© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Ad Villam Novam   Ad Villam Novam   |   29.12.2017

Sprawa o dzieciobójstwo w XVIII-wiecznej Żółkwi

Przypadki dzieciobójstwa zdarzały się w każdym momencie dziejów ludzkości i w każdej kulturze. Zawsze spotykały się ze zdecydowanym potępieniem, nie zawsze jednak możliwe było poznanie okoliczności, które doprowadziły do popełnienia zbrodni.

W aktach sądowych z terenu dóbr żółkiewskich, z czasów władania nimi przez Radziwiłłów, zachowały się dwa, wzajemnie się uzupełniające protokoły dotyczące sprawy Kobiety kryminalney na Imię Katarzyna Zarzyczanki oskarżonej o dzieciobójstwo. Pierwszy spisano podczas przesłuchania w magistracie w Białym Kamieniu 19 lipca 1762 r., drugi już na zamku żółkiewskim 21 lutego 1763 r. [NGAB, F. 694, op. 4, nr 1021, k. 3–8].

Katarzyna Zarzyczanka pochodziła ze wsi Uszna, leżącej ok. 10 km na północ od Złoczowa i ok. 4 km na wschód od miasteczka Biały Kamień. Tam się urodziła, ale kiedy, tego nie wiedziała. W czasie procesu przypuszczała, że ma ok. 30 lat. Jej rodzice byli zwykłymi chłopami pańszczyźnianymi. Została ochrzczona w kościele katolickim. Ojciec zmarł szybko. Dłużej żyła matka, przy której zostawała aż do jej śmierci. Ile miała lat, gdy jej matka odeszła z tego świata – tego nie wiemy. Na podstawie dat sporządzenia protokołów (lata 1762–1763) i podawanych przez przesłuchiwaną informacji, można wyliczyć, że opisywane przez nią wydarzenia rozgrywały się pod koniec lat 50. XVIII w.

Katarzyna Zarzyczanka nie wyszła za mąż. Jako samotna młoda kobieta opuściła rodzinne domostwo, a może musiała je opuścić, i ruszyła w świat. Początkowo 10 tygodni służyła za komornicę w Uszni u Wasyla Gunczarza. Potem poszła do Czeremoszni i tam już dłużej, bo przez półtora roku, pracowała jako kucharka u pana Malińskiego, miejscowego podstarościego. Tam też po raz pierwszy zaszła w ciążę. Jak zeznała przed sędziami na zamku żółkiewskim, stało się to z Antonim Falkoszkiem, Pachołkiem Porucznikiem we wsi Czeremosznie, będąc skorumpowana od niego, dobrowolnie na akcyę uczynku tego zezwoliłam. Urodził się chłopczyk, którego ochrzczono w kościele w Białym Kamieniu i nadano mu imię Antoni. Po urodzeniu syna odeszła z dworu pana Malińskiego. Możliwe, że nie była w stanie wypełniać dotychczasowych obowiązków. Znalazła jednak pracę w Białym Kamieniu u pana Bilińskiego, tamtejszego pisarza prowentowego. Została tam mamką. Spędziła na tej służbie rok i 10 tygodni. Po tym czasie postanowiła zakończyć tę służbę, gdyż jak wyznała, daley służyć nie chciałam, że mi źle było, y poszłam od niego. Jakie były konkretne powody odejścia, nie wiemy. Biliński na pożegnanie kazał młodej mamie wydzielić 50 batów.

Opuszczając służbę w Białym Kamieniu, wiedziała, że jest po raz drugi brzemienna. Dopytywana w 1763 r. na zamku w Żółkwi, z kim zaszła w ciążę, zeznała: z pewnym officyerem tamecznym, a złogi miałam w Złoczowie. Wcześniej przesłuchiwana w Białym Kamieniu na podobne pytanie odpowiedziała: że od żołnierza (niepodłey Kondycyi) dla uszczerbku Honoru Imienia niewyraża się. Trudno przypuszczać, aby o honor owego oficera Zarzyczanka dbała do tego stopnia, że postanowiła zamilczeć i jego imienia nie wyjawiać. Raczej inicjatywa była po stronie urzędników, którzy nie chcieli dopuścić, aby kobieta o złej reputacji nadwyrężyła honor książęcego oficera. Z Białego Kamienia udała się Katarzyna do swojej rodzinnej wsi i tam na miesiąc zatrzymała się u Iwana Mielnika. Stamtąd poszła do Złoczowa. U wdowy, Jerzychy Dziegciarki, mieszkającej w folwarku w Horodyłowie, spędziła zimę. U niej niedługo przed Świętami Wielkanocnymi urodziła córkę Mariannę, która ochrzczona została w miejscowej cerkwi.

W tym momencie zaczyna się ciąg tragicznych wydarzeń, które doprowadziły Katarzynę Zarzyczankę na szafot. Jak sama zeznała, w tydzień po porodzie powzięła decyzję o opuszczeniu Złoczowa i udaniu się z powrotem do Usznej, gdzie miała swoich krewnych. Czy sama, dobrowolnie, wczesną wiosną, z dopiero co narodzoną córką i półtorarocznym synem, zdecydowała się opuścić mieszkanie w Złoczowie? Może stara Jerzycha miał już dość jej towarzystwa i uciążliwości związanych już nie z jednym, a z dwójką małych dzieci? Tego się nie dowiemy. Zaraz po Wielkiejnocy 1762 r., która przypadała na 11 kwietnia, udała się do Usznej. Niosła dwoje dzieci, z których mały Antek był już mocno chory. Szła drogą ze Złoczowa na Sasów. W pobliżu Usznej musiała przejść przez szerokie wiosenną porą rozlewiska Bugu. Tam tygodniową córkę rzuciła do wody. Pytana w Białym Kamieniu o powód tego postępku mówiła, że niosąc oboje dzieci na Uszną wstydziłam się, a chcąc utaić swoy występek utopiłam w Bugu. W następnym roku w Żółkwi pytana o przyczyny, rzekła: żadney nie było, ale z poduszczenia Szatanskiego, na tom się rezolwowała.

Do wsi przybyła tylko z synem. Wstąpiła do Ilji Świderskiego, swojego krewnego. Jak później on zeznawał, było to w środę po Wielkiejnocy. Mały Antek był bardzo chory i opuchnięty. Świderski wyszedł wygnać zamkowe bydło, a gdy wrócił, dziecko było już martwe. Zaraz zwołał miejscowe kobiety, które sprawdziły, czy czasem nie zostało ono zaduszone, jednak nie znalazły one żadnego śladu, który by takie podejrzenia potwierdzał. Jeszcze tego samego dnia Świderski ponownie udał się w swoich sprawach do zamku. Gdy wrócił, ku swemu zaskoczeniu, nie zastał zwłok dziecka w chałupie. Zarzyczanka wyjaśniła, że zaniosła je do swojego wuja Pawła Hornowskiego. W tym czasie u Świderskiego zjawiły się wiejskie kobiety, aby modlić się nad ciałem. Im odpowiedziała, to samo. Te jednak okazały się bardziej podejrzliwe i pobiegły do Hornowskiego, który zdziwiony, wszystkiemu zaprzeczył. Przyciśnięta do muru Zarzyczanka: ledwie się przyznała y sama przy tych Białogłowach pokazała, że go na Ogrodzie przy brogu w słomie schowała, skąd wyjąwszy go, nie szła z nim do mojey chałupy, ale poszła na wieś. Skierowała się w stronę chałupy, w której mieszkała jej siostra Magda. Trafiła jednak do swego wuja Franka Kawałka. Położyła zwłoki na podwórku, a sama weszła do izby. W Żółkwi zeznawała, że chciała go prosić o zaniesienie ciała do kościoła w Białym Kamieniu, aby je tam pochowano. Sama nie chciała iść, gdyż bała się spotkania z Bilińskim. Wieść o Zarzeczance i jej zmarłym synku już zdążyła obiec wieś. Jak sama później zeznała: Franko począł na mnie łaiać, mówiąc: po coś ty tu przyszła, zapewne Dziecieś umarłe przyniosła, a ia ciebie kijem wywalę, idź sobie, gdzie chcesz. Zrozpaczona wróciła po zwłoki, które zabrawszy, zaniosłam tego chłopca umarłego w las y wykopawszy iamkę głęboko, łopatką którom z sobą wzięła była, obwinąwszy w koszulę, pochowałam go w lesie.

Poród, świadomość zamordowania córki, śmierć syna – trudno sobie wyobrazić, w jakim stanie psychicznym była wówczas Katarzyna Zarzyczanka. W Usznie przygarnął ją Stefan Świderski, u którego spędziła kilka dni. Zapewne wszystko uległoby zapomnieniu – w tamtych czasach śmiertelność wśród dzieci była ogromna i nikogo nie dziwił fakt ich zgonu na skutek jakiejś choroby. O tym, że miała także córkę, nikt wówczas w tej wsi nie wiedział. Jednak tydzień po przybyciu Zarzyczanki do Usznej, kilka wiejskich kobiet wybrało się nad Bug szukać raków. Zamiast nich znalazły zwłoki dziewczynki. Z miejsca o tym doniesiono do dworu. Przed sędziami w Żółkwi Zarzyczanka wspominała: Jak się wyjawiło, Rewizya nastąpiła ze Dworu dziwek tamecznych, gdzie y mnie tamże zaraz zrewidowano y poznano, żem miała swiezo dziecię, y wzięto mie do Dworu w Usznie, examinowano mię gdziem dziecię.

Zastanawiające, że Zarzyczanka zupełnie się nie broniła. Od razu, całkowicie dobrowolnie, przyznała się, że to jej dziecko, że sama je utopiła. Taką postawę zachowała do końca śledztwa. Trudno oprzeć się wrażeniu, że była kompletnie załamana wydarzeniami znacznie ponad jej siły, które w bardzo krótkim czasie spadły na nią. W Usznej trzymano ją pod dozorem do Zielonych Świąt, prowadząc wstępne przesłuchania. Następnie odesłano ją do aresztu w Białym Kamieniu, gdzie zaczęto szczegółowiej badać sprawę, kierując jeszcze szereg pytań do mieszkańców wsi w sprawie tej niecnoty. W tym czasie jej córkę pochowano w Usznej pod figurą.

W areszcie w Białym Kamieniu przyszło siedzieć Zarzyczance do początku następnego, to jest 1763 r. W tym czasie sprawą zainteresował się sam książę Karol Stanisław Radziwiłł „Panie Kochanku”. Nakazał ją szczegółowo zbadać w Żółkwi. Przewieziono więc tam oskarżoną. Jakże wielkie było zaskoczenie i zgorszenie książęcych urzędników, gdy zorientowali się, że Zarzyczanka jest po raz kolejny w stanie błogosławionym. Z miejsca zadali jej pytanie, gdzie to się stało i z kim? Ona sama nie zamierzała niczego ukrywać. Wyjawiła, że jesienią przeszłego roku w domu jednego z gospodarzy w Białym Kamieniu, gdy była tam trzymana pod wartą, iuż Trzeci Excess z tym wyż wyrażonym Józefem [Tkaczykiem] Czeladnikiem popełniła, razy cztery będąc z niem w społeczności. Z Żółkwi zaraz wysłano listy do Białego Kamienia, aby łapać Józefa Tkaczyka, ojca nienarodzonego dziecka. Wkrótce nadeszła stamtąd odpowiedź, że nie masz tego powołanego winowaycy, poszedł z tamtąd wandruiąc.

Za sprawą kolejnej ciąży proces Katarzyny Zarzyczanki i ogłoszenie wyroku przeciągnęły się w czasie. Pozwolono jej doczekać czasu porodu, który nastąpił w Żółkwi. Wyrok ogłoszono w drugiej połowie października 1763 r. Warto tu przytoczyć jego treść:

Po wysłuchanych Inkwizycyach y wyznaniu oczewistym Katarzyny Zarzyczanki tak o utopienie swego Dziecięcia w Bugu rzece, dziewczyny na imie Maryanny, przez nią samą, o czym dostatecznie y w Biało Kamienieckich Inkwizycyach officiose wyprowadzonych przyznała się do popełnienia Excessu, zapomniawszy Przykazania Boskie nie zabijaj, które że ią od śmierci nie uwalnia według wyraźnego prawa […], ale na gardle karać każe [k.7v], dopieroż kiedy po utopieniu, nie jako Matka, ale nad zwierzą przechodząca Magiera straciwszy nielitościwie, ważyła się po drugim cudzołóstwie y utopieniu tegoż Dziecięcia, iuż inkarcerowana będąc w Karceresie Białokamienieckim w społeczności Trzeci raz cudzołóstwa popełnić, nie pamietaiąc na Sądy Boskie, ktoren w Starym Zakonie cudzołozniki i cudzołożnic śmiercią karać nakazał [tu: cytowane teksty z prawa Mojżeszowego i z Ksiąg Ezechiela]. Tedy praemissorum Judicium praesens, nie potrzebując żadnych na to dowodow, do czego sama dobrowolnie przyznała się, in utroq(ue) Judicia, iako y tu in recenti, bez żadney powściągliwości [k. 8] trzeci raz przy złogach swoich wyiawiła excess. Więc na fundamencie Oboyga Prawa Sentencyą proferuie, aby Mieczem była skarana pod Kolumną w pośrodku Miasta y pochowana przy Farnym Kościele.

Źródło:
NGAB, F. 694, op. 4, nr 1021, k. 3–8.


Dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Logo MKiDN