi zaletami. Ciekawy jest, ze względu na portrety, przedstawiający „Ucztę w Jaworowie” z odsyłaczami, objaśniającemi znaczenie postaci zgromadzonych u owalnego stołu w domu królewskim. Jest on własnością Muzeum Ossolińskich we Lwowie. Portrety rodziców Jana III są dobrze znane, ostatni zaś z wymienionych tu obrazów, również często reprodukowany, znajduje się dziś w zbiorach Ossolineum we Wrocławiu. Następnie recenzent wyliczył co ciekawsze portrety znakomitych osób XVII stulecia, znajdujące się na wystawie, które ze względów artystycznych zasługują na uwagę, m.in. papieża Innocentego XI, a przede wszystkim Polaków, np.: portret podskarbiego Morsztyna, malowany przez Hiacynta Rigaud [Hyacinthe Rigaud (1659-1743), wybitny portrecista francuski epoki Ludwika XIV]; […] Hieronima, Stanisława Herakliusza i Jerzego marsz.[ałka] w.[ielkiego] k.[oronnego] Lubomirskich (Nr. 132, 152 i 149). Ten ostatni malowany przez Jana Triciusza [Jan Tricius / Tretko (zm. 1692 r.), malarz nadworny trzech kolejnych królów polski począwszy od Jana Kazimierza] w r. 1678; czy Hetmana Stanisł.[awa] Jabłonowskiego i jego syna (Nr. 174 i 176). W kolejnym już numerze „Czasu” Nieczuja-Ziemięcki przeszedł do omawiania obrazów batalistycznych, pokazanych na wystawie, wśród których: wyróżnia się przedewszystkiem Odsiecz Wiednia niewiadomego artysty własność Szkoły Sztuk P. (nr. 198). Jestto najlepszy, lubo w małym formacie, obraz, jaki mamy w Polsce, pamiętnej tej wyprawy. Obrazy Zółkiewskie [chodzi o wielkoformatowe obrazy pędzla Martino Altomontego, do 1975 r. znajdujące się w kolegiacie w Żółkwi, a dziś w Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki im. B. Woźnickiego], które mamy tu w słabych kopiach akwarelowych, pozostają za nim o wiele w tyle. Topografia miejscowości i ruch wojsk tak związkowych jak tureckich, mimo zalet artystycznych, najwierniej są tu oddane. Dwa inne obrazy przedstawiające bitwy pod Lwowem i pod Trębowlą [Trembowlą] r. 1675 (Nr. 193, 192), przepisywane [przypisywane] Altomontemu [Martino Altomonte (1657-1745), pochodzący z Włoch nadworny malarz Jana III od 1690 r.], są o wiele gorszego pędzla, lubo i im nie można odmówić ogromnej historycznej wartości. Wspomnieć nam wypada obraz Altomontego przedstawiający Ś-go Marcina w całej postawie na koniu – u stóp którego przedstawioną jest bitwa pod Chocimem [Chocimiem] z ciekawym dość portretem Sobieskiego. Jestto prawdopodobnie obraz wotywny, przez samego Sobieskiego po zwycięztwie zamówiony. Bitwa odbyła się w sam dzień Ś-go Marcina. Warto dodać, że obraz ten znajduje się w kościele paraf. w Bejscach. Ciekawym jest również obraz przedstawiający obóz wojenny z tureckimi więźniami – kontynuuje recenzent „Czasu” – zwycięzca wśród nich w czerwonym stroju na białym koniu. Obraz ten (Nr. 194) przypisywany Dolla Belli [Stefano della Bella (1610-1664), wybitny włoski rytownik]. Dwa szkice Bacciarellego do bitwy pod Wiedniem (Nr. 196, 197), mogą mieć tylko wartość amatorską prix d’ affection. Przy okazji korespondent z nutą żalu nawiązał do braku działu właścicieli Wilanowa w krakowskim pokazie: Aby pozostać przy obrazach, wspomnieć nam wypada niezrównane dwa wnętrza komnat królewskich w Wilanowie, przez nieodżałowanego Gryglewskiego [chodzi tu o Aleksandra Konstantego Gryglewskiego (1833-1879), malarza i profesora Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie], malowane, któreby ozdobić mogły każdą galeryę. Wnętrza te mają tu dla nas tem większą wartość, że są jedynemi przedmiotami, które przypominają nam piękną rezydencyę króla Jana III-go.

Z rzędów i uzbrojeń, obok wyżej wspomnianych – relacjonuje dalej korespondent „Czasu” – wymienić nam wypada: prześliczny rzęd po Jerzym Lubomirskim marsz.[ałku] w.[ielkim] k.[oronnym] (Nr. 339), któremu nawet biczyka o srebrnej rączce i pletniach nie brak. Do rzędu tego należy bogata, kamieniami rzniętymi wysadzana tarcz i buława, raczej buzdygan złocisty. I dodaje: Z broni, obok przepięknej bronzowej, patyną zieloną pokrytej armaty Andrzeja Potockiego kasztel.[ana] karkow.[skiego] z r. 1691, nadesłanej z Łańcuta, wystawionej przed Sukiennicami, - rusznic wałowych (Nr. 245, 246), garłaczy, obuszków ręcznych (jak piękny okaz Nr. 247), muszkietów skałkowych pięknie słoniową kością, perłową massą i metalem inkrustowanych, […] kusz i łuków tatarskich – zwracamy uwagę na piękną i liczną kollekcyą jataganów z pod Chocima, Lwowa, Wiednia etc.

Godła i chorągwie nie są tak licznie, jakby mogły być reprezentowane – pisał Nieczuja-Ziemiecki w kolejnym numerze „Czasu” – Największą ich ilość posiada zbiór książąt Czartoryskich, który, jak wiadomo, odmówił udziału w wystawie. Obok buław hetmana Jabłonowskiego i Jerzego Lubomirskiego, […] Oryginalnością odznacza się buzdygan wschodni (Nr 458) z drzewa, drutem bronzowym i srebrnym nasadzany, z głową podobnież inkrustowaną i nabijaną gwoździkami; wewnątrz buzdyganu jest głownia, stanowiąca z rękojeścią szpadę, na której ryte napisy wschodnie. Do ciekawostek recenzent dolicza Kilka czekanów, halabard i berdysz Bogdana Chmielnickiego oraz miecz ceremonialny, obosieczny, przez papieża Klemensa X przesłany Janowi III w r. 1675. Ten ostatni wydaje się być dobrze znany, ale chyba chodzi tutaj o innym miecz niż ten, który znajduje się dziś w zbiorach Zamku Królewskiego na Wawelu. Jak czytamy bowiem na stronach krakowskiego muzeum: MIECZ POŚWIĘCANY. Rzym, 1675-76. Głownia stalowa, częściowo złocona, z napisem odnoszącym się do papieża Innocentego XI, z datą 1676, opatrzona rękojeścią i pochwą ze srebra złoconego z herbami Klemensa X. Miecz został wręczony królowi Janowi III w kolegiacie w Żółkwi w r. 1684, jako wyraz wdzięczności za obronę chrześcijaństwa przed Turkami. Przechowywany przez Radziwiłłów w Nieświeżu, zrabowany przez Rosjan w r. 1812 i oddany do kolekcji w Carskim Siole, a później do zbiorów Ermitażu w Petersburgu. W r. 1924 rewindykowany przez Polskę i przekazany na Wawel. Nie mógł on więc być pokazany na wystawie w Krakowie w 1883 r. Nie pierwszy i jedyny to przykład, że z kilkoma obiektami wiązano tę samą tradycję pochodzenia. Rzecz wymaga zbadania.

Chorągwi, […] jest właściwie na drzewcach tylko dwie; obie nadwornej gwardii Lubomirskich. W gablotkach znajdują się także dwa strzępki, chorągwi w. wezyra i wziętej pod Chocimem – kontynuuje recenzent „Czasu” z nutą zawodu, pocieszając się chwilę potem – Dział makat, tkanin, haftów i kobierców, jest najliczniej i najbardziej doborowo na naszej wystawie reprezentowany. I nic dziwnego. W narodzie prowadzącym życie wojenne – na pół koczownicze, to co ruchome, da się łatwo przenieść i zachować, ma za sobą względy praktyczności. Co nasze zamki, dworki szlacheckie i alkierze mieszczańskie musiały posiadać w tym rodzaju? Kiedy strzępy tego cośmy dawniej posiadali, i to z jednego mniej więcej wieku, mogą się złożyć na tak niezrównaną kollekcyę. Gdyby zaś wszyscy posiadacze, których mamy zanotowanych i do których udawaliśmy się, raczyli nieodmówić swego współudziału w wystawie, to, makatami, oponami i kobiercami moglibyśmy literalnie wymościć całe Sukiennice, jeśli nie Rynek krakowski – i dodaje – na wystawie jedna makata pokrywa drugą – jedna jest piękniejsza od drugiej. W kolejnym już numerze „Czasu” recenzent zapoznawał czytelników z celniejszymi przykładami eksponowanych tkanin, szczególną uwagę poświęcając wschodnim i wiązanym z epoką a nawet osobą Jana III: W rzędzie najpiękniejszych kobierców, jakie nie u nas tylko, ale gdziekolwiek indziej widzieć się dadzą, zaliczyć należy olbrzymi kobierzec (którego niestety część brakuje) perski z XVI w. lub nawet wcześniejszej epoki – a który być może, także via Wiedeń i namiot Kara Mustafy dostał się do nas. Pod względem delikatności tkaniny, harmonii barw, bogactwa i subtelności odcieni, nic już przewyższyć nie może. Kobierzec ten królewski, będący własnością Kapituły katedr.[alnej] krak.[owskiej] a przed paru laty szczęśliwie odszukany i zrestaurowany – zaściela, jak mu należy – podnóże improwizowanego tronu Jana III-go. I kontynuuje ten bogaty inwentarz: Z ściennych opon i szpalerów przeważają w ogólności pochodzenia wschodniego. Jest ich kilkanaście, o tym samym typowym kolorze blado-karmazynowym, nazywanym ztąd türkisch-roth, mieniącym się najczęściej z zielonym – a powtarzających zwykle te same ornamentacye: łuków arabskich, kolumn, lamp, wazonów lub kwiatonów, zwykle występujących także na namiotach i ceramice arabskiej. Nie możemy tu dłużej zatrzymywać się nad pojedynczymi dziełami, mając z góry zakres określony; zwracamy więc tylko uwagę: na oponę z pasów adamaszkowych żółtego i ponsowego koloru z wrabianemi herbami Marka Matczyńskiego Wojewody Ruskiego [to przyjaciel i druh Jana III]. Na kapę kościelną żałobną, z haftu złotego i srebrnego wschodniego, na sposób koronki wyrabianego – ofiarowaną przez królewicza Jakuba [Sobieskiego] do kościoła w Rudkach. Na piękną makatę aksamitną karmazynową z wygniatanemi srebrnemi półksiężycami i wypukło haftowanemi liliami, z Podhorzec – która niewątpliwie musiała być wziętą pod Chocimem lub Wiedniem. Na oponę przedziwnego wyrobu z tkaniny jedwabnej turkusowej, przerabianej złotem i srebrem w wielkie kwiaty o żółtym szlaku (Nr. 538) – wziętą pod Żórawnem [chodzi o Bitwę pod Żurawnem w wojnie polsko-tureckiej, stoczoną pod dowództwem Jana III w okresie 25-14 października 1676 r.] a będącą własnością hr. Adama Komorowskiego-Suffczyńskiego. Zresztą na cały szereg tkanin najróżnorodniejszych, najczęściej w kwiaty przerabiane złotem i srebrem, hr. Romana Bnińskiego; na dwie opony z grupami postaci aplikowanych i haftowanych – tak pięknie drapujące się po nad biustem króla [Jana III w pierwszej Sali wystawy], a najprawdopodobniej polskiego wyrobu. Następnie recenzent omawia przykłady pasów litych i haftów ręcznych, przy których przedewszystkiem zatrzymać się musimy nad piękną kotarą, na białym atłasie haftowaną jedwabiami różnokolorowemi – jestto kołdra Sobieskiego z Podhorzec, gdzie się druga podobna znajduje, lecz nie restaurowana; być może, że o tych dwóch kołdrach wspomina król w jednym z listów pisanych z pod Wiednia do królowej. Warto tu uzupełnić tę informację, że zapewne jedna z tych tkanin, może w Chinach utkana i tam też wyhaftowana, zwana „kołderką Królowej Marysieńki”, zdobi od 1983 r. zbiory wilanowskiego pałacu. Nieczuja-Ziemięcki poświecił w swej recenzji także uwagę tkaninom zachodnioeuropejskim, arrasom głównie flamandzkim, nie było jednak wśród nich obiektu wiązanego tradycją z Sobieskimi.

W kolejnym numerze „Czasu”, dzięki Nieczui-Ziemięckiemu, czytelnicy mogli zapoznać się z opisem ciekawszych przykładów sprzętów i urządzeń domowych, których wiele i to bardzo pięknych okazów wystawa posiada. Wśród nich była, m.in.: Szafka czarna lakowa, z złoconymi figurami i broznowym złocistym okuciem wydałaby się zbyt nową, gdyby nie miała siostrzycy swojej jeszcze piękniejszej w zamku Podhoreckim – uważanej jako pamiątka po Maryi Kazimierze. Dalej recenzent omawia szafy gdańskie, krzesła obite kurdybanem, Skrzynie wyprawowe, nieliczne reprezentowane przykłady szkła i ceramiki, a następnie zegary fabryk polskich, a wśród nich chronometr fabryki toruńskiej (Loren Wolbrecht) w kształcie monstrancyi o dwóch tarczach, i również skomplikowanym mechanizmie, a należący do p. Cieńskiego […]. Zegar podobnej do ostatniej formy, ofiarowany kapitule katedralnej lwowskiej przez Jana III, jako pamiątka i piękny okaz zasługuje na uwagę.

Następnie korespondent „Czasu” przeszedł do omawiania sprzętów kościelnych, do których wspaniałości przywykliśmy, a wśród nich zwracamy tylko uwagę na szkatułeczkę srebrną, wyzłacaną, w stylu typowo wschodnim, koronkowej delikatności wyrzynań, pochodzącą z namiotu w. wezyra, a ofiarowaną przez Jana III kościołowi P. Maryi. Warto tu dodać, że ów cenny obiekt, uważany już to za wyrób turecki już to perski, do dziś uświetnia skarbiec krakowskiego kościoła Mariackiego. Argentaria kościelne pozwoliły recenzentowi przejść mimochodem w dział sreber stołowych i kosztowności. I wśród nich znalazły się sobieciana: Serwis kanclerzyny Wielopolskiej, siostry królowej Maryi Kazimiery, dziś własność hr. Potulickich, który jednak zdaniem piszącego miał wartość jedynie pamiątkową – kształty jego niczem się od dzisiejszych nie różnią. Pomijając następnie całą bateryę kubków, pucharów, roztryhanów, czar i czarek, więcej lub mniej pięknych, wykładanych medalami, lub też noszących przesadną barokową ornamentacyę, recenzent zatrzymał się przy plakietce srebrnej, przedstawiającej nie bardzo ściśle z historią: tryumf cesarza Leopolda I-go nad Turkami – wyrób norymbergski J. A. Thelota z r. 1686 [chodzi tu może o wyrób augsburskiego złotnika, Johanna Andreasa Thelotta vel. Thelotta (1655-1734)], którą wyróżniają, m.in. pięknie […] modelowane kształty nagich niewolników tureckich. Prostuje też tu omyłkę w identyfikacji tematu przedstawienia: Odęta warga i Złote runo aż nazbyt nas reflektują, że nie mamy do czynienia z tryumfem Jana III, za co plakietka dotychczas jest braną. Przy okazji sugeruje – jak z resztą przy omawianiu szeregu innych, jego zdaniem, najciekawszych eksponatów wystawy, że plakieta ta mogłaby i powinna znaleźć pomieszczenie w jakimś Muzeum.

W kolejnym numerze „Czasu” Nieczuja-Ziemięcki przybliżył czytelnikom najcenniejsze naczynia ze szlachetnych materiałów – srebra, złota, kości słoniowej czy kamieni półszlachetnych, prezentowane na wystawie, a wśród nich znalazła się czarka z jednej sztuki nefrytu, z podstawką z żadu [jadeitu], złotem i turkusami nasadzoną, najpiękniejszego wschodniego typu, jest darem wraz z wspomnianym wyżej rzędem Murada II, sułtana, Stanisławowi Małachowskiemu za pokój Karłowicki. Ten piękny i cenny obiekt, wraz ze wspomnianym wyżej siodłem z tego samego daru, znajduje się dziś w zbiorach Zamku Królewskiego na Wawelu w Krakowie. Dalej na ekspozycji – wylicza korespondent – liczna jest kollekcya łyżek, ale wśród nich, jego zdaniem, jedna tylko na szczególne wyróżnienie zasługuje – jestto łyżka z przeźroczego agatu, z rączką oprawną w stylu Benvenuta Cellini [Benvenuto Cellini (1500-1571), sławny włoski rzeźbiarz i złotnik], zakończoną główką, zdaje się, Bellony [bogini wojny], najpiękniej emaliowaną; jestto łyżka, jakby uroniona z serwisu jakiej bogini – w istocie, miała należeć do Eleonory, żony Leopolda I-go a siostry królewiczowej Jakubowej [tj. Jadwigi Elżbiety Amalii (1673-1722) ks. Neuburg, od 1691 r. żony najstarszego syna Jana III]. Kolejne sobiesciana odnajduje recenzent wśród zegarków kieszonkowych, cennych pod względem wyrobu i mających wartość pamiątkową, a mianowicie: zegarek o trzech złotych, pięknie grawirowanych [grawerowanych] i wyrzynanych à jour kopertach z niebieską emalią, i podkładem z perłowej macicy, który miał być własnością króla Jana III, albo raczej, jego wnuczki (ma herby Stuartów) [czyli Marii Klementyny Sobieskiej (1701-1735), wnuczki Jana III, a od 1719 r. żony Jakuba III Stuarta], następnie ozdabiał gabinet ciekawości króla Stanisława Augusta – obecnie jest własnością Excellencyi P. Popiela [zapewne chodzi tu o Pawła Popiela (1807-1892), krakowskiego konserwatywnego publicystę, polityka, prawnika, konserwatora zabytków i autora pamiętników]. I przechodzi do omówienia kolejnego rodzaju eksponatów – wachlarzy, tych bereł kobiecych, wśród których odnajduje: Wachlarz Maryi Kazimiery, skromniejszy, ze scenami sielskiemi, malowanemi na pergaminie guachem [gwaszem], a rączką gładką z kości słoniowej – jest obecnie własnością ks. Cecylii Lubomirskiej, i przepiękny wachlarz ofiarowany przez królowę siostrze swojej kanclerzynie Wielopolskiej [czyli Marii Annie de la Grange d’Archien, od 1678 r. żony Jana Wielopolskiego]. Wątpić należy, czy w tym rodzaju może być coś wytworniejszego. Rękojeść na tle pręcików z perłowej masy przedstawia inkrustowaną złotem i grawirowaną subtelnie scenę: „Ofiary Ifigenii” z dwiema grupami aniołków. Część górna wachlarza pergaminowa, na niej pięknie malowane guachem z jednej strony „Gody weselne” z drugiej „Minerwa” w otoczeniu mitologicznych figur. Wachlarz ten jest własnością hrabianki Zofii Potulickiej. Z klejnotów w ściślejszym znaczeniu tego wyrazu wymienić musimy – kontynuuje Nieczuja-Ziemięcki – Piękną miniaturę Jana III-go oprawną w wdzięcznie ułożony laur z brylantów znacznej wielkości. Dwa mniejsze medaliony brylantowe z koronami królewskimi, obejmujące portrety miniaturowe Jana III-go i Augusta II-go. Są one, jak poprzedni własnością p. Probusa Barczewskiego [Piotr Probus Barczewski (1833-1894), ziemianin, fundator znanej i cenionej nagrody swego imienia, przyznawanej artystom przez krakowską Akademie Umiejętności]. Obok leżą […] spinka w kształcie tarczy z hiacyntem i brylancikami, mająca pochodzić z pod Wiednia oraz pierścień ofiarowany przez Innocentego XI kanclerzowi Wielopolskiemu [chodzi tu o Jana Wielopolskiego (1630-1688), od 1678 r. wielkiego kanclerza koronnego i zarazem męża siostry Marii Kazimiery] w kształcie serca z krucyfiksem pod diamentem na płask szlifowanym.

Z kontynuacji recenzji wystawy zamieszczonej w kolejnym numerze „Czasu” dowiadujemy się, że w Wielkiej Sali ekspozycji: Trzy gablotki wypełnia najkompletniejszy zbiór medali odnoszących się do osoby króla Jana III-go i wogóle tyczących się całego wieku XVII-go. Na zbiór ten złożyli się p. Rogalińska z Poznańskiego i p. P. Umiński. Trzy znowu gablotki od wejścia, wypełniają rzadkości bibliograficzne i dokumenta. Z tych wymienimy […] listy króla Jana III zebrane przez p. Franciszka Kluczyckiego; listy Klementyny Sobieskiej, wnuczki Jakóba królewicza i Jakuba III Stuarta w oryginałach – własność hr. K. Przezdzieckiego. Następnie z prezentowanych sztychów, które dwie osobne teki, recenzent wspomina: Tryumf, albo wjazd do Gdańska Sobieskiego przez dela Haye; tegoż samego największą znaną rycinę króla na koniu, oraz na czterech tablicach jeden rzadki sztych, przedstawiający tryumf Sobieskiego z synami – sztychował Romanus de Hooghe [Romeyn de Hooghe (1645-1708)] r. 1685. Obie ryciny są znane, a w szczególności ta druga, bardzo okazała, określana jako „Teza Wołłowicza”.

Następnie Nieczuja-Ziemięcki przystąpił do omówienia drugiego z wybitnych punktów wystawy a była nim urządzona gustownie i z wielką prawdą, kaplica obozowa, w drugiej, przyległej sali. Tu: Pod namiotem jedwabnym amarantowym z pięknemi aplikacyami – wprost wejścia, wznosi się ołtarz, w nim relikwia, a zarazem najcenniejsza pamiątka Odsieczy wiedeńskiej: obraz Matki Boskiej z znanem proroctwem: „In hac Imagine Mariae vinces Joannes. In hac Imagine Mariae victor ero Joannes”. Obraz ten w wiadomych okolicznościach pod Wiedniem znaleziony, był przez króla i jego najbliższych za cudowny uważany i zdobił domową kaplicę królewską. Po śmierci królewicza Jakóba dostał się pokrewnemu Sobieskim domowi Radziwiłłów – u których dotąd z największą czcią się przechowuje. Przywiezienie przez ks. Antoniego Radziwiłła obrazu tego na wystawę, niewątpliwie dodało jej jakby religijnego uroku – podniosło ją w oczach tych, dla których wyżej wspomniana tradycya jest drogą. Jestto więc Sanctuarium wystawy, przed którem każdy głowę schylić obowiązany. Tu zwrócił uwagę recenzenta oryginalny zabieg scenograficzny, niewątpliwie pomysłu Piusa Welońskiego: Dwaj husarze w pełnem uzbrojeniu, konno, z kopiami o długich proporcach w ręku, trzymają jakby straż tego sanctuarium. Husarze ci, mają tą aktualność za sobą – że zbroje ich, skrzydła i kopie z proporcami pochodzą właśnie z bohaterskiego hufca hetmana Jabłonowskiego z pod Wiednia, a przechowały się wraz z trzydziestu kilku innemi w Podhorcach. Na dekorację tej Sali-Sanktuarium składały się także umieszone w rogach dwa inne namioty [tureckie], które są mniej może bogate niż poprzedni, którego tylko połowę, ze względu na brak miejsca i dogodność zwiedzających, widzimy, - ale nie mniej ciekawe i dobrze zachowane. Pierwszy jest własnością hr. Antoniego Potockiego z Olszy, dwa inne hr. Karola Lanckorońskiego [Karol Antoni Lanckoroński (1848-1933)]. Warto dodać, że ten drugi z wypożyczających arystokratów – historyk sztuki, kawaler maltański i dziedziczny członek austriackiej Izby Panów – należał do najświetniejszych znawców i kolekcjonerów sztuki w Galicji i w ogóle, w państwie austro-węgierskim przełomu XIX i XX w. W górze sali, na kaplicę obozową zmienionej – kontynuuje recenzent opis tej części ekspozycji – rozwieszone są gobeliny i makaty, po większej części z kościołów krakowskich pochodzące – oraz obrazy, które nie dały się już pomieścić w wielkiej Sali, a także akwarelle i oprawne sztychy. Wejrzenie ogólne tej Sali jest jednakże obozowe. Niebrak nawet skóry łosiowej z łoża obozowego króla [Jana III], pochodzącej z zamku Podhoreckiego oraz fajki obozowej Wielkiego Wezyra. I dodaje: Po za namiotem w cieniu, ukrywa się jakby zawstydzone swym stanem zniszczenia, pudło od karocy, według tradycyi króla Jana III-go. Jest to zatem ślad istnienia, przynajmniej według tradycji, innych powozów króla Jana, niż te, które udało się częściowo odtworzyć z resztek, do 1945 r. tworzących ambonę w kościele w zachodniopomorskim Radaczu.

Teodor Nieczuja-Ziemięcki kończy swoją relację o wystawie wspomnieniem dwóch jeszcze dzieł. Jednym z nich jest świeżo nadeszły namiot, z bogatemi aplikacyami i napisami z Alkoranu na różowem i żółtem jedwabenem tle – niestety dość zniszczony – zdobyty pod Żórawnem przez Stanisława Druszkiewicza [Stanisław Zygmunt Druszkiewicz z Zarabia, Modliborza, herbu Bożawola (1621-1697), wojski halicki podstoli i stolnik parnawski (1660), rotmistrz chorągwi tatarskiej (1654), pułkownik królewski i husarii (1678-1685), kasztelan lubaczowski, potem kasztelan chełmski (1685-1690), poseł na sejm, komisarz królewski, zwierzchnik Kozaków prawobrzeżnych, oficer wojsk koronnych, autor pamiętników], własność p. Juljusza Suffczyńskiego; który to namiot służąc za wzór tego rodzaju wyrobów w Muzeum Techn.-przemysłowem we Lwowie, tak późno nadszedł na wystawę. Pomieszczono go w wielkim przedsionku, na środku, aby z łatwością módz go w około obejrzeć. Drugim dziełem zaś: Wielki wazon bronzowy do kwiatów, odlany z dział wziętych pod Wiedniem (własn. Exc. Alf. Potockiego) stojący na schodach zakańcza niejako wystawę i nasze dość szczegółowe sprawozdanie.

Krakowski „Czas” oprócz tej recenzji informował swych czytelników, że: O wystawie pamiątek i zabytków z epoki króla Jana III napisali Dr Stanisław Tomkowicz i Dr Jerzy Mycielski. Pod tym tytułem wydaną została w osobnej odbitce praca ogłoszona w październikowym zeszycie Przeglądu Polskiego, zawierająca opis wystawy Sobiescianów, na podstawie znajomości aktów i korespondencyi komitetu skreślony, a głównie na pamiątki historyczne i dzieła sztuki zwracający uwagę. Z tego względu, oraz z powodu mniejszej objętości od katalogu urzędowego, może ona doskonale służyć jako przewodnik, tembardziej, że uwzględnia układ i umieszczenie przedmiotów na Wystawie.

Jak z powyższego sprawozdania wynika, krakowska „wystawa historyczna” roku jubileuszowego 1883 obfitowała w różnego rodzaju sobiesciana. Szereg obiektów jest dobrze i od dawna znanych nauce, często omawianych i reprodukowanych. W przemożnej części znajdują się dziś one w polskich kolekcjach publicznych. Natomiast wyzwaniem badawczym jest identyfikacja tych, które doń nie trafiły, a intrygują swym opisem.

Bibliografia:

[Aleksander Nowolecki], Uroczystości ku uczczeniu pamięci Jana III na ziemiach polskich i za granicą (Na pamiątkę 200-letniej rocznicy odsieczy Wiednia 1683 r.), Kraków 1883.

Wiesław Bieńkowski, Wien und Krakau 1883: die Feierlichkeiten zum 200-jährigen Jubiläum, „Studia Austro-Polonica 3 (Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego DCLXXII, Prace Historyczne z. 75), 1983, s. 410-439.