© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
   |   16.05.2019

Płomień w katedrze

Okropne to było widowisko, ale mocno wierzę, że w kilka lat uporamy się z najważniejszymi problemami odbudowy.

Ta koszulka jest zdecydowanie barokowa, jednakże nie sposób zignorować pożaru Notre Dame, skoro nie zignorował go nawet Donald Trump. Ten ogień zawsze będę miał w oczach. Zdawało się niemal, że ktoś zrealizował barbarzyński projekt polskiego pisarza Brunona Jasieńskiego, autora dzieła pt. Palę Paryż.

Dawno temu bp Łętowski miał się wyrazić o katedrze wawelskiej, że to „katolicyzmu pochodnia gorejąca jasnym światłem”. „Gorejąca pochodnia” – tak to właśnie wyglądało, jakkolwiek katolicyzm we Francji dziś dość chłodny. Przy okazji telewizje jak z motopompy zalały nas potokami bałamutnych informacji, z których niektóre były podawane za wieściami płynącymi z francuskich publikatorów, a niektóre były głupkowatymi wynalazkami rodzimych pseudoekspertów.

Dowiedziałem się zatem, że paryska Notre Dame jest największą katedrą gotycką Europy, że jest jej katedrą najwyższą, no i „modelową”, tzn. swego rodzaju architektoniczną sztancą, z której odbijało się kolejne wielkie kościoły. Wszystko to bzdura i fiume: niektórych rewelacji nie ma co komentować – starczy odwiedzić (bo blisko) katedrę w Gdańsku czy też (trochę dalej) w Kolonii. Wszelako standardowego historyka sztuki może bardziej irytuje nieświadomość faktu, że paryska Notre Dame w swej konstrukcji jest wczesnogotycka. Posiada bowiem tzw. emporę, czyli chór muzyczny. Tymczasem w katedrach „następnej generacji” empory już nie ma i wynikający stąd trójpodział ściany międzynawowej jest cechą charakterystyczną dla gotyku w pełni rozwiniętego: katedr w Chartres, Reims, Amiens. Przez niemal pół życia marzyłem o tej pierwszej, a kiedy wreszcie do niej dojechałem, to fasada stała w rusztowaniach… Co zaś do drugiej, to z telewizora dowiedziałem się też, że (wyjąwszy Saint-Denis) katedra ta leży w najmniejszej odległości od paryskiej Notre Dame. Nieprawda, Chartres jest bliżej, i to o dobre kilkadziesiąt kilometrów. A już nie będę mówił o tym, co komentatorzy telewizyjni nazywają iglicą. Oczywiście chodzi o sygnaturkę. Ale iglica brzmi ostrzej. Uff, wysapałem się trochę.

Ale teraz już bez nerwów. Paryska Notre Dame nie jest ani najważniejszą, ani najświętszą katedrą Francji. Kościół koronacyjny jej monarchów to Reims, a grzebalny – Saint-Denis. U nas, w katedrze wawelskiej, wszystko jest na kupie – plus oczywiście smok. Ale złożyło się tak, że na niebie ludzkiej wyobraźni paryska Notre Dame jest najjaśniejszą gwiazdą, a zapalili jej blask wielcy romantycy, przede wszystkim Victor Hugo (napisał też świetny tekst pt. Wojna wandalom), ale nie można zapominać o Prosperze Mériméem (wielkim szefie Komisji Zabytków Historycznych) czy Charles’u de Montalembercie. Chwała romantykom!

Tym razem media zawiodły tylko częściowo, gdyż przypomniały, że w dziejach katedry niezwykle ważne miejsce zajmuje powieść Hugo Katedra Marii Panny w Paryżu, z centralną figurą Quasimoda. À propos Hugo, to ciekawe zdanie na jego temat wyczytałem u wielce popularnego u młodszych Orhana Pamuka, który twierdzi, że pisarzy kochamy za dwie rzeczy: albo za piękny styl, albo za osobowość. I za osobowość właśnie cenimy Victora Hugo.

Za osobowość też, ale styl, styl miał Hugo wprost przewspaniały. Pamiętacie zdanie zakochanego księdza o cygańskiej tancerce Esmeraldzie: „twoje stopy tańczą na moim brewiarzu”? I co, zły styl? Wcale nie gorszy miał Auguste Renoir, kiedy malował Esmeraldę, roztańczoną na barwnej palecie wielkiego mistrza.

Wiele też mówiło się o zamachu na katedrę w wykonaniu rewolucjonistów, co jest w pewnym stopniu prawdziwe: sankiuloci („sankiloci”, jak twierdził w telewizji pewien znawca) w istocie chcieli zrobić kuku galerii królewskiej z fasady, gdyż zdawało im się, że to królowie Francji, a nie biblijni, jak jest w rzeczywistości. W ogóle dużo mówiono o wandalizmie rewolucjonistów, skądinąd rzeczywistym, nic zaś o prawodawstwie rewolucji chroniącym zabytki kultury narodowej, w tym – średniowiecznej. Szczególnie zasłużył się na tym polu zrewolucjonizowany ksiądz – abbé Grégoire. O tempora!

No, ale kiedy Francja odbuduje paryską katedrę? Polscy znawcy są bardzo sceptyczni, ale ja ufam, że prezydent Macron nie rzucał słów na wiatr. Zostaną zaangażowane tak gigantyczne środki, że w kilka lat Pani Paryża znów rozbłyśnie nad miastem. No to serwus, Madonna.