© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   09.07.2015

Rzeczpospolita a wybuch wojny rosyjsko-tureckiej w roku 1787

Wieść o wypowiedzeniu przez Turcję 16 sierpnia 1787 r. wojny Rosji dotarła do Warszawy pod koniec tego miesiąca. Dostarczył ją do Warszawy kurier z Kamieńca Podolskiego, o czym informowała Gazeta Lejdejska w korespondencji datowanej 3 września. Zawierała ona opis audiencji udzielonej przez wielkiego wezyra posłowi rosyjskiemu Jakowowi Bułhakowowi. Opis ten potwierdza informacje zawarte we wcześniejszych artykułach międzynarodowego czasopisma, datowanych ze Stambułu, Wiednia i Paryża. Rosyjskiemu dyplomacie, czytamy w korespondencji z Warszawy, przedstawiono w punktach żądania Wysokiej Porty, zmierzające do przywrócenia stosunków rosyjsko-tureckich do stanu określonego w traktacie w Kuczuk-Kainardżi, a więc, wyjaśnijmy, oddania zagarniętego przez Rosję w roku 1783 Krymu. Zagrożono Bułhakowowi, że w razie odmowy złożenia przez niego podpisu, wojna zostanie wypowiedziana. Poseł rosyjski nie mógł zadość uczynić żądaniu Turcji, a więc wojna została ogłoszona. Bułhakowa odprowadzono zgodnie z tureckim zwyczajem do więzienia w Zamku Siedmiu Wież wraz z jego sekretarzem i dwoma tłumaczami. Zatrzymano również w porcie stambulskim dwa rosyjskie okręty. Firman wypowiadający wojnę Rosji ogłoszono w Chocimiu 28 sierpnia. Na szczęście, jak stwierdzał warszawski korespondent międzynarodowego czasopisma, zapewniał on Polsce neutralność w konflikcie.

Wieści o wybuchu wojny rosyjsko-tureckiej poprzedzone były spekulacjami co do możliwości takiego obrotu wypadków politycznych.

Pod datą z Warszawy 22 grudnia 1787 r. Gazeta Lejdejska donosi o żywo tam dyskutowanej kwestii zwołania sejmu nadzwyczajnego po węzłem konfederacji w związku z krytyczną sytuacją Polski, wynikającą z wojny pomiędzy Turcją a Rosją. Korespondent warszawski był jednak przekonany, że rząd poradzi sobie bez tego środka. Jego zdaniem plotka ta nie była całkiem bezpodstawna, ale realizacja tego rozwiązania nie wydawała się mu bliska. Zasadzać się ona miała tylko na propozycji jednego lub dwóch członków Rady Nieustającej, nie bardzo oddanych interesom dworu petersburskiego. Krążyły, dowiadujemy się z tej samej relacji międzynarodowego czasopisma, kopie ich wystąpień. Motywy ich inicjatywy miały być jednak zbyt ryzykowne. Łatwo było, zdaniem warszawskiego korespondenta, przewidzieć niebezpieczne ich skutki, w sytuacji gdy nic nie mogło być dla Polski bardziej fatalne niż konflikt między jej obywatelami. Król i Rada Nieustająca zamierzają jedynie doraźnie osłonić wojskiem granice przed jakąkolwiek inwazją. Zamiar taki wynikać miał z wymiany listów między dowódcą rosyjskim baronem d’Elmpt a dowodzącym ukraińską partią wojsk koronnych Szczęsnym Potockim. Ową wymianę korespondencji Gazeta Lejdejska opublikowała w całości w tłumaczeniu na francuski. Generał d’Elmpt zapytywał Potockiego w liście z 18 listopada o jego plany w związku ze spodziewanym wtargnięciem Turków w granice Rzeczypospolitej. Rosyjski dowódca chciał wiedzieć, czy wojska wojewody ruskiego działać będą w porozumieniu z jego korpusem, czy też niezależnie i czy ma on jakiś plan na ten wypadek. Następnie d’Elmpt zapowiadał wydanie wkrótce rozkazów swoim oddziałom zajęcia nowych stanowisk, których geograficzne rozmieszczenie również w swoim liście do Potockiego szczegółowo określił. Potocki odpowiedział na to pismo dwa dni później. Wojewoda ruski informował rosyjskiego generała o rozkazach nakazujących mu osłanianie granicy tureckiej i utrzymywanie spokoju w pogranicznych regionach. Oddziały polskie miały mieć rozkaz wycofania się w głąb terytorium Rzeczypospolitej, w chwili gdy zluzują je wojska rosyjskie. Potockiemu polecono wysłać kuriera z tymi samymi informacjami do feldmarszałka Rumiancewa. Wojewoda ruski prosił d’Elmpta o wiadomość, kiedy jego oddziały ruszą celem zajęcia nowych pozycji tak, aby Polacy mogli wycofać się na swoje. Wyrażał też nadzieję na osobiste spotkanie celem uzgodnienia przyszłych posunięć.

W suplemencie tego samego numeru Gazety Lejdejskiej stwierdzano, że inwazja turecka grozi Rzeczypospolitej w konsekwencji udzielenia przez tę ostatnią cichego pozwolenia armii rosyjskiej rozlokowania się na jej terytorium. Zagrożenie pochodzić miało od zbliżających się od strony Besarabii Tatarów pod dowództwem nowego chana krymskiego Szach-Gireja. Ten ostatni napisał do Szczęsnego Potockiego po turecku 3 grudnia, na co wojewoda ruski odpowiedział trzy dni później. I tę wymianę korespondencji Gazeta Lejdejska przytoczyła w całości. List tatarskiego chana utrzymany był w przyjaznym tonie i zapewniał o woli utrzymania pokoju z Rzecząpospolitą. Zawierał jednak także pytania o obecność wojsk rosyjskich na jej terytorium, o nazwiska jej dowódców, o to, czy mają one kwaterować tam także zimą, a wreszcie, czy mają rozkaz maszerować przeciw Turkom i Tatarom. Potocki w odpowiedzi zapewnił chana o woli króla i Rzeczypospolitej zachowania pokoju z Portą. Oświadczył jednak, że otrzymał rozkazy zbrojnego przeciwstawienia się bandom, które mogłyby wtargnąć do Rzeczypospolitej od strony Turcji. Co do pytań dotyczących armii rosyjskiej, zasłonił się brakiem rozkazów obserwowania jej posunięć i skupieniem się wyłącznie na swoich obowiązkach. Co, jak mogli stwierdzić ostatnio czytelnicy Gazety Lejdejskiej nie było całą prawdą.

W ostatnich dniach grudnia roku 1787 z Warszawy donoszono redakcji w Lejdzie o spotkaniu noworocznym w hetmanowej Ogińskiej w Siedlcach. Oprócz męża gospodyni stawili się tam liczni magnaci, z których tylko marszałka nadwornego litewskiego Ignacego Potockiego wskazano imiennie. Wśród gości znajdował się także poseł pruski Ludwig Buchholtz. Autor artykułu zdawał się wierzyć w czysto towarzyski, świąteczny cel tego zjazdu. Do owego momentu, informował czytelników międzynarodowego czasopisma, liczba magnatów orientujących się na dwory cesarskie znacznie przeważała liczbę tych, którzy w obliczu wojny rosyjsko-tureckiej sprzeciwiali się im. Stanisław August miał w Radzie Nieustającej znajdować poparcie dla swych koncepcji zapewnienia Rzeczypospolitej bezpieczeństwa. W pewnych sprawach, ujawniała korespondencja z Warszawy, Rada Nieustająca jest jednak bezradna. Autor artykułu miał tu na myśli powołanie przez pograniczne województwa milicji. Województwo wołyńskie wystawiło na swój koszt 1400 konnych ochotników. Jak się tu dowiadujemy, większość z nich stanowiła drobna szlachta, szukająca kariery w wojsku. W komentarzu stwierdzano, że, jeśli oddziały te pozostaną niezależne od Departamentu Wojskowego Rady Nieustającej, to z czasem wynikną z tego wielkie niedogodności. Niewątpliwie komentarz ten odzwierciedlał obawy Stanisława Augusta w odniesieniu do formowania przez południowe województwa milicji. Pod koniec roku 1787 i na początku następnego, zjazdy szlachty tych województw powoływały takie oddziały z inicjatywy opozycyjnych wobec dworu warszawskiego magnatów. Formalnie służyłyby one ochronie pogranicznych województw zagrożonych wojną rosyjsko-turecką. W rzeczywistości mogły stać się narzędziem skierowanym przez opozycję przeciw dworowi. Inicjatywy te upadły dzięki przeciwdziałaniu Stackelberga, który, zgodnie z poleceniem Katarzyny II, dążył przede wszystkim do utrzymania spokoju w Rzeczypospolitej. Z tego względu imperatorowa nie udzieliła też poparcia planom niezależnej od króla konfederacji, podsuwanym jej przez hetmana Branickiego.

Pod datą z Warszawy 12 stycznia 1788 r. Gazeta Lejdejska nazywała sytuację Rzeczypospolitej, spowodowaną konfliktem rosyjsko-tureckim, trudną i kłopotliwą. Rząd wydawał się jej korespondentowi niezdecydowany, co do zajęcia stanowiska. Mimo sprzyjaniu dworowi petersburskiemu, unika on jasnego opowiadania się przeciw interesom Porty. Szczęsny Potocki znów domagać się miał instrukcji od Rady Nieustającej, co czynić mu wypada na ewentualność wtargnięcia Turków, którzy mogą skorzystać z pretekstu dostarczonego przez wejście do Rzeczypospolitej oddziałów rosyjskich. Odpowiedziano mu w sposób ogólny, czytamy, że w takich przypadkach ma działać według okoliczności i dla dobra ojczyzny, by móc za to odpowiedzieć na przyszłym sejmie.

Cztery dni później ten sam przypuszczalnie warszawski korespondent pisał do lejdejskiej redakcji o wpływie na polskich magnatów mocarstw, patrzących zazdrosnym okiem na perspektywę powiększenia przez dwory cesarskie swych terytoriów kosztem Turcji. Nad owymi magnatami zdecydowaną jednak przewagę miał mieć król i Rada Nieustająca. Korespondent przewidywał na wypadek wtargnięcia Turków w granice Rzeczypospolitej, użycie przez nią 30 000 żołnierzy, którymi rzekomo dysponowała, aby bronić swego honoru i bezpieczeństwa. Autor relacji z Warszawy sprawozdawał odnowienie się plotki o przyszłym zawiązaniu konfederacji. Uznał ją jednak za równie niepewną, jak tę, głoszącą zamiar obłożenia właścicieli dóbr podatkiem w wysokości 30 rubli na utrzymanie jednego żołnierza.

Gazeta Lejdejska poinformowała wkrótce z Warszawy o złożeniu przez posła austriackiego 12 stycznia noty Radzie Nieustającej, domagającej się pozwolenia na swobodny przemarsz oddziałów cesarskich przez ziemie Rzeczypospolitej. Nie odmawiając tej prośbie, Rada poprosiła o pośrednictwo króla, aby uzyskał zapewnienie Austriaków o zapłaceniu przez nich po cenach rynkowych za dostawy dla wojsk cesarza. Korespondent międzynarodowego czasopisma uznał za bardzo mało prawdopodobne, aby Polska, wpuszczając wojska rosyjskie i austriackie, mogła uniknąć choćby pośredniego uwikłania w wojnę. Pasza chocimski zwrócił się z żądaniem do Szczęsnego Potockiego o zgodę na przejście przez terytorium polskie, w sytuacji przekroczenia przez Turków Dniestru. Wojewoda ruski odpowiedział, że jego wojsko zmuszone będzie przeciwstawić się temu zbrojnie, aby Rzeczpospolita nie stała się teatrem wojny.

W tym samy artykule powracał temat milicji, powoływanych przez pograniczne województwa. Tym razem czytamy o rozpoczęciu rekrutacji co setnego mieszkańca na sto domostw województwa podolskiego. Mówiło się także o powzięciu podobnego postanowienia przez nadzwyczajny sejmik wołyński. Książę Adam Kazimierz Czartoryski, właściciel wielkich dóbr na Podolu, jak przypominano, dostarczyć już miał 120 ludzi, nie licząc 200 kozaków odstawionych pod rozkazy Szczęsnego Potockiego. Generał ziem podolskich przekazał też owej milicji kilka armat. Sejmik nadzwyczajny odbyć się miał z inicjatywy województwa podolskiego i wołyńskiego, za zgodą Rady Nieustającej. W każdym z tych województw powołano 50-osobowe komisje, celem zajęcia się problemami aprowizacyjnymi, wynikającymi ze stacjonowaniem na tym obszarze tak wielkiej liczby wojsk.

Pod datą z Warszawy 30 stycznia Gazeta Lejdejska pisała o wyrażonych na posiedzeniu Rady Nieustającej pochwałach Stanisława Augusta patriotycznej postawy Szczęsnego Potockiego. Wojewoda ruski miał wypłacić z własnej kieszeni 10 000 dukatów awansem na potrzeby pozostających pod jego komendą wojsk koronnych. Pochwały te uznano za tak znaczące, że postanowiono wpisać je do protokołu Rady. Za pogłoski całkowicie fałszywe warszawski korespondent międzynarodowego czasopisma uznał wieści o tworzącej się jakoby konfederacji w Wielkopolsce i o jakimś kordonie rozciągniętym od strony granicy ze Śląskiem. Pochodzenie tego kordonu wyjaśnia następujący potem komentarz. Korespondent z Warszawy przyznawał prawdziwość występowaniu opozycji wobec polityki dworu warszawskiego, orientującego się na dwory cesarskie. Opozycja ta miała znajdować swą bazę w rejonach sąsiadujących z posiadłościami Prus.

Na początku lutego do Warszawy dotarła wiadomość o incydencie w Bałcie. Artykuł Gazety Lejdejskiej cytował list otrzymany w Warszawie z Ukrainy. Dowiadujemy się tu o napadzie na polska komorę celną w Bałcie, dokonanym 27 stycznia przez liczącą około 400 Wołochów i innych włóczęgów bandę. Zabito tam kasjera i dwóch urzędników, rabując 39 000 złotych. Trzeci urzędnik, który miał szczęście wyrwać się z ich zabójczych rąk, powiadomił generała Józefa Bielaka. Ten ostatni dowodził kwaterującym w pobliżu pułkiem. Nakazał on pościg za rabusiami 300 swoim kawalerzystom, z których większość stanowić mieli polscy Tatarzy. W pościgu zapuścili się oni na 12 mil w głąb tureckiego terytorium. Tam, w stepie dopadli i rozgromili rabusiów, mimo ich wściekłej obrony. W rezultacie, wzięto 200 jeńców i odzyskano 60 000 złotych, skradzionych w kasie w Bałcie i innych miejscach. Tatarzy polscy powrócić mieli jako tryumfatorzy, straciwszy niewielu ludzi. List zawiera komentarz dla, jak czytamy, uspokojenia obywateli Rzeczypospolitej. Powracając, polscy Tatarzy napotkać mieli na granicy żołnierzy tureckich. Co ostatni, gdy dowiedzieli się o powodzie akcji polskiej jazdy, zapewnili, że, w razie ponowienia się takiej sytuacji, dopomogą w zatrzymaniu i ukaraniu podobnych złodziei.

W marcu 1788 r. pod datą z Warszawy Gazeta Lejdejska spekulowała na temat ewentualnych wrogich kroków Porty wobec Rzeczypospolitej. Uznała je za mało prawdopodobne w sytuacji, gdy Turcy mieli naprzeciw siebie dwie wielkie potęgi. Polska, mniej potężna, mogłaby jednak okazać się dość niebezpieczna, gdyby opowiedziała się przeciw Turcji. Znów przytoczono tu fragmenty korespondencji pomiędzy Szczęsnym Potockim z paszą chocimskim. Pasza deklarował zdziwienie zgodą Rzeczypospolitej na wejście Rosjan na Ukrainę i oświadczał się upoważnionym do podążania za nieprzyjacielem, gdziekolwiek by się on nie znajdował. Wojewoda ruski odpowiedział prostodusznie, że słabość Rzeczypospolitej nie dozwoliła jej sprzeciwić się siłom rosyjskim tak bardzo przewyższającym jej siły. Podkreślił jednocześnie brak zgody króla i Rady Nieustającej na prośbę o wolny przemarsz wojsk austriackich. Dowodzić to miało, zdaniem Potockiego, że Polska nie bierze żadnego udziału w operacjach armii cesarskich przeciw Porcie. Dowódcy tureccy, mimo nie podejmowania wrogich Polsce kroków, deklarowali, że przestała być ona przyjaciółką Turcji. Odmówili też wydania zbiegłych z pułku Józefa Lubomirskiego kilku żołnierzy. Spodziewano się wkrótce, prognozował warszawski korespondent Gazety Lejdejskiej, podjęcia wrogich kroków od strony Chocimia, gdzie książę Friedrich Josias von Saxen-Coburg rozpocząć miał oblężenie. Polskim oddziałom polecono, aby uniknąć wmieszania się w starcie, wycofać się w stronę Mohylowa i Bałty.

Wiadomości holenderskiej gazety z Warszawy z połowy marca utrzymane były w tonie alarmistycznym. Niepokój wynikał z wieści napływających z frontu wojny, które czyniły zachętę dla tych, którzy życzyli sobie oddzielenia Gdańska od Rzeczypospolitej. Zwiększała się, czytamy tu, liczba dezerterów z niewielkiej armii polskiej, przechodzących na stronę turecką. Nie dość choroby króla, chory był także polski głównodowodzący na Ukrainie Szczęsny Potocki. Koronna Komisja Skarbowa otrzymała od urzędników celnych skargi na porwanie przez Rosjan kilkuset polskich poddanych na Ukrainie. Zostali oni wcieleni do rosyjskiej armii jako byli poddani imperatorowej, którzy schronili się niegdyś w Rzeczypospolitej.

Logo POIiŚ