© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   28.08.2015

Komplementy na dworze – strategia czy zakłamanie?

Komplementy stanowiły nieodzowny element komunikacji i stosownego traktowania szlachty, za pomocą którego uzewnętrzniano hierarchię i zdobywano łaskę dostojników: „Komplement jest mową połączoną z przyzwoitą miną lub ukłonem, za pomocą której pokazuję mój szacunek i poważanie wobec innych” – wyjaśnia Julius Bernhard von Rohr we wprowadzeniu do ceremoniału osób prywatnych. Przedstawiając klasyfikację, która miała pomóc młodym kawalerom dostosować wypowiadane grzeczności do okoliczności, czasu, miejsca i osób, wyróżnił komplementy krótkie, długie oraz zwyczajne i konieczne. Krótkie wypowiedzi wyrażały w jednym lub kilku zdaniach poważanie wobec rozmówcy, długie natomiast przyjmowały formę przemówienia. Zwyczajne stosowano w życiu codziennym wśród osób prywatnych, konieczne natomiast kierowano do książąt i dostojników w szczególnych sytuacjach.

Komplementy stosowane przez ówczesnych jako skuteczny sposób zdobycia łaski wysoko urodzonych, nie pozostawały bez krytyki. Kwakrzy uważali, że są one szkodliwym dla duszy, bezbożnym przyzwyczajeniem, które zmuszało do kłamstw. Inni krytycy uznawali słowne grzeczności przy powitaniach, wizytach i konwersacjach za wyraz próżności, stratę czasu, zakłamanie i oszustwo. Rohr obnażył obłudę komplementów i jednocześnie przedstawił ich funkcję społeczną: „Każdy, choć dobrze wie, że bezczelnie się go okłamuje, musi pomimo tego okazać największą wdzięczność, drugi, który widzi, że tamten mu nie wierzy, robi dobrą minę, a gdy już wystarczająco nakłamali, udowadniając sobie jak są ważni, odchodzą uśmiechnięci i uradowani, a ten, który wierzy, że okazał się najlepszym w tej sztuce, sam sobie gratuluje”. Człowiek baroku, zamierzający wspiąć się po drabinie hierarchii społecznej, zmuszony był do zachowania tych konwenansów, a tym samym do odgrywania komedii w teatrze świata.      

Rohr próbował pogodzić obłudę komplementów z należytym uszanowaniem drugiej osoby, odwołując się do cnót chrześcijańskich. Pochwalał umiarkowanie w pochlebstwach i zalecał sformułować swoją mowę tak, by odpowiadała zasadom grzeczności, a jednocześnie nie przeczyła prawdzie i była zgodna z miłością bliźniego. Zarówno przesadne komplementy, stosowane jak pieniądze, za pomocą których zamierzano „opłacić rozmówców wiatrem słodkich słów”, jak i zbyt prostackie słowa nie były dobrą strategią komunikacji. Rohr radził młodym kawalerom, by słuchali innych i odpowiadali w niewielu elokwentnych słowach na uprzejme mowy. Niektórzy uczyli się na pamięć formułek zaczerpniętych z ksiąg komplementów i powtarzali je przy każdej okazji, przypominając raczej zwyczaje plebsu, niż dając wyraz swojej randze i dobremu wychowaniu. Młody szlachcic nie zaprezentowałby się wytwornie, gdyby powtarzał wyłącznie wyuczone frazesy, a nie nauczyłby się swobodnie przedstawiać myśli odpowiednio do danej sytuacji. 

Prawiąc komplementy, szlachcic miał być naturalny, mówić krótko i bez ceregieli: „Byłoby najlepiej, gdyby młody człowiek zwracał uwagę na mowy i komplementy innych dobrze wychowanych i wyuczonych, wykazywał naturalną elokwencję, a słów i form wypowiedzi szukał we własnej głowie, dopóki z czasem nie stanie się bardziej wyćwiczony i zręczniejszy”. Jeżeli młodzieniec nie pojął jeszcze w pełni sztuki prawienia komplementów, mógł wyrazić poszanowanie poprzez dobrą minę lub ukłon. Aby dopasować formy werbalnych grzeczności do miejsca i sytuacji, należało bacznie zaobserwować panujące zwyczaje i w oparciu o tę wiedzę, wypowiedzieć słowa uznania. Chcąc wyrazić uszanowanie wobec królów i dostojników, szlachcic musiał najpierw zapytać o pozwolenie na sformułowanie komplementu przy pierwszej wizycie.

Klient, który szukał łaski osób o wyższej randze, zobligowany był przedstawić dłuższy komplement. Swoją intencję poprzedzał wprowadzeniem, w którym wyjawiał powód wypowiedzi i tłumaczył, dlaczego zwrócił się właśnie do danego dostojnika. Musiał przy tym prosić o wybaczenie, że pozwolił sobie zająć czas rozmówcy, a kończąc wypowiedź polecić się jego łasce. Dopuszczenie do wpływowego magnata uznawano za przejaw przychylności, której nie wolno było nadwyrężać zbyt długimi komplementami: „Człowiek rozumny musi mieć tę skromność, że tym, którzy go do siebie dopuszczają, nie będzie przeszkadzał zawiłymi długimi komplementami, a najmniej wielkim panom, którzy są obciążeni sprawami państwowymi”.

Sztuka prawienia komplementów obejmował również stosowną odpowiedź na wyrażony szacunek. Długość odpowiedzi zależała od długości komplementu. Niestosownym było krótko odwzajemnić grzeczności przedstawione w długim komplemencie. Na taką wolność mogli pozwolić sobie jednie ministrowie czy senatorowie, którzy w jednym zdaniu okazywali swoją łaskę. Długie komplementy prawili posłowie wysłani na obce dwory, witający danego monarchę w imieniu własnego władcy czy stanów. Można było je również kierować do uczonych, szlachty i mieszczan, którzy byli mistrzami retoryki, mając pewność, iż mieli czas i cierpliwość ich wysłuchać. Sformułowanie długiego komplementu było również uzasadnione, gdy sprawa wymagał obszernego przedstawienia i kiedy rozmówca był w retoryce rozmiłowany, a krótką wypowiedź uznałby za obrazę.          

Logo POIiŚ