© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   24.05.2016

Król Jan III Sobieski i jego „następca” Mikołaj I

Stanisław August Poniatowski miał wyraźną tendencję do identyfikowania się z Janem III Sobieskim i odwoływania się do niego jako swojego monarchicznego wzorca – jest to fakt dość dobrze znany (nawet jeżeli wciąż wymagający pogłębionych badań naukowych). O wiele słabiej kojarzymy przypadek innego władcy, który przynajmniej przez krótki czas był bezpośrednio wiązany z dziedzictwem wiedeńskiego triumfatora. Mowa o cesarzu rosyjskim Mikołaju I, który w 1826 r. wstąpił na tron Królestwa Polskiego, państwa utworzonego przez jego zmarłego brata, Aleksandra I, na Kongresie Wiedeńskim w 1815 r. i w oficjalnej propagandzie prezentowanego jako „wskrzeszona” Polska.

Sobieski był dla Polaków przełomu XVIII i XIX w. nie tylko uosobieniem dawnej sławy narodu, lecz również symbolem triumfu chrześcijaństwa nad islamem i historycznej roli Polski jako przedmurza prawdziwej wiary. Te aspekty kultu Sobieskiego miały istotne znaczenie za panowania Stanisława Augusta, kiedy nieprzypadkowo pomnik dawnego króla wystawiono w Łazienkach właśnie w tym czasie, kiedy zamierzał on przekonać rodaków do militarnego wsparcia Rosji w jej wojnie z Turcją. Podobny kontekst stał u podstaw skojarzenia Mikołaja z Sobieskim pod koniec lat 20-tych XIX w., kiedy młody cesarz rosyjski prowadził wojnę z islamską Persją, a następnie z Imperium Osmańskim. Co prawda, Polacy nie brali w tych zmaganiach aktywnego udziału (za wyjątkiem grupy oficerów, wysłanych tam w celach obserwacyjnych), Mikołajowi zależało na szerokim poparciu w polskim społeczeństwie, wzmacniającym jego autorytet nie tylko w Królestwie, ale i na arenie międzynarodowej. Trzeba pamiętać, że młody władca niezbyt fortunnie rozpoczął swoje rządy nad Wisłą ze względu na śledztwo, a następnie proces, który z jego inicjatywy wytoczono kilku członkom Towarzystwa Patriotycznego, podejrzanym o współudział w powstaniu dekabrystów. Nastroje społeczeństwa były raczej niechętne, ze względu na brak wiary w winę rodaków. Co więcej, Mikołaj odmówił przyjazdu do Warszawy przed sądowym rozstrzygnięciem całej sprawy. Dlatego też przez trzy lata polscy poddani nie mogli ujrzeć swojego nowego monarchy, a to z pewnością nie mogło ich do niego przywiązać. Polski rząd w Warszawie dobrze zdawał sobie sprawę, że taka sytuacja nie służy autorytetowi władzy.

Dlatego też nie dziwne, że kiedy na początku 1828 r. do Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego przyszło pismo od zakonu kapucynów z prośbą o sfinansowanie remontu jednej z kaplic ich warszawskiego kościoła jako miejsca, w którym można by wystawić urnę z sercem Sobieskiego, idea została bez problemu zaaprobowana, a co więcej, zarekomendowano ją samemu Mikołajowi jako wartą sfinansowania. Po dwóch latach prac, doszło do uroczystego otwarcia kaplicy i przeniesienia tam wspomnianej urny, którą od śmierci króla Jana nikt w zasadzie się nie interesował. W trakcie tej kościelno-państwowej ceremonii nie brakowało akcentów wiążących oficjalny kult Sobieskiego z gloryfikacją Mikołaja jako jego godnego następcy, pojawiających się zwłaszcza w kazaniu, które z tej okazji wygłosił ks. Viator Piotrowski, i które już miesiąc później wydano drukiem. Prowincjał polskich kapucynów starał się w nim przekonać, że wielkie czyny monarchów, będące chlubą całego narodu, opierają się na wsparciu ze strony poddanych. Bez takowego, Sobieski nigdy nie osiągnąłby tego, za co go teraz upamiętniano. Dlatego też we własnym dobrze pojętym interesie, Polacy powinni wspierać swoich władców, takich jak Mikołaj, który miał być kontynuatorem dzieła Aleksandra I, „wskrzesiciela” Królestwa Polskiego – to właśnie pod ich przewodem naród polski miał odzyskać dawną sławę. O tym, że Bóg sprzyjał Mikołajowi i wskazywał go jako tego, któremu Polacy mogą w pełni zaufać, miało świadczyć ostateczne „zgromienie nieprzyjaciela Chrześcijaństwa” w wyniku ostatniej wojny, które „moc i poszanowanie Krzyża Chrystusa wzniosło aż do Stolicy półksiężyca” (czyli Stambułu, na którego oblężenie wojska rosyjskie były gotowe po zdobyciu Adrianopola, w razie gdyby sułtan nie chciał zawrzeć korzystnego dla cesarza pokoju). Sam fakt ufundowania pomnika Sobieskiemu miał w przekonaniu ks. Piotrowskiego świadczyć o tym, że Mikołajowi zależy na „życia, swobód, prawa i sławy” Polaków „zabezpieczeniu”.

Słowa ks. Piotrowskiego padały przeszło rok po tym, jak Mikołaj koronował się na króla polskiego w Warszawie. W maju 1829 r. wynik wojny rosyjsko-tureckiej nie był jeszcze przesądzony, i kwestia skojarzeń obecnej sytuacji z historycznymi zmaganiami Polaków z Imperium Osmańskim była równie aktualna. Sam Mikołaj w toku wojny przesłał do Warszawy dwanaście zdobycznych dział z Warny, kreując się w ten sposób na mściciela Władysława Warneńczyka. Tuż po zawarciu pokoju z Turkami, Mikołaj dosłał jeszcze chorągiew i trzy buńczuki osmańskie, które zawieszono w nawie katedry warszawskiej. W ten sposób, przy poparciu władz kościelnych, bezpośrednio nawiązywano do wiktorii wiedeńskiej, po której pamiątka – chorągiew podarowana przez Jana III – znajdowała się tam już wcześniej. W związku ze skojarzeniami Sobieski-Mikołaj, w dniach około koronacji wydarzył się incydent, który zdecydowanie odbiegał od linii oficjalnej propagandy. Rozeszła się bowiem plotka o manifeście sułtana, w którym tenże miał wymagać od Mikołaja przyłączenia do Królestwa polskich guberni Cesarstwa, w odpowiedzi na rosyjskie żądanie uwolnienia Greków – wojna z Turcją rozgrywała się bowiem w cieniu powstania greckiego. Miał on przy tym deklarować, że jego przodkowie zawszy byli przyjaciółmi Polski, a odsiecz wiedeńska była działaniem sprzeciwiającym się powszechnym nastrojom Polaków. Trudno ustalić, kto i na czyje zlecenie napisał ten tekst, który godząc w legendę Sobieskiego, miał również negatywnie wpływać na ocenę aktualnej wojny z Turcją. Wiadomo jednak, że nie odzwierciedlał on popularnych nastrojów, gdyż przynajmniej w Warszawie wieści o zwycięstwach rosyjskich przyjmowano z radością, identyfikując się z sukcesami Mikołaja.

Nawiązania do Sobieskiego w kontekście propagandy politycznej Mikołaja I jako pogromcy Turków były krótkim, ale znamiennym epizodem. Odzwierciedlały one bowiem dążenia ówczesnej elity politycznej jak i samego Mikołaja do oswojenia Polaków z unią polsko-rosyjską i zaakceptowania Królestwa Polskiego jako prawdziwie „wskrzeszonej” Polski. Ta idea nie miała jednak przyszłości w sytuacji odmiennych tradycji politycznych Polski i Rosji jak również niechęci Mikołaja do traktowania Polaków w bardziej liberalny sposób niż Rosjan. Pomimo, że powstanie listopadowe (które wybuchło zaledwie kilka miesięcy po odsłonięciu pomnika w kościele kapucynów) początkowo nie było wprost wycelowane przeciwko Mikołajowi (lecz jego podwładnym), szybko przerodziło się w otwartą wojnę z samą zasadą unii polsko-rosyjskiej jako odgórnie narzuconą, a nie wynikającą z woli narodu. Detronizacja Mikołaja 25 lutego 1831 r. miała być właśnie wyrazem tej wolnej woli, od wieków stanowiącej źródło władzy królewskiej w Polsce. Paradoksalnie, do dziś jedyną materialną pamiątką w polskiej przestrzeni publicznej, przypominającą o tym krótkim okresie, w którym Mikołaj I uchodził mimo wszystko za prawowitego króla polskiego, jest wspomniana kaplica Sobieskiego w Warszawie, którą „NICOLAUS I REX POLONIAE” dedykował – jak głosi zachowana tam inskrypcja – „PRAEDECESSO SUO”.

Bibliografia:

Mikołaj Getka-Kenig, ‘Islamski Orient i praktyka self-fashioning na ziemiach Rzeczypospolitej przełomu XVIII i XIX wieku: w stronę pytania o „środkowoeuropejskość” polsko-litewskiego orientalizmu’, w: Drogi odrębne, drogi wspólne: problem specyfiki rozwoju historycznego Europy Środkowo-Wschodniej w XIX-XX wieku, red. Maciej Janowski, Warszawa 2014, s. 229-247.

Viator Piotrowski, Mowa religiyna przy uroczystym obrzędzie pogrzebu serca Jana III. Króla Polskiego w kościele OO. Kapucynów, Warszawa 1830.

AGAD, Policja Tajna W. Ks. Konstantego, sygn. 95.