© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   16.01.2015

Królewicz Jan Kazimierz aresztowany!

Postać Jana Kazimierza u większości ludzi wywołuje trzy skojarzenia: potop szwedzki, obrona Jasnej Góry i śluby lwowskie 1656 r., powierzające opiece Matki Bożej Rzeczpospolitą polsko-litewską. Tymczasem królewicz ten był postacią bardzo ciekawą, a jego losy układały się nieraz dramatycznie jeszcze przed elekcją na króla polskiego i wielkiego księcia litewskiego w 1648 r.

Jan Kazimierz, mimo że był synem króla Zygmunta III, odebrał jedynie powierzchowne wykształcenie – sam nie lubił się uczyć, żartowano nawet, że przez całe życie nie przeczytał do końca ani jednej książki. Przez długie lata dorastał odcięty od świata: całe dnie spędzał w swojej komnacie na rozmowach z ulubionym karłem, stale nadzorowany, nie mógł z nikim rozmawiać bez obecności osoby trzeciej. Taki tryb życia wpłynął niekorzystnie na jego zdrowie fizyczne i samopoczucie psychiczne.

Władysław IV nie miał pojęcia, jak zająć się młodszym przyrodnim bratem i zagospodarować jego osobę. Stało się to powodem dramatu Jana Kazimierza i europejskiego skandalu politycznego. W 1638 r. król Hiszpanii Filip IV zaproponował królewiczowi honorowe stanowisko admirała floty i wicekróla Portugalii. Jan Kazimierz podczas przejazdu przez tereny francuskie wizytował tamtejsze twierdze, co dało pretekst kardynałowi Richelieu do aresztowania go pod zarzutem szpiegostwa na rzecz wrogów Francji.

W związku z zatrzymaniem przyrodniego brata Władysław IV znalazł się w niezwykle niezręcznej sytuacji politycznej, bowiem pomimo powszechnego oburzenia żaden z monarchów europejskich – a zwłaszcza król Hiszpanii Filip IV i cesarz Ferdynand III – nie miał zamiaru wszczynać międzynarodowej awantury politycznej o zwolnienie polskiego królewicza z więzienia.

Jan Kazimierz znalazł się w niezwykle trudnym położeniu. Miejsca, w których był przetrzymywany, nie odpowiadały wymogom członka dynastii królewskiej. Królewicz musiał też płacić z własnych środków za żywność i ubranie dla siebie i całego swojego orszaku, co było dodatkową formą upokorzenia. Najgorsze było jednak to, że pierwszy minister króla Francji – kardynał Armand de Richelieu – zamierzał wykorzystać to uwięzienie jako kartę przetargową w swoich grach dyplomatycznych. Król polski został wciągnięty w bardzo skomplikowaną rozgrywkę mającą na celu najpierw przeniesienie Jana Kazimierza do lżejszego więzienia, a później uwolnienie go z niewoli.

Władysław IV musiał lawirować pomiędzy dbałością o prestiż i honor członka dynastii królewskiej a zachowaniem w miarę normalnych relacji z rosnącą w potęgę polityczną i militarną Francją. Od samego początku uwięzienia królewicza nad jego zwolnieniem pracował na polecenie Władysława IV biskup chełmski, a później prymas Jan Lipski. Wykorzystał swój autorytet zwierzchnika Kościoła katolickiego w Rzeczypospolitej, by od początku 1639 r. wysyłać na dwór francuski i do samego kardynała Richelieu bardzo ostre w tonie listy domagające się natychmiastowego uwolnienia królewicza z więzienia. Posuwał się w nich nawet do zawoalowanej groźby interwencji zbrojnej w obronie honoru Jana Kazimierza. To bardzo zdecydowane stanowisko prymasa łagodził poprzez swoją korespondencję do kardynała Richelieu i króla Ludwika XIII książę Bogusław Radziwiłł – znany we Francji, szanowany i lubiany. Zapewniał on kardynała, że jeżeli zwolni Jana Kazimierza z więzienia, zapewni sobie wdzięczność całego domu Radziwiłłów.

Do zwolnienia Jana Kazimierza doprowadził ostatecznie po długich żmudnych negocjacjach poseł królewski – referendarz litewski Krzysztof Korwin Gosiewski w 1640 r. Mimo sukcesu Gosiewski musiał pójść na ustępstwa. Rzeczpospolita nie mogła dawać wojskowych posiłków wrogom Francji. Władysław IV musiał odwołać wojska zaciągnięte do tej pory i nie mógł zawierać sojuszu z państwami prowadzącymi wojnę z Francją.