© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   09.08.2018

„Sobiesciana” a Orient w zbiorach drezdeńskich

Galeria Druga – czytamy opis ekspozycji w niemieckojęzycznym przewodniku z 1834 r. po drezdeńskim Muzeum Historycznym autorstwa Johanna Gottloba von Quandt – najpierw widzimy w pierwszym rzędzie zbroję łuskową i hełm [Schuppenpanzer], które nosił szlachetny Jan Sobieski [Johann Sobiesky]. Składa się ten pancerz z wielu małych tarczek, które mają formę jakby dachówek, a na każdej z tarczek widnieje krzyż. Dowiadujemy się też z tej publikacji, że nad drzwiami obok jego pancerza wisiał portret Jana III, malowany przez La Croix (tłum. P. Freus). To zapewne stąd wywodzi się dawna i ciągle silna tradycja mówiąca o tym, że w drezdeńskim Zwingerze przechowywane są osobiste pamiątki po królu Sobieskim, związane z Odsieczą Wiedeńską. Za dobrą monetę wzięli tę tradycję polscy badacze i pisarze z XIX w. Karacenę tę, jako Zbroję Jana Sobieskiego w Zbrojowni Królewskiej w Dreznie opublikowali w drugim tomie swego luksusowo ilustrowanego wydawnictwa Wzory sztuki średniowiecznej i z epoki odrodzenia po koniec wieku XVII w dawnej Polsce, wydanego w Warszawie w latach 1855-1858, Alexander Przezdziecki i Edward Rastawiecki. Podali oni wymiary karaceny i hełmu – odpowiednio: 53 i 22 cm. Następnie opisali dzieła: Orzeł złoty na hełmie, kolor biały i czerwony piór strusich, i buława nadają jej niezawodne cechy zbroi polskiej. Nie wiadomo tylko, dlaczego krzyżyki maltańskie zdobią wszystkie karpie łuski pancerza, a większy na ryngrafie błyszczy; zamieszczając przy tym barwną ich chromolitografię , wykonaną przez H. Waltera w warszawskim zakładzie Maksymiliana Fajansa przy ul. Długiej 550. Napisali też, że w czasie Odsieczy Wiedeńskiej, w której uczestniczył z 10 tysięcznym korpusem elektor saski Jan Jerzy III, Jan Sobieski z rycerskim xiążęciem zbroje zamienili. Taka bowiem tradycya zachowała się w Dreznie o zbroi. Na poparcie tej tradycji przywołali wypowiedzi Jana III w listach do królowej Marii Kazimiery związane z elektorem saskim. Z xięcia Lotaryńskiego [Karola V] jestem niewymownie kontent […] sam odbiera zawsze odemnie parol – pisał król do Marysieńki w liście Za Dunajem u mostu pod Tulnem z 9 września 1683 r. – Toż uczynił wczoraj et M. de Saxe [Pan Saski – elektor saski], gdy się już ich z nami złączyły wojska, które dnia wczorajszego widzieliśmy, arcy-piękne, gromadne, mundurowne i w wielkim porządku. […] Xiążę Saski objeżdżał ze mną wczoraj wojska, w tejże swojej codziennej czerwonej sukni; na koniu u rzędzika trzy albo cztery cętki z białego srebra. Lokaja ani pazia żądnego, namiociska z prostego ćwilichu, nawet i assystencya bardzo mała koło niego i to chyba z samych officyerów. Gwardya jednak, która wczoraj za nim poszła, bardzo piękna i porządna jako i całe wojsko. I dodawał w kolejnym liście, pisanym Z gór Kahlenberg nazwanych…, 12 września, tuż przed bitwą: Saski poczciwy człowiek, w którego sercu niemasz zdrady, spadł onegdaj nieboraczeńko z konia, i podrapał sobie twarz. Przezdziecki i Rastawiecki wskazali nawet moment i bezpośredni powód, dla którego Jan III miałby „zamienić” swą karacenę z Janem Jerzym: Elektor Saski widząc z pagórka, że Turcy z rozpaczy po straconej bitwie rozsiekiwali na kępie w Dunaju chrześcijan niewolników, rzucił się na nich z gwardyą swoją i ocałił nieszczęśliwych jeńców od rzezi. Równocześnie sumiennie autorzy dodawali, że karacena (a z nią zapewne i szyszak) złożoną została w zbrojowni królewskiej Drezdeńskiej 23 maja 1719 roku; zatem na długo po Odsieczy Wiedeńskiej.

Te tradycję zbroi – daru Jana III dla elektora saskiego utwierdzili autorzy kilku jubileuszowych publikacji poświęconych Sobieskiemu, wydanych w 1883 r. Wspaniałą jest zbroja Sobieskiego, znajdująca się w muzeum historycznem w Dreznie [sic]. Na stalowym szyszaku, ozdobionym piórami, unosi się orzeł – pisał Józef Łoski, powątpiewając równocześnie w tradycję daru króla dla elektora na polu wiedeńskim – Jakim sposobem zbroja, będąca niejako symbolem dziejowego posłannictwa Sobieskiego, dostała się do Drezna, z pewnością niewiadomo, miejscowe bowiem podanie, że po bitwie wiedeńskiej, podarował ją król elektorowi saskiemu, na wiarę nie zasługuje, bardziej prawdopodobnem jest przypuszczenie, że po śmierci Jana III, August II otrzymał ją w darze od jednego z bawiących na jego dworze królewiczów Sobieskich. Dajemy wyobrażenie tej zbroi, która jest jednym z piękniejszych tego rodzaju polskich zabytków. Łoski zapewne wiedział już, że Jan III 12 września 1682 r. nie walczył w zbroi. W Dreźnie w zbrojowni znajduje się piękna zbroja króla Jana III i pałasz, które miał nosić w czasie odsieczy Wiednia – pisał z kolei Julian Kołaczkowski – Zbroja złożona jest z łuski stalowej, a na każdej łusce znajduje się czarny krzyż. Na stalowym szyszaku wznosi się orzeł biały z rezpiętemi skrzydłami, jakby w górę ulatywał. Karacena i szyszak z drezdeńskiej zbrojowni jako sobiesciana pokazywany był także na rocznicowej „Wystawie Historycznej” urządzonej w Nowym Ratuszu w Wiedniu w 1883 r., co skrupulatnie odnotowali odwiedzający ją Polacy, np. Teodor Nieczuja-Ziemięcki (1845-1916), kustosz Muzeum Narodowego w Krakowie w latach 1883-1902. Tradycja łączenia drezdeńskiej karaceny i szyszaka z Janem III stała się w Polsce tak silna, że uległ jej jeszcze w 1996 r., pisząc swój esej o zbrojowniach Sobieskiego na potrzeby katalogu wystawy wilanowskiej „Tron pamiątek…”, znakomity znawca dawnego uzbrojenia i XVII w. – Zdzisław Żygulski junior.

Jednak w ciągu XIX w. wśród muzealników w Dreźnie musiano zwątpić w tę tradycję, skoro dwa wydania przewodnika po Muzeum Historycznym, pióra Maxa von Ehrenthal, z lat 1897 i 1899, podają przy karacenie i szyszaku, eksponowanych wtedy w szafie IV w Sali zwanej Turecki Namiot, że były one dawniej wiązane z królem Janem III Sobieskim. Najpewniej źródłem tej rewizji poglądów był motyw dekoracyjny karaceny w formie – jak je zinterpretowano – krzyży maltańskich. Wskazywałyby one na to, ze uzbrojenie należało do kawalera Zakonu Maltańskiego. A jak wiadomo, Sobieski nigdy nim nie był. W Polsce próbowano wyjaśnić tę sprawę w dość karkołomny sposób, byleby tylko nie rezygnować z tradycji drezdeńskiego uzbrojenia-sobiescianum, pamiątki po Odsieczy Wiedeńskiej. Rzecz dziwna że nie rozumiano dotąd znaczenia maltańskich krzyżyków, będących na tej zbroi, co przecież religijny charakter wojny r. 1683 dostatecznie wyjaśnia – pisał w 1883 r. Józef Łoski – Kiedy Polacy wyruszyć mieli na wyprawę wiedeńską, nuncyusz papiezki Pallaviceni, udzielił w imieniu ojca świętego, królowi, hetmanom i starszyźnie wojskowej, błogosławieństwo, przyczem dołączone były odpusty, które stolica apostolska dawała niegdyś krzyżowcom. Pod chorągwiami z wyobrażeniem krzyża maltańskiego, wyruszyło też w pole rycerstwo polskie, a na wielu przechowujących się z tej epoki pancerzach, błyszczy krzyż, używany przez zakon, który miał na celu ciągłą walkę z niewiernymi. Słusznie zatem naczelny wódz wojsk chrześcijańskich, który przedstawiał ideę wojny w obronie krzyża, miał zbroje okrytą temi świętymi godłami. Nie przekonało to niemieckich badaczy. W opublikowanej w 1933 r. książce o Auguście Mocnym Erna von Watzdorf (1892-1976), ówczesna kustosz Muzeum Historycznego w Dreźnie, wysunęła przypuszczenie, zakładając, że karacena nosi na sobie znaki Zakonu Maltańskiego, że należała ona do kawalera maltańskiego. Badaczka zaproponowała Hieronima Lubomirskiego, uczestnika Odsieczy Wiedeńskiej, jako pierwszego właściciela zbroi. Gdy karacena wraz z szyszakiem pokazywane były w 1997 r. w warszawskim Zamku Królewskim na głośnej wystawie „Pod jedną koroną…”, niemiecki autor hasła zdecydowanie opowiedział się za tą propozycją. Podążmy zatem tym tropem…

Książę Hieronim Lubomirski (1647-1706), syn rokoszanina Jerzego Sebastiana Lubomirskiego, marszałka wielkiego koronnego, został kawalerem maltańskim w wieku 20 lat. Ciekawa jest historia burzliwego „maltańskiego epizodu” Hieronima Lubomirskiego, jak to określił Tadeusz W. Lange, badacz tego etapu życia księcia. Opublikował on dokument (wypis z diariusza Carla Cartariego, prawnika konsystorskiego i archiwariusza w papieskim Zamku św. Anioła), z 11 grudnia 1668 r., w którym czytamy: Tego dnia we wtorek w Chiesa Nuova brat Vincenzo Rospigliosi [baliw Zakonu Maltańskiego, wpływowy krewny urzędującego papieża Klemensa IX], stojąc pod baldachimem, zgodnie ze zwykłym ceremoniałem mianował kawalerem maltańskim Polaka Lubomirskiego [Hieronima], który będąc uprzednio opatem [komendatoryjnym, tj. świeckim, opactwa Benedyktynów w Tyńcu] nie mógł wziąć udziału w Sejmie, który teraz odbywa się w Polsce, i dlatego będzie w nim uczestniczył jako kawaler maltański, i musi wyjechać jak najszybciej z kurierem pocztowym. Tego ranka Kawaler Rospigliosi organizuje niezwykle wystawny bankiet dla ponad czterdziestu Kawalerów, który będzie kosztował około 1000 skudów. Wydarzenie to było na tyle doniosłe, że odnotowało je angielskie czasopismo „The London Gazette” w numerze z 15 grudnia 1668 r., gdzie czytamy: W ostatni wtorek pan baliw […] Vincenzo Rospigliosi wielce uroczyście przyoblekł w habit Zakonu św. Jana Jerozolimskiego [Zakonu Maltańskiego] księcia Lubomirskiego (któremu papież później nadał jego krzyż) w przytomności [obecności] 40 rycerzy tego zakonu, których podjął wspaniałą ucztą. Powiadają, iż papież wymógł na nim, by ustanowił w Polsce komandorię pod auspicjami Zakonu Maltańskiego i że [Lubomirski] zobowiązał się do utrzymania galer celem walki z Turkami; wczoraj rzeczony książę wyjechał stąd [z Rzymu] do Polski. Jak przypuszcza Lange, pozyskanie Lubomirskiego do Zakonu Maltańskiego mogło wiązać się z osobistymi nadziejami papieża na zmontowanie koalicji antytureckiej, która pozwoliłaby przełamać 21-letnie oblężenie Kandii (Heraklionu), ostatniego bastionu Wenecjan na Krecie, niemal całkowicie opanowanej już przez Osmanów. Wiadomo, ze Lubomirski zjawił się na Malcie w 1669 r., ale chyba nie przyłączył do zmagań kreteńskich z Turkami. Zapewne też nie wystawił owych dwóch przyrzeczonych galer bojowych własnym sumptem zorientowawszy się, jako bardzo kosztowne to przedsięwzięcie. Wiadomo natomiast, że Lubomirski przywiózł z la Valetty, stolicy Malty, dla nowokoronowanego polskiego króla – Michała Korybuta Wiśniowieckiego, list gratulacyjny od ówczesnego wielkiego mistrza Zakonu – Nicolasa Cotonera. Niewykluczone, że Lubomirski miał pewne własne racje i „interesa” – oprócz prestiżowych – zostając kawalerem maltańskim. Otóż mocą testamentu z 1618 r. umierającego bez męskiego potomka ks. Janusza Ostrogskiego, jego ordynacja, obejmująca na Wołyniu aż 24 miasta i 392 wsie (w 1622 r. miały być warte 6 mln złotych polskich a rocznego dochodu dawać 1 mln!), po bezpotomnym wygaśnięciu spokrewnionego rodu Zasławskich i zrodzonej z nich linii Radziwiłłów, miała przypaść w zarząd polskiemu, ruskiemu lub litewskiemu kawalerowi maltańskiemu jako ordynatowi. Testament ten zatwierdził w 1667 r. Sejm. Poczynania Lubomirskiego wydają się być skutkiem chęci przejęcia Ordynacji Ostrogskich. Pierwszym krokiem było przyjęcie „rodzinnej” komandorii maltańczyków w Stwołowiczach (ob. Białoruś) od jej dysponenta Michała Kazimierza Radziwiłła (szwagra króla Jana III). Gdy w 1673 r. zmarł młodo ostatni z Zasławskich, Lubomirski, lubo zajęty ze swymi pancernymi i dragonami walkami pod Chocimiem, a potem w Mołdawii, uzyskał od wielkiego mistrza Cotonera pełnię pełnomocnictw w sprawie przejęcia dóbr ordynackich dla Zakonu Maltańskiego. W tym celu Lubomirski występował na sejmikach i Sejmach w latach 1674, 1676 i 1678/79 z suplikami, bezskutecznie jednak (sprawa Ordynacji Ostrogskiej rozstrzygnięta została dopiero w XVIII w.). Piął się jednak Lubomirski dalej w karierze zakonnej – w 1682 r. dzięki wsparciu króla Jana III przejął, choć przez pełnomocnika, starą i najważniejszą polską komandorię w Poznaniu, przy kościele św. Jana Jerozolimskiego, nie dostał jednak zatwierdzenia tej godności od nowego wielkiego mistrza, Gregoria Carafy. Tymczasem, jak wiadomo, bił się Lubomirski dzielnie na żołdzie cesarskim przez cały okres Wiedeńskiej Kampanii. W 1685 r. zrezygnował jednak ze służby u Habsburgów, dosłużywszy się rangi generała artylerii, i powrócił do kraju. Został marszałkiem wielkim koronnym, a następnie hetmanem wielkim koronnym. Nie mając widoków na dalszą karierę w Zakonie Maltańskim dokonał rzeczy skandalicznej – złamał śluby czystości i potajemnie ożenił się. Gdy rzecz się wydała, papież zażądał unieważnienia małżeństwa. Ostatecznie w 1690 r. udało się Lubomirskiemu uzyskać papieskie zwolnienie ze ślubów zakonnych oraz zalegalizowanie małżeństwa, a tym samym zakończyła się „maltańska przygoda” księcia. Możliwe jest więc, że przechowywana w Dreźnie karacena jest po niej materialną pamiątką, może jedyną. Nadal jednak brak zadowalającego wyjaśnienia, w jaki sposób karacena i szyszak „po kawalerze maltańskim”, hipotetycznie – Hieronimie Lubomirskim dostała się do zbiorów drezdeńskich. Jako dar czy łup wojenny? Wiadomo, że w okresie swego hetmaństwa Lubomirski okresowo zwalczał Augusta II Sasa.

Przy wyjaśnieniu tej kwestii nie należy tracić z oczu także innych możliwości interpretacji drezdeńskiej karaceny i szyszaka. W otoczeniu króla Jana III znajdowali się inni kawalerzy maltańscy, np. marszałek nadworny litewski Kazimierz Michał Pac, kawaler maltański od ok. 1677 r., wysłany przez Sobieskiego w kwietniu 1682 r. na Maltę z misją dyplomatyczną. Sam Sobieski musiał darzyć Zakon Maltański pewną atencją, jeśli to rzeczywiście za jego czasów i woli stanął w południowej części dzisiejszego parku pałacu wilanowskiego znak tego zakonu, jak przypuszczał zasłużony badacz Wilanowa, Wojciech Fijałkowski. Uczony jednak nie wypowiedział się szerzej na temat, dlaczego ustawiono na wzgórzu przy gościńcu biegnącym obok wilanowskiego folwarku, w miejsce drewnianego krzyża, istniejącą do dziś kamienną kolumnę toskańską, zwieńczoną złoconym krzyżem maltańskim osadzonym na kuli. Może upamiętnia on Bartłomieja Nowodworskiego (1552-1625)? Był on od 1605 r. kawalerem maltańskim, od 1624 r. komandorem poznańskim, fundatorem w latach 1617-1619 słynnych Szkół Nowodworskiego w Krakowie, przygotowujących do studiów na tamtejszej Akademii. Przypomnieć należy, że Jan Sobieski wraz z bratem Markiem byli adeptami tej instytucji, wybranej nie przypadkiem przez jego ojca Jakuba, który dobrze znał Nowodworskiego i jego pogrzeb w warszawskiej kolegiacie Św. Jana okrasił przemową. A może krzyż ten upamiętnia wspomnianą wyżej legację Paca do La Valetty, której zadaniem – wedle zamysłu króla – było aktywne włączenie Zakonu Maltańskiego do spodziewanej akcji przeciwko Turkom w ramach papieskiej Ligi Katolickiej. Wreszcie monument ten może związany jest z założoną w Stwołowiczach w 1609 r. przez Radziwiłłów „rodzinną” komandorią maltańczyków? Wszak szwagrem Jana III był Michał Kazimierz Radziwiłł… Sprawa wilanowskiej Kolumny Maltańskiej wymaga dogłębnego zbadania.

Wracając do karaceny i szyszaka w zbiorach Drezna, Zbigniew Bocheński, przedwojenny jeszcze znawca i badacz karacen, podkreślał ich wyjątkowość, nawet w kontekście wiedzy, że każdy z zachowanych egzemplarzy jest właściwie niepowtarzalny w formie, konstrukcji i dekoracji. Drezdeńska karacena i szyszak były dlań nie tylko jedynymi znanymi przykładami polskiej zbroi łuskowej w zbiorach obcych, lecz także wyróżniały się morfologicznie na tle znanych Bocheńskiemu karacen (ok. 15 sztuk) i karacenowych szyszaków (ok. 30 sztuk) w zbiorach polskich. Cechami wyróżniającymi drezdeński szyszak były dla badacza jego łuskowe policzki oraz zwieńczenie w formie figurki orła. Z kolei karacenę drezdeńską wyróżniają w ocenie badacza: ostry wykrój dolnej partii napierśnika; brak maszkaronów na naramiennikach, które zastępują mini-maszkarony umieszczone w pachach napierśnika; naramienniki, które w niezwykły sposób – jaki pisze Bocheński – składają się z kilku wydłużonych części, ostro ściętych na końcach, odgraniczonych wyraźnie od siebie i w granicach tych pokrytych całkowicie łuską”; ślady po dekoracji z emalii (szmelcowaniu); i oczywiście dekoracja łusek napierśnika, o których Bocheński pisze: Małe lwie główki […] na dużych sercowatego kształtu łuskach, biegnących pionowym rzędem przez środek napierśnika” – dodając o sposobie jego ozdobienia – jest jeszcze o tyle oryginalny, że pozostałą resztę łusek ozdabiają zamiast [typowych] rozetek maleńkie złocone krzyże kawalerskie, względnie […] maltańskie. Badacz ten zdystansował się zarówno od tezy o dekoracji karaceny związanej z Zakonem Maltańskim i powiązania uzbrojenia z osobą Hieronima Lubomirskiego, jak i od tezy wiążącej ją z królem Janem III. Przy okazji Bocheński powołał się na listowną informację od wspomnianej wyżej drezdeńskiej kustosz Erny von Watzdorf, że po raz pierwszy twierdzenie o związkach zbroi i szyszaka łuskowego z Sobieskim pojawiła się w inwentarzu Zbrojowni w Dreźnie z 1783 r. Zdaniem Bocheńskiego, dwa duże krzyże widniejące na napierśniku karaceny drezdeńskiej – jeden mniejszy na środku napierśnika, drugi większy na obojczyku, to są zwykłe w dekoracji zbroi łuskowej krzyże kawalerskie, zazwyczaj wycięte z blachy mosiężnej lub miedzianej i pozłacane, które podobnie jak na płytowych zbrojach husarskich, stanowią oznakę szlacheckiego autoramentu ówczesnej jazdy polskiej. Krzyżyki na łuskach – odznaczające się wyjątkowo pięknym krojem – byłyby, zdaniem badacza, tylko oryginalnym powieleniem motywu krzyża kawalerskiego. Czyżby zatem trop „maltański” był fałszywy? Niekoniecznie, warto jednak wskazać, ze krzyże na drezdeńskiej zbroi są inne o typowych krzyży kawalerskich: ich ramiona są smuklejsze a ich poszerzone zakończenia rozwidlają się „w jaskółczy ogon”, jak u typowego Krzyża Maltańskiego. Jeśli „maltański trop” jest jednak fałszywy, to jednak nie jest to równoznaczne z przyjęciem tezy o drezdeńskiej karacenie jako sobiescianum. Mimo to należy podkreślić, że w oficjalnej ikonografii króla Jana III karacena odegrała wielką rolę. Można przywołać szereg malowanych, rytych, ale także rzeźbionych w różnych materiałach oraz bitych na medalach wizerunków Sobieskiego, z widocznym zazwyczaj napierśnikiem zbroi łuskowej. Na żądnym z tych portretów karacena nie przypomina tej, przechowywanej w Dreźnie. Jednak na portrecie Jana III, namalowanym w latach ok. 1680-1690 być może przez gdańszczanina Andreasa Stecha (Warszawa, Muzeum Narodowe, nr. in. ), płytki karaceny monarchy mają oryginalną dekorację w postaci orła polskiego. Z kolei na znanej rycinie Charlesa de la Haye z ok. 1692 r. wg obrazu (?) autorstwa Jerzego Eleutera Szymonowicza-Siemiginowskiego oraz na gipsowym pomniku konnym Sobieskiego, anonimowego autorstwa z ok. 1693 r., w Pałacu w Wilanowie szyszak króla zdobi motyw orła.

Warto podkreślić, ze w zbiorach drezdeńskich znajdowały się lub nadal znajdują inne artefakty uważane za sobiesciana. Większość z nich przytoczył w swej pracy z 1883 r. Julian Kołaczkowski: Jest tu także siodło króla Jana III, które niczem się nie odznacza; tak zbroja wraz z karabelą w jaszczur oprawną, jak i rząd cały na konia są bardzo proste i niczem nie przypominają królewskiego właściciela. – i dalej czytamy – w zbrojowni królewskiej przechowuje się namiot Mustafy Baszy, zdobyty przez Jana III pod Wiedniem. Ściany wewnątrz są ustrojone różnorodną bronią turecką. Laska marszałkowska Sobieskiego, która tu dawniej byłą przechowana, a którą jak wiadomo, odstał od króla saskiego po ostatniej wojnie francusko-niemieckiej następca tronu Fryderyk jako feldmarszałek niemieckiej armii, dopiero po tegoż śmierci wróci do zbiorów drezdeńskich. – wreszcie – W bibliotece Drezdeńskiej znajduje się również obraz przedstawiający bitwę pod Wiedniem, wykonany w cztery lata później, na którym znajduje się wizerunek Jana III. Laskę tę, ostatnio pokazywaną w 2017 r. w Wiedniu w na wystawie „Jan III Sobieski. Polski król w Wiedniu”, rzeczywiście należy uznać za w jakiś sposób związaną z Sobieskimi, najpewniej samym królem. Świadczy o tym dekoracja umieszczona na szczycie agatowej gałki. Tu, powyżej korony królewskiej, widnieje tarcza, herb Sobieskich Janina, ukazana na tle skrzyżowanego kołczanu i szabli. Ten motyw heraldyczny, w takiej formie rzadki element królewskiej ikonografii Jana III, znany jest najlepiej z fasady kościoła OO. Kapucynów przy ul. Miodowej w Warszawie. Pozwala to datować laskę na lata zawarte między fundacją kościoła przez króla ok. 1684 r. a jego śmiercią w 1696 r. I znów niejasna jest droga, która ten wspaniały przedmiot dostał się do Drezna. Po raz pierwszy odnotowano go w zbiorach drezdeńskich – w Sali Klejnotów (Juwelenzimmer) – w 1733 r.

Do tego inwentarza drezdeńskich sobiescianów – faktycznych lub tylko mniemanych – doliczyć należy pozycję odnotowaną przez wspomniane przewodniki po Muzeum Historycznym z lat 1897 i 1899. Trybowana i nabijana złotem tarcza paradna, ukazująca zwycięstwo księcia polskiego Leszka IV Czarnego nad Jaćwingami [Jazygen] w roku 1289 – pisze von Ehrenthal – Z łacińskimi dystychami oraz herbami Liwty (jeździec) i króla Jana Sobieskiego na brzegu – i dodaje – Prezent polskiego marszałka koronnego hrabiego Mniszcha dla Augusta Mocnego. Jeśli chodzi o osobę wspomnianego wyżej ofiarodawcy, to był nim niewątpliwie Józef Wandalin Mniszech (1670-1747), bliski zaufany Augusta II. Ponieważ Mniszech został wielkim marszałkiem koronnym w 1713 r. a August Mocny zmarł w 1733, to w dwudziestoleciu zawartym między tymi datami zamyka się czas, w którym tarcza-dar weszła w posiadanie Wettyna. Szerzej o tym dziele wypowiedzieli się (czterdzieści lat wcześniej) wspomniani Przezdziecki i Rastawiecki w drugiej części swych „Wzorów…”, podając (co przytaczamy z zachowaniem oryginalnej pisowni), że Tarcza ze zwycięztwem Leszka Czarnego nad Jadźwingami w zbrojowni królewskiej w Dreznie ma średnicę 55 cm; że jest pięknej roboty w stylu odrodzenia, na stali wyrzeźbiona, przedstawia zwycięztwo Leszka Czarnego xięcia Krakowskiego nad Jadźwingami z r. 1282. By wyjaśnić sens dekoracji tarczy, badacze przywołali stare podanie o Jaćwingach: Poganie ci napadli na ziemię lubelską, i z ogromnym łupem wracali do siebie, gdy Leszek Czarny przez archanioła Michała we śnie ostrzeżony, puścił się za nimi w pogoń, za Narwią dogonił, zwyciężył i zdobycz całą odebrał. Dziwnym trafem żaden z ludzi jego życia nie stracił; a pomoc wielką mieli z psów lubelskich przez pogan zabranych, które podczas bitwy rzuciły się na wrogów, srodze kalecząc [ich] zębami. Pamiątką tego zwycięztwa była fara w Lublinie, którą Leszek na cześć Ś. Michała zbudował. Podanie miejscowe głosi, że na tem miejscu był podówczas las wielki, w którym Leszek za Jadźwingami idąc, obóz swój rozłożył, a sam pod cieniem wielkiego dębu zasnął. We śnie ukazał mu się archanioł Michał, i miecz swój odpasawszy, przy boku jego złożył, obiecując zwycięztwo. Po bitwie zwyciężca użył brańców do budowy wspaniałej świątyni pod wezwaniem Ś. Michała, na tem samem miejscu, w którem mu się archanioł ukazał. Następnie uczeni opisali, interpretując, dekorację tarczy: Naokoło dęba, (wprawdzie suchego) rozłożone są namioty polskie. Wraca do nich zwycięzca Leszek otoczony jeńcami i łupami wojennemi, oparty na puklerzu na którym wyryta jest mniemana data śmierci jego, r. 1289. Sława skrzydlata z palmą w jednej ręce, drugą wkłada mu na hełm wieniec złoty; a rycerski xiążę wzrokiem i kopią grozi jeszcze stratowanym przez jazdę polską wrogom. Gdy część jeźdźców mieczami siecze pogan, druga na rogach zagrzewa do walki, czy też ogłasza już zwycięztwo. Kilku rycerzy trzyma w ręku rozwinięte proporce, na których znak krzyża złotem błyszczy. W oddali mury warownego miasta, a na szczycie wieży Ś. Michał archanioł, sprawca zwycięztwa, w postaci rycerza skrzydlatego z podniesionym mieczem stoi. Napis naokoło wypukłości środkowej tarczy (umbo) złotemi literami wyrzeźbiony, jak następuje:

Septimus ense Nigerbellator Lesco trucidat
Jazyngas-Capiti fert diadema, pius.
Contra hostem Michael dux caelitus arma ministrat.
Una stetit gemino gloria parta duce.

- co w ich tłumaczeniu na polski brzmi – Siódmy Leszek Czary mieczem zabija Jadźwingów. Na głowie nosi wieniec, rycerz pobożny. Michał wódz niebiański daje mu oręż na wroga. Stanęło jedno zwycięztwo przez dwóch wodzów odniesione. Badacze poddali też rozważaniom czas i miejsce powstania tarczy oraz jej hipotetycznego fundatora. Przytoczmy w całości ten passus: Styl całego wyrobu, naśladowanie ubiorów starożytnych, doskonałość roboty, zdawałyby się oznaczać czas odrodzenia sztuki, t.j. wiek XVI i dłuto włoskie. W zbrojowni Drezdeńskiej obrano też miejsce dla tarczy na ścianie, ponad zbroją wyrobu sławnego Benwenuta Cellini. Sam przedmiot, oraz orły polskie i Pogonie litewskie na herbach przytwierdzonych na brzegu tarczy, świadczą, że dla króla Polskiego wykonaną była ta prześliczna tarcza. Można było nawet przypuszczać, że dla króla Zygmunta I, męża Bony, Włoszki z domu Sforzów, władzów tego Medyolanu, gdzie sztuka płatnerska do najwyższego stopnia doskonałości doszła. Tymczasem na piersiach orłów herbowych wyryte są tarcze herbowe, Janina herb Sobieskich, którzy początek rodu swojego bądź od Wizimira, urojonego brata Leszka Czarnego, bądź od Janika lub Janina, wojewody Sandomierskiego, towarzysza zwycięztwa Leszkowego nad Jadźwingami wyprowadzali. Wspomina o tem nawiasem sam król Jan III w opisie genealogicznym, jaki dla Nuncyusza przygotował. Nic dziwnego, że po wiktoryi Wiedeńskiej przypomniano sobie z odległej starożytności zwycięztwo, w którem protoplasta herbowy Sobieski okazał się godnym wielkiej łaski nieba i wielkiej chwały na ziemi. Kto tak zręcznie umiał pochlebić królowi, tworząc z herbowej tarczy jego arcydzieło w dziedzinie sztuki, nim astronomowie nazwali jej imieniem konstellacyą na niebie, nie wiadomo. To tylko pewna, że są w podobnym stylu spółczesne wyroby wrocławskie. Mamy tu zatem dzieło intrygujące, być może noszące herb Sobieskiego i związane w jakiś sposób z Janem III. Sprawa wymaga zbadania na miejscu – w Dreźnie, trudno bowiem odnaleźć fotografie tarczy i jej naukowe opracowanie we współczesnych opracowaniach zbiorów drezdeńskich. Samą formą tarcza ta, jak sądzić można z chromolitografii załączonej do wywodu Przezdzieckiego i Rastawieckiego, przywodzi na myśl słynną „Tarczę Wróżebną”, domniemany wyrób mediolański z XVI w. (Kraków, Muzeum Czartoryskich), z kutym i częściowo złoconym wyobrażeniem zwycięstwa cesarza Konstantyna Wielkiego nad Maksencjuszem przy Moście Milwijskim w 312 r. Odnaleziono ją przypadkiem wewnątrz katedry krakowskiej na Wawelu i podarowano Janowi III na dobrą wróżbę. Nie można wykluczyć, że i tarcza drezdeńska wchodziła kiedyś w skład zbrojowni Sobieskiego, choć przytoczona interpretacja jej figuralnej dekoracji wydaje się wątpliwa. Sądzić raczej należy, że jest to jakaś scena z dziejów antycznej Grecji lub Rzymu, którą wtórnie, dodając napis, odczytano w kontekście historii Polski Piastów. Przezdziecki Rastawiecki podsumowując swój wywód o tarczy w Zbrojowni Drezdeńskiej, piszą: Tam należy do najcelniejszych jej ozdób; dla nas więcej jak jednej chwały jest pamiątką.

Weryfikacja tej listy wyżej wspomnianych drezdeńskich sobiescianów jest obecnie utrudniona ze względu na pewne straty, jakie poniosły zbiory broni i uzbrojenia w Dreźnie w XIX i XX w. Rzecz wymaga dalszych pogłębionych badań, nie mniej jednak można założyć, że część z tych przedmiotów, jeśli nie bezpośrednio wiąże się z Janem III, to pośrednio – poprzez udział Sasów władców i mieszkańców Saksonii – w Odsieczy Wiedeńskiej.

Wywodząca się z lat 30. XIX w. lokalna tradycja w Dreźnie utrzymywała do niedawna, że zbiór orientaliów, głównie uzbrojenia, broni, ubiorów i oporządzenia końskiego tureckiego pochodzenia, wywodzi się z udziału saskiego wojska w Odsieczy Wiedeńskiej roku 1683. Nowsze badania zaprzeczyły tej opinii, wskazując na bardziej złożony charakter i genezę tzw. Tureckiej Kamery (Türkische Kammer) w dawnej zbrojowni (Rüstkammer) elektorów saskich, która w XIX w. stała się trzonem Muzeum Historycznego (Das Historische Museum) w Dreźnie. Przypuszcza się, ze pierwsze obiekty orientalnego pochodzenia trafiły do zbiorów drezdeńskich za rządów elektora Maurycego Saskiego (1521-1553) i związane były z jego uczestnictwem w walkach z Turkami na Węgrzech w latach 1542 i 1552. Jeśli jakieś obiekty trafiły wówczas do Drezna jako zdobycz wojenna i przetrwały do dziś, to trudne są one jednak do wskazania w obecnych zbiorach Muzeum Historycznego. Kolejne przykłady orientalnego uzbrojenia (szable, określone jako węgierskie lub tureckie) pozyskał kolejny książę elektor, młodszy brat Maurycego, August Saski (1526-1586), z którego też woli wydzielono z książęcych zbiorów osobny dział broni u uzbrojenia – Rüst- und Harnischkammer. W 1567 r. też z woli księcia sporządzono pierwszy inwentarz tej kolekcji (dziś zaginiony), który potwierdza akcesję (wejście do zbiorów) szeregu wiązanych z Osmanami sztuk broni i uzbrojenia. Dla przykładu, na Boże Narodzenie jednego z lat swego panowania elektor otrzymał w prezencie od swej żony Anny, węgierską szablę z wizerunkiem polskiego króla Stefana Batorego widniejącym na głowni, zachowaną w Dreźnie do dziś. Za panowania Augusta Saskiego zaczyna pojawiać się w archiwaliach termin „Tureckiej kamery” (Türckische Cammer) na określenie tej części kolekcji, którą wiązano z muzułmańskim Orientem. Po śmierci Augusta, jego syn elektor Chrystian I (1560-1591) polecił wznieść dla rozrastającej się książęcej zbrojowni osobny budynek zwany Nowymi Stajniami (Neuer Stall). Ukończony w 1588 r., gotów był na przyjęcie wspaniałych darów z orientalnej broni i uzbrojenia, która napłynęły w 1587 r. z Italii jako dary: od Francesca I de’Medici, Wielkiego Księcia Toskanii (1574-1587), np. zachowane mameluckie topory bojowe z pocz. XVI w. czy turecki hełm z poł. XVI w.; od Carla Emmanuela I, księcia Sabaudii (1580-1630), oraz od Guglielma Gonzagi, księcia Mantui i Montferrat (1550-1587). Z polecenia elektora sporządzono w 1591 r. kolejny inwentarz kolekcji, a następny w 1606 r., za panowania jego następcy – Chrystiana II (1583-1611). W tym ostatnim spisie dział określony jako „Turecka Kamera” walczył jeszcze o niezależność z działem nazwanym „Kamera Węgierska” (Ungerische Cammer). W obu, jak się wydaje, znajdowały się obiekty o podobnym charakterze i pochodzeniu. Za panowania Chrystiana II napłynęły do Drezna kolejne wspaniałe dary-orientalia, a to dzięki wydarzeniom tzw. Długiej Wojny Tureckiej (1593-1606), zmaganiom Cesarstwa z Portą Otomańską na Węgrzech. Zabiegający o wsparcie elektora saskiego cesarz Rudolf II w poselstwie z 1602 r. przesłał nad Łabę szereg wspaniałych orientaliów, z których aż czternaście sztuk dotrwało w zbiorach drezdeńskich do dziś, np. efektowna turecka obsadka na pióropusz z XVI w. Z kolei sam Chrystian II bawiąc u cesarza w Pradze złożył w tamtejszych rzemieślniczych warsztatach imperialnych zamówienia na broń i uprząż naśladującą turecką i węgierską, z której szereg cennych przykładów przetrwało do dziś. Po śmierci Rudolfa II nowy cesarz Maciej (1557-1619), zabiegając o poparcie dla swej korony u nowego elektora saskiego – Jana Jerzego (Johanna Georga) I (1585-1656), odwiedził w 1617 r. Drezno i złożył w darze kolejne cenne orientalia, z których zachował się, np. wspaniały otomański sztylet o złotej rękojeści i pochwie, nabijanej rubinami i turkusami. Wkrótce potem napłynęły do miasta nad Łabą kolejne dary – w 1619 r., gdy po śmieci Macieja arcyksiążę Ferdynand (1578-1637) postanowił odwdzięczyć się za pomoc w uzyskaniu korony cesarskiej. Z zachowanych do dziś wymienić tu można pałasz z pochwą i buzdygan w srebrnej, złoconej oprawie, gęsto nabijanej półszlachetnymi kamieniami. Za panowania kolejnego elektora – Jana Jerzego II (1613-1680) zbiory mogły się wzbogacić tylko o pojedyncze sztuki, ale było ich już tak dużo, ze sporządzony w 1677 r. kolejny inwentarz książęcej zbrojowni w wydzielonym już zbiorze Türckische Cammer ujął na 141 stronach aż 385 obiektów. Następne akcesje orientaliów związane są z panowaniem elektora Jana Jerzego III (1647-1691) i jego udziałem na czele 10-tysięcznego korpusu wojska saskiego w Odsieczy Wiedeńskiej roku 1683. Wbrew rozpowszechnionym opiniom łupy saskie pod Wiedniem nie były duże. Elektor wyznaczony został w naradzie wojennej przed bitwą wiedeńską do pilnowania oswobodzonego miasta, by zapobiec ewentualnej kontrofensywie Osmanów. W związku z tym korpus saski nie wziął udziału w plądrowaniu tureckiego obozu. Łupy na Turkach ograniczyły się głównie do darów od króla Jana III oraz przejęcia kilku tureckich namiotów, sześciu dział i… żywego słonia. Ten ostatni niestety szybko padł po sprowadzeniu go do Drezna. Zdobycze wiedeńskie pokazano publicznie w Dreźnie w dniach 29 września – 2 października 1683 r. w tamtejszej zbrojowni (Zeughaus), a następnie w większości wcielono do „Tureckiej Kamery”. Z łupów tych, oprócz kilku iluminowanych rękopisów, które trafiły do dzisiejszej Saskiej Krajowej Biblioteki Państwowej i Uniwersyteckiej (Die Sächsiche Landesbibliothek – Staaats- und Universitätsbibliothek), zachowało się do dziś kilka cennych obiektów. Są to: siodło, dwa sztandary, dwa segmenty namiotu oraz pistolet. Niewiele jednak tego, by mówić o wielkich łupach z 1683 r. Najbardziej wzbogacił się zasób „Tureckiej kamery” za panowania elektora Fryderyka Augusta, od 1697 r. króla polskiego – Augusta II Mocnego. Pierwsze akcesje tureckich wyrobów datują się jeszcze sprzed królewskiej koronacji i związane są z udziałem elektora w walkach na Węgrzech w 1696 r. Z okazji polskiej koronacji August II otrzymał w darze od cara Piotra I wspaniały osmański pistolet, zachowany do dziś. Najbardziej liczne i efektowne orientalia weszły do drezdeńskich zbiorów dzięki działalności posła Augusta II – Johanna Georga Spiegla. Podróżując w latach 1712-1714 przez Lwów i Edirne (Adrianopol) do Stambułu dokonał on zakupów licznych wyrobów tureckich, częściowo specjalnie zamawianych dla elektora saskiego i króla polskiego. Były tak liczne i efektowne, że użyto ich jako rekwizytów w „festiwalu tureckim” urządzonym w styczniu 1715 r. (?) w Warszawie, nim wysłano je dalej do Drezna. Ta swoista „turecka gorączka” (turkomania) Augusta II osiągnęła swój szczyt w uroczystościach zorganizowanych na przełomie sierpnia i września 1719 r., najpierw we Wiedniu, następnie w Dreźnie z okazji zaślubin syna elektorskiego – Fryderyka Augusta II (1696-1763) z cesarską córką Marią Józefą. Odbyły się one, co ciekawe, w obecności otomańskiego wielkiego posła Ibrahima Paszy. W saskiej części uroczystości urządzono coś w rodzaju tureckiego miasteczka namiotowego nad Łabą: uczestnicy przebrani byli à la turque, a jedną z największych atrakcji był „seraj sułtański” z woskowymi figurami dworzan i dam haremowych, na które nałożono oryginalne ubiory i akcesoria tureckie. Tę swoistą dioramę przeniesiono później do „Tureckiej Kamery”. Po śmierci Augusta II jej zasób służył głównie jako rekwizytornia dla dworskich uroczystości, co wiązało się ze stratami w inwentarzu. Np. po wystawionej 5 lutego 1753 r. w Dreźnie operze „Solimano” autorstwa Adolfa Hasse, nie doliczono się wielu wypożyczonych do tej inscenizacji ubiorów, broni i uzbrojenia, zwłaszcza tego, które było dekorowane cennymi kruszcami i kamieniami szlachetnymi. Najwyraźniej aktorzy potraktowali je jako swoisty „deputat” do uzgodnionego honorarium... Po zgonie Augusta III nastąpił dość szybki proces zaniedbania zbiorów bliskowschodniego Orientu w Dreźnie. Przemieszczano je kilkakrotnie, „gubiąc” liczne sztuki. Na początku lat 30. XIX w. wyprzedano zeń ogromną liczbę obiektów uszkodzonych, a wreszcie w nowej aranżacji w salach Zwingeru w 1838 r. pozostałe w zbiorze uległy „roztopieniu” w całych zbiorach Rüstkammer liczących ok. 10 000 sztuk. Częściowa restytucja, w formie bardzo okrojonej, „Tureckiej Kamery” miała miejsce w latach I Wojny Światowej. Dopiero jednak zjednoczenie Niemiec w 1990 r. umożliwiło pełne odtworzenie „Tureckiej Kamery”, która otworzyła swoje podwoje w roku 2009, zaliczana do największych tego typu zbiorów obok wiedeńskich, moskiewskich i madryckich.

Wracając do „łupów wiedeńskich” w Dreźnie, do zachowanych darów od króla Jana III w zbiorach drezdeńskich zaliczane są dziś przez badaczy niemieckich, m.in.: otomański maszt z ok. 1600 r., którego końcówka wykonana jest z żelaza nabijanego złotem (damascenowanego) w motyw wici roślinnej; otomańskie siodło z XVII w., obite czerwoną skórą i aksamitem, z aplikacjami i srebrnymi galonami (może to właśnie o nim wspominał Julian Kołaczkowski w 1883 r.?); oraz chorągiew turecka typu zulfikarowego (o wym. 195 x 250 cm) z 1. poł. XVII w., wykonana z jedwabnego rypsu, haftowana nićmi srebrnymi złoconymi i jedwabnymi. Być może o niej jest mowa w liście Jana III do żony, pisanym 17 września 1683 r. z obozu pod Szenau, w którym król donosi, że posłał elektorowi saskiemu dwóch koni bogato ubranych, dwie chorągwie, dwie śliczne farfurze [zapewne dwie sztuki chińskiej porcelany] i bogatą zasłonę dla żony. Za „własne” zdobycze Sasów z tej kampanii uważana jest w obecnej „Tureckiej Kamerze” w Dreźnie otomańska strzelba z XVII w., o osadzie damascenowanej srebrem i inkrustowanej kością słoniową oraz rogiem. Uchodzi ona za dar dla elektra Jana Jerzego III od generała porucznika Heinricha Haino von Flemminga. Do tej grupy wypada zaliczyć także sztandar korpusu janczarów, zdobyty przez Sasów w 1687 r. w bitwie pod Osijekiem i podarowany trzy lata później elektorowi przez kapitana Gabriela Franke.

Warto powrócić jeszcze do przewodnika von Quandta. Oprócz opisu domniemanej zbroi po Sobieskim, autor przybliżył odbiorcy jej mniemanego właściciela. Odwołując się do kilku opracowań, naszkicował skrócony żywot Jana III. Szczególnie wymowny jest końcowy fragment tego wywodu, będący może własną refleksją autora przewodnika. Miesza się w nim znana po upadku Powstania Listopadowego sympatia w Rzeszy, szczególnie w Saksonii, dla nacji, która wydała wielkiego męża stanu i wodza, z przyganą dla niej, że nie wahała się tego autorytetu i pamięci o nim zszargać. W 1683 pospieszył on cesarzowi Leopoldowi z pomocą, gdy Turcy zjawili się pod Wiedniem – czytamy w przewodniku – Przez to stał się wybawcą nie tylko tej stolicy, lecz całych Niemiec, ponieważ były one z jednej strony przyparte przez Turków, z drugiej zaś zagrożone przez Francuzów, a cesarz nie miał środków, by zwalczyć dwóch wrogów. Gdy Jan III obejrzał ze wzgórza obóz turecki, odkrył swym wzrokiem wodza jego złe położenie i przepowiedział zwycięstwo. W ostatnich swych latach widział także, że jego naród dzieli się na zwalczające partie i przewidział tego skutki, jakie nastąpią po jego śmierci. Jan III z tego powodu nie sporządził testamentu, „ponieważ”, jak powiedział, „na nic by to się zdało przy tym narodzie”. Ledwie tylko w 1696 r. zamknął na zawsze oczy, gdy zawiść swym kąśliwym językiem pamięć po tym wielkim człowieku szargać zaczęła i rozpowszechniać wzajemnie sobie zaprzeczające pogłoski, jak chciwość i rozrzutność; nawet jego bohaterskim czynom przeciw Turkom wytaczano zarzuty, ze jakoby jego kampanie wojenne kosztowały zbyt wiele krwi. Nie myślano o tym, że gdyby Turcy zdobyli Niemcy, co by się na pewno stało, gdyby on [Jan III] nie pospieszył z odsieczą cesarzowi, wtedy i Polska padła by łupem niewiernych.


Bibliografia:

  • Zbigniew Bocheński, Karaceny polskie XVII-XVIII w., „Broń i Barwa”, 5: 1938.
  • Zbigniew Bocheński, Karacena polska jako wyraz kultury sarmatyzmu, „Biuletyn Historii Sztuki”, 19: 1957, nr 2, s. 193-194.
  • Max von Ehrenthal, Führer durch das Königliche Historische Museum zu Dresden, Dresden 1897.
  • Max von Ehrenthal, Führer durch das Königliche Historische Museum zu Dresden, Dresden 1899.
  • Tadeusz W. Lange, Maltański epizod księcia Hieronima Lubomirskiego, „Limes: studia i materiały z dziejów Europy Środkowo-Wschodniej”, 3-4: 2010-2011, s. 9-14.
  • Kazimierz Piwarski, Hieronim Lubomirski: hetman wielki koronny, Kraków 1929.
  • Pod jedną koroną. Kultura i sztuka w czasach unii polsko-saskiej, cz. 2, katalog wystawy, 26 czerwca – 12 października 1997, Zamek Królewski w Warszawie, Warszawa 1997.
  • Alexander Przezdziecki, Edward Rastawiecki, Wzory sztuki średniowiecznej i z epoki odrodzenia po koniec wieku XVII w dawnej Polsce. Serya druga, Warszawa 1855-1858 (reprint: Warszawa 1986).
  • Johann Gottlob von Quandt, Andeutungen für Besucher des Historischen Museums, Dresden 1834.
  • Holger Schuckelt, The Turkish Chamber. Oriental Splendour in the Dresden Armoury, Dresden 2010.
  • Erna von Watzdorf, August der Starke, Dresden 1933 (Nachdruck: 1980).