© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   19.08.2015

O domowej precedencji

Gdy z wizytą do jakiegoś kraju przyjeżdża ważny dyplomata, w każdym kraju uruchomiona zostaje określona procedura. O porządku odwiedzin, miejscach przy stole, nawet kolejności, z jaką należy uścisnąć dłonie gości przy powitaniu, decyduje ścisły kodeks dyplomatyczny. Każde odstępstwo od norm w nim zapisanych postrzegane jest jako pogwałcenie protokołu.

Współcześni dyplomaci mogliby znaleźć wzorce zachowania w tym zakresie w dawnym dworku szlacheckim. Od najmłodszych lat szlachcice przygotowywani byli do tego, by uczestniczyć w życiu całej rodziny. Niekiedy stosowano dość kontrowersyjne metody wychowawcze, które – jak się okazuje – przynosiły spodziewane rezultaty. Franciszek Karpiński wspominał w swoim pamiętniku, że wyniesione z wczesnej młodości przyzwyczajenie, aby w obecności ojca nie siadać, nie odwracać się do niego tyłem czy nawet nie opierać się o ścianę dla okazania mu szacunku, zostało wystawione na próbę, kiedy już dawno wyrósł z krótkich spodni. Karpiński często pisał o swoich rodzicach, zwłaszcza ojcu, którego surowe metody wychowawcze jakoby miały być źródłem wszelkiej szlachetności poety. Gdy rodzice byli już starzy i mieszkali u swego starszego syna, Karpiński spędzał z nimi wakacje po ukończeniu dwuletniego kursu filozofii w jezuickim gimnazjum w Stanisławowie i części nauk, które pobierał we Lwowie. Pewnego dnia stary ojciec bez uprzedzenia wymierzył Franciszkowi silny policzek w obecności gości. Poeta, przyjąwszy niespodziewaną karę z pokorą, po kilku chwilach doświadczył głębokich, wylewnych uczuć ojca, który rzucił się synowi w ramiona i mówić ze łzami zaczął: „Synu mój! Ja symplak, bo czytać tylko i ledwie się podpisać umiem, a ty już filozof. Doświadczyłem cię tylko, jak też przyjmujesz policzek od ojca twego, ale kiedyś ty skromny i pokorny, kiedy mnie w starości mojej szanujesz (wtem klęknął w środku izby i podniósłszy ręce do góry) – Boże Abrahama, Izaaka i Jakuba, pobłogosław to dziecię moje, niech żyje długo i szczęśliwie”. Pół roku później ojciec poety i pamiętnikarza zmarł, o czym Karpiński pisał jeszcze po kilkunastu latach z nieskrywanym, typowo sentymentalnym, wzruszeniem.

Trzeba pamiętać, że tym się różni kodeks dyplomatyczny od szlacheckiej kindersztuby, że ta ostatnia dotyczy osób, które są połączone poprzez więzy rodzinne. Mamy liczne dowody afektów, które wyrażali ojcowie wobec swoich dzieci i dzieci wobec rodziców. Znajdziemy je w wielu XVIII-wiecznych pamiętnikach, m.in. we wspomnianym pamiętniku Karpińskiego. Pamiętnikarz wspominał swój wyjazd do Wiednia, gdzie miał się zatrzymać u ojca swego znajomego, trynitarza ze Lwowa: Tak szczęśliwie zdarzyło się, że do południa wszystko znalazłem i kiedy list ojcu od syna oddałem, a on go przeczytał – rzucił się na mnie spłakany starzec i z czuciem największym powtarzając [imię] syna, o którym od kilku lat żadnej nie miał wiadomości, ściskał mnie serdecznie (…). Nazajutrz sprowadziwszy się do niego, doznałem przez ćwierć roku mieszkania tam, że prawdziwie rad mi był w domu swoim, a nawet z ciężkością przyjął miesięczną opłatę od stołu i mieszkania mojego. Tak miłość syna, którego on dawno nie widział, zrobiła mi przyjaciela w ojcu, którego nigdy nie znałem.

Julian Ursyn Niemcewicz pisał z kolei w pamiętnikach o swoim patronie Adamie Kazimierzu Czartoryskim, który regularnie, każdego dnia, odwiedzał swego ojca Augusta Aleksandra Czartoryskiego, wojewodę ruskiego, aby okazać mu swoje uszanowanie; po śmierci ojca książę ciężko był nim rozżalonym, i zamknąwszy się przez dni kilka, cały oddany smutkowi, nie widywał nikogo, chociaż w 86 roku zgon ten nie był zadziwiającym. Z kolei Eustachy Sanguszko w pamiętnikach pisanych dla swoich dzieci z czułością opisywał zalety ich dziadków – ze strony matki i własnego ojca, a Urszula z Ustrzyckich Tarnowska tkliwie wspominała swego zmarłego w wieku 72 lat ojca Bogusława Ustrzyckiego oraz matkę z Siemianowskich Ustrzycką zmarłą w 1796 r. w wieku 75 lat.

Zgodne życie domowe, którego gwarantem miało być solidne wychowanie, było ważne z wielu powodów. O wadze związków rodzinnych dla polskiej szlachty najlepiej przypomnieć, oddając głos pamiętnikarzowi: W publicznych zjazdach obywatele na familie się dzielili, a im liczniejsza która była strona z stryjów, wujów, braci rodzonych, nawet do czwartego stopnia oddalonych, to wszystko rachowało się za jedną familię, która się łączyła około najmajętniejszego, starszego wiekiem, lub w urzędzie wyższego, a między obywatelami z cnót, rzetelności, z charakteru, nie tylko od swoich kochanego, ale od innych poważanego. Takowe połączone familie robiły przewagę na sejmikach i o tych przyjaźń starali się magnaci. A to, że – jak mówi dawne przysłowie – rzadka rzecz między braćmi zgoda, to już zupełnie inna historia.

Logo POIiŚ