© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   09.07.2015

Wizyta wielkiego księcia Pawła w Polsce

Pod datą z Polski 5 października 1781 roku Gazeta Lejdejska doniosła o spodziewanym tego dnia wyjeździe Stanisława Augusta na spotkanie rosyjskiego wielkiego księcia Pawła i jego małżonki Marii Fiodorowny. Ma się ono odbyć w Wiśniowcu – majątku należącym do hrabiego Mniszcha. Na koszty tej reprezentacji wyasygnowano królowi ze skarbu Rzeczypospolitej 50 000 dukatów. Wkrótce okazało się jednak, że międzynarodowe czasopismo pospieszyło się trochę i w związku z tym prostowało wcześniejszą wiadomość o dacie wyjazdu Stanisława Augusta z Warszawy. Tym razem dowiadujemy się, że nastąpił on w towarzystwie ambasadora Stackelberga 9 października. Przyjazdu wielkoksiążęcej pary do Wiśniowca spodziewano się około 20-ego tego miesiąca. Para ta zachowuje incognito, czytamy, podróżując pod nazwiskiem hrabiego i hrabiny du Nord.

Pierwsze wiadomości o wyjeździe króla na ich spotkanie redakcja w Lejdzie musiała zaczerpnąć z innego niż dworskie źródła. Świadczy o tym obietnica Aleksego Husarzewskiego sprostowania wieści o sumie wypłaconej jakoby Stanisławowi Augustowi na koszty podróży, zawarta w liście komisarza w Gdańsku do szefa Gabinetu Adama Cieciszowskiego. Husarzewski nie wątpił, że Jean Luzac przepełniony czcią dla króla, skoryguje tę fałszywą informację. Komisarz zapowiadał wysyłkę tą samą pocztą diariusza podróży Stanisława Augusta do Wiśniowca i przyjęcia tam wielkoksiążęcej pary. Dwa dni później Adam Cieciszowski nakazywał Husarzewskiemu, aby wszystko to, co przekazywał on do Lejdy było zgodne z tym, co piszą polskie gazety, tzn. „Gazeta Warszawska”. W tydzień po wysłaniu pierwszego z listów, Husarzewski tłumaczył się, że to upomnienie doszło do niego potem, jak wyekspediował już do Lejdy swoją wersję diariusza. Przyznawał się do abonowanie wcześniej „Gazety Warszawskiej” i do zrezygnowania z niej, bowiem niczego się z niej nie dowiadywał. Husarzewski wystawił w ten sposób najlepsze świadectwo wiarygodności czasopismu publikowanemu na mocy przywileju wystawionego przez jego własnego mocodawcę, tzn. króla. Swoją rezygnację z abonamentu motywował chęcią oszczędzenia królowi wydatków.

O przybyciu hrabiostwa du Nord do Wiśniowca 31 października Gazeta Lejdejska informowała pod koniec listopada. Wiadomość jest lakoniczna i sprowadza się do dat pobytu wielkoksiążęcej pary w Wiśniowcu. Ponad to dowiadujemy się tylko, że Stanisław August przybył na miejsce już 16 października i przyjęła go licznie zgromadzona szlachta.

Waga propagandowa tych krótkich wzmianek o spotkaniu Stanisława Augusta z hrabiostwem du Nord widoczna jest w kontekście bardzo licznych doniesień Gazety Lejdejskiej o kolejnych etapach podróży tej pary po Europie. Wiśniowiec był tylko pierwszym znaczącym zagranicznym punktem ich trasy. Znalazły się na niej Austria, Francja, austriackie Nidelrandy, Holandia (w tym Lejda), księstwa niemieckie nad Renem, Szwajcaria, Morawy i ponownie Polska. Podróż zakończyła się w grudniu 1782 r. w Petersburgu.

Jesienią 1782 roku holenderskie czasopismo zaznajamiało czytelnika z ponownym przejazdem hrabiostwa du Nord przez ziemie Rzeczypospolitej. Zbiegł się on z obradami sejmu w Warszawie. Mimo to Gazeta Lejdejska zapowiadała, że Stanisław August spotka się z parą wielkoksiążęcą w Białymstoku. Tymczasem król podjął obiadem brata Marii Fiodorowny księcia Fryderyka Wilhelma Wirtemberskiego udającego się do Rosji wraz żoną.

W korespondencji z Warszawy datowanej na 23 października zapowiada się przybycie rosyjskich gości do Białegostoku dwa dni później. Na ich spotkanie król wysłał generała Jana Komarzewskiego – szefa swojej kancelarii wojskowej, co jednak nie zostało tu objaśnione. Dalszy ciąg tej korespondencji stanowi fragment diariusza sejmu, a więc dla czytelnika międzynarodowego czasopisma stawało się jasne, że król zajęty na jego forum nie może widzieć się z Pawłem i Marią Fiodorowną osobiście. Na początku listopada informowano z Warszawy o wyjeździe do Markuszewa księcia Stanisława Poniatowskiego w celu przyjęcia nadjeżdżających rosyjskich gości. Poniatowski miał odprowadzić ich do Białegostoku, gdzie udali się także 2 listopada Mniszchowie. Paweł z małżonką oczekiwani byli w Białymstoku 9-ego tego miesiąca.

W suplemencie tego samego numeru holenderskiego czasopisma znajdujemy już potwierdzenie przybycia rosyjskich gości do Białegostoku 9 listopada, a więc w dniu zakończenia sejmu w Warszawie. Dowiadujemy się, że gospodynią była kasztelanowa wdowa krakowska – siostra króla Izabela Branicka. Drugiego dnia wizyty odbył się bal, trwający do kolacji. Otworzył go eks-podkomorzy koronny Kazimierz Poniatowski – brat króla, tańcząc z Marią Fiodorowną poloneza. Jej małżonek podał ramię do tańca kasztelanowej krakowskiej. Wielka księżna tańczyła często, m.in. poloneza ze znaczącym mieszkańcem tych okolic. Był to starzec sześćdziesięcioletni, ubrany po polsku, którego białe włosy i czcigodna mina czyniły tę scenę bardzo malowniczą. Następnego dnia rano goście wyruszyli w podróż do Petersburga. Tu też, jak zdążyły nas przyzwyczaić relacje Gazety Lejdejskiej, czytamy o dobroci, uprzejmości i innych przymiotach pary wielkoksiążęcej. Miały on pozyskać im serca tych, którzy dostąpili zaszczytu zbliżenia się do nich w Białymstoku.

Nie można wykluczyć, że doniesienia o pobycie Pawła i Marii Fiodorowny w Rzeczypospolitej, wpisane w kontekst całości relacji o ich europejskiej podróży, służyły budowaniu przekonania czytelników Gazety Lejdejskiej o bliskich stosunkach łączących polskiego króla Stanisława Augusta z Rosją Katarzyny II. Taki zaś obraz tych relacji mógł być przez dwór warszawski adresowany, za pośrednictwem Gazety Lejdejskiej, do tych samych kręgów władzy i elit intelektualnych, które tak ciepło przyjęły we Francji Pawła i Marię Fiodorowną. Francuscy dyplomaci, szczególnie ci, jak Vergennes, wywodzący się ze szkoły „sekretu” Ludwika XV, od początku panowania Stanisława Augusta nie mieli wątpliwości co do jego całkowitej zależności od Katarzyny II. Polskiemu królowi mogło jednak zależeć na przekonaniu ich, że nie jest on tylko biernym narzędziem w rękach imperatorowej, ale jej jedynym stabilnym i wiarygodnym partnerem w Rzeczypospolitej.

Logo POIiŚ