© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   27.10.2011

Stanisław Kostka Potocki a sprawa Dogrumowej na kartach „Gazety Lejdejskiej”

Stanisław Kostka Potocki związany rodzinnie z kręgiem opozycyjnej wobec dworu królewskiego Nowej Familii został w roku 1785 wplątany w poważną polityczną aferę za sprawą niejakiej Dogrumowej. Pochodzenie interesującej nas awanturnicy nie jest w pełni zbadane. Wiadomo, że po początkowym pobycie w Warszawie cudzoziemka ta znalazła się w Moskwie, gdzie poślubiła rosyjskiego oficera Ugriumowa (stąd najpierw zgallicyzowana, a potem spolszczona wersja jej nazwiska brzmi Dogrumowa). W roku 1782 powróciła do Polski, by zwrócić się do króla Stanisława Augusta Poniatowskiego z ostrzeżeniem o zagrażającym rzekomo jego życiu spisku. Nie dano jej wówczas wiary, ponowiła więc swoje ostrzeżenie podczas sejmu w Grodnie w roku 1784. Wyjawiła wtedy, że dokonanie zamachu zlecić jej miał Adam Kazimierz Czartoryski w porozumieniu z Franciszkiem Ksawerym Branickim i Antonim Tyzenhauzem. I przy tej okazji nie uwierzono jej. W tej sytuacji, nie rezygnując z osiągnięcia finansowej korzyści, zwróciła się do rzekomego pierwotnego zleceniodawcy zabójstwa - księcia Czartoryskiego. Ten, mimo początkowego sceptycyzmu, uwierzył awanturnicy, że król nakazał otrucie go swemu kamerdynerowi staroście piaseczyńskiemu Franciszkowi Ryxowi oraz swemu adiutantowi i szefowi kancelarii wojskowej generałowi Janowi Komarzewskiemu. Generał ziem podolskich, znając doskonale swego królewskiego kuzyna, od początku musiał zdawać sobie sprawę z fikcyjnego charakteru rewelacji Dogrumowej. Niemniej postanowił w nie uwierzyć, upatrując w tym okazję do poważnego zaszkodzenia reputacji Stanisława Augusta.

W tym celu zorganizowano 16 stycznia 1785 r. w mieszkaniu Dogrumowej w Warszawie konfrontację z Ryxem. Awanturnica tak dwuznacznie poprowadziła rozmowę z królewskim kamerdynerem, że można było domniemać prawdziwości trucicielskiego zamiaru ze strony zaufanych ludzi Stanisława Augusta. Taki też wniosek wyciągnęli przysłuchujący się jej zza kotary Stanisław Kostka Potocki – politycznie bliski Czartoryskiemu oraz kupiec angielski William Taylor – kochanek Dogrumowej. Oni to ukazali się nagle z ukrycia Ryxowi i pod bronią odprowadzili do domu wdowy po marszałku wielkim koronnym Izabeli Lubomirskiej, niegdyś bliskiej królowi a na ów czas wrogo do niego nastawionej. Znajdował się tam m.in. aktualny marszałek wielki koronny Michał Jerzy Mniszech, który nakazał aresztować starostę piaseczyńskiego i odprowadzić go do Zamku. Afera trafiła przed sąd marszałkowski. Rozpoczęty wkrótce proces stał się przez kolejne trzy miesiące widownią ostrej konfrontacji dworu warszawskiego z malkontentami spod znaku Nowej Familii, cynicznie wspieranej i podjudzanej przez hetmana Branickiego.

O przebiegu tej konfrontacji i samej aferze wyczerpująco informowała „Gazeta Lejdejska”. Pierwsze lakoniczne doniesienie znajdujemy pod datą z Hamburga. Mówi się tu na podstawie listów z Warszawy z 22 stycznia o spisku na życie Czartoryskiego i aresztowaniu Ryxa. Anonimowy autor nie podaje żadnych szczegółów, zasłaniając się delikatnym charakterem sprawy, której rozwikłanie wymaga czasu.

Dopiero następny numer holenderskiego czasopisma przynosi więcej informacji, tym razem datowanych wprost z Warszawy. Wprawdzie nadal czytelnicy nie dowiadywali się, co stało się w mieszkaniu Dogrumowej, ale mogli przeczytać o aresztowaniu 16 stycznia Ryxa na podstawie oskarżenia tak ciężkiego, jak nadzwyczajnego. Oskarżenia te objęły, czytamy, generała Komarzewskiego, choć miały być jeszcze mniej prawdopodobne niż te skierowane wobec królewskiego kamerdynera. Generał oddał się dobrowolnie w areszt. Król go jednak uwolnił. W tym miejscu autor wyraża przekonanie, że wszczęta procedura sądowa w sposób jasny potwierdzi powszechnie jakoby znaną  prawość i uczciwość Komarzewskiego.

Oskarżenie dotyczy „rzekomego” spisku na życie Czartoryskiego i zostało wniesione przez kobietę (jej nazwiska tu jeszcze nie poznajemy), znaną z rozgłaszania podobnych wiadomości w nadziei uzyskania wynagrodzenia. Okoliczności te, zdaniem autora, oznaczałyby niewiarygodność jej oskarżenia.

Brzmienie tego doniesienia wskazywałoby, moim zdaniem, na jej pochodzenie z kręgu królewskiego Gabinetu. Od lat inspirował on „Gazetę Lejdejską”, wyraźnie sprzyjającą polskiemu królowi. Jak można przypuszczać, wykorzystano tu drogę przez Gdańsk. Przesyłaniem artykułów trudnił się intensywnie najpierw komisarz królewski Aleksy Husarzewski, a następnie jego następca Jan Ernest Hennig. Nie mamy tego jednak, w odniesieniu do sprawy Dogrumowej, potwierdzenia w korespondencji Henniga z Gabinetem.

W tym samym numerze, ale pod późniejszą datą, znajdujemy informację o inauguracji 24 stycznia posiedzeń publicznych i skrupulatnych sądu marszałkowskiego. Artykuł zawiera listę sędziów, ale bez jakichkolwiek dywagacji personalnych w odniesieniu do powiązań niektórych z nich z królem.

Inne jest natomiast pochodzenie artykułu z Frankfurtu, pisanego wyraźnie z obcej perspektywy. Wbrew datacji pisze się tu o oczekiwaniu na przyjazd do Wiednia Czartoryskiego, który ukazany jest  jako poddany cesarza. Ten ostatni miał zezwolić mu jako komendantowi gwardii galicyjskiej na udanie się do Warszawy. Mówi się tu (a więc w Wiedniu, a nie we Frankfurcie) o wysłaniu przez Czartoryskiego szczegółowego raportu o aferze dworowi wiedeńskiemu i petersburskiemu.

Na początku lutego redakcja w Lejdzie informowała z Gdańska o energicznej pracy sądu, co miało zapowiadać szybki werdykt, a pod datą z Wiednia zamieszczała obszerny raport posła austriackiego w Warszawie. Benedikt de Caché wykazywał wielkie zainteresowanie aferą, której  ofiarą paść miał rzekomo poddany cesarza Józefa II – Adam Kazimierz Czartoryski. Zainteresowanie nie wpłynęło jednak na tendencyjność raportu, zbieżnego generalnie ze współczesnym stanem wiedzy o aferze. Austriacki dyplomata nie przesądzał o winie Ryxa i Komarzewskiego, ani Dogrumowej. Nazwisko tej ostatniej zresztą nie pada. Podobnie jej bliski przyjaciel Anglik nie został zidentyfikowany. Czytamy tu natomiast po raz pierwszy o wysokości  wynagrodzenia dla Dogumowej za uśmiercenie generała ziem podolskich oraz o jej niemieckim pochodzeniu i rosyjskim mężu - oficerze. Konfrontacja w mieszkaniu aferzystki została zaledwie naszkicowana. Dowiadujemy się o zastąpieniu  udziału w niej Czartoryskiego przez hrabiego Potockiego.  Benedikt de Caché nie uznał za właściwe określić jego imienia, choć nie była to sprawa oczywista.

Jedyne wypaczenie przebiegu zdarzenia dotyczy okoliczności zatrzymania Ryxa przez Stanisława Kostkę, jak wiemy, Potockiego. Austriak twierdzi, że ten ostatni przekonany o prawdziwości oskarżenia podjął właściwe kroki, aby starosta piaseczyński nie opuścił domu. Nie mógł rzekomo zastosować wobec szlachcica przemocy, poinformował więc o zdarzeniu króla, a ten wysłał gwardię celem aresztowania delikwenta. Tymczasem, według naszej wiedzy, Ryx został przez Potockiego i Taylora doprowadzony pod bronią do księżnej ex-marszałkowej. Wypaczenie to miało sens korzystny dla działającego na zlecenie Czartoryskiego Potockiego, bowiem eliminowało oskarżenie o gwałt na szlachcicu wniesione przez Ryxa przeciw temu ostatniemu.

Po raz pierwszy nazwisko Dogrumowej pada w relacji gazety z Polski z 5 lutego. Łączy ona „denuncjatorkę” z nadal niezidentyfikowanym cudzoziemcem, który zaznać miał już więzienia za innego rodzaju oszustwa i oszczerstwa.

Tydzień później lejdejskie czasopismo wzmiankowało ogólnie o postępach procesu, ukazujących sprawę jako fałszywy alarm, podniesiony przez awanturnicę spodziewającą się zysku. Jeśli miałoby się to potwierdzić, grzmiał autor doniesienia, żadna kara nie byłaby dla niej dość surowa i przykładna. Z surowego tonu jego oburzenia wnioskujemy, że sympatia autora tej wzmianki lokowała się po stronie ludzi króla.

Co do takiego nastawienia autora następnego artykułu z Warszawy nie ma żadnej wątpliwości, gdy czytamy o ukazywaniu przez Stanisława Augusta twarzy bardziej uśmiechniętej i zadowolonej, w miarę jak procedura sądowa nie potwierdzała prawdziwości oskarżeń wobec jego ludzi – Ryxa i Komarzewskiego, co bardzo go dotąd dotykało. Sędziowie mieli mieć coraz mniej wątpliwości co do uczciwości starosty piaseczyńskiego. Wzmocniono natomiast straż więzienia Dogrumowej, w obawie by nie ułatwiono jej ucieczki przed ramieniem sprawiedliwości. Tę ostatnią wzmiankę można odczytać jako ostrzeżenie dla mocodawców awanturnicy, sformułowane już zresztą na kartach „Gazety Lejdejskiej” po raz drugi i ponowione wkrótce. Informuje się tu także o wysłaniu do zbadania przez trzech lekarzy i aptekarza trucizny, która miała być dosypana do czekolady księcia Adama Kazimierza.

Te energiczne działania sądu marszałkowskiego skłoniły autora relacji do przypuszczenia, że wyrok wydany zostanie w ciągu tygodnia, co, jak wiemy, nie sprawdziło się. Po tygodniu, ten sam zapewne autor zapowiadał odwleczenie się chwili wydania ostatecznego werdyktu w tej trudnej sprawie. Przy  tej okazji sformułował pochwałę skrupulatności marszałka Mniszcha. Niewątpliwie w interesie królewskiego Gabinetu leżało podkreślanie praworządności sądu. 

W połowie marca holenderskie czasopismo informowało o nocie de Cachégo z 19 lutego, złożonej Radzie Nieustającego z żądaniem, aby jej Departament Interesów Cudzoziemskich zajął się sprawą dotyczącą poddanego jego władcy tzn. księcia Czartoryskiego. Autor doniesienia słusznie przewidywał, że austriackie żądanie napotka duże trudności, choć wzięto je pod obrady Rady Nieustającej 22 i 23 lutego. W następnym numerze czytelnik poznawał już odmowną odpowiedź, zapadłą 25 lutego. Dowiadujemy się tu także o licznych podobno próbach ucieczki Dogrumowej, o których historiografia nie miała dotąd pojęcia i co wymagałoby potwierdzenia w innych źródłach. Wzmianka ta niezależnie od jej prawdziwości sugerowała jeszcze przed zapadnięciem wyroku pośrednie przyznanie się Dogrumowej do winy.  

Na początku kwietnia „Gazeta Lejdejska” zapowiadała, zaprzeczając swym wcześniejszym prognozom, wydanie wyroku w ciągu trzech tygodni. Zwłokę tłumaczono rygorystycznym przestrzeganiem przez sąd prawa oraz zawieszeniem procedur na okres wielkanocny. Jednocześnie podkreślano uwolnienie już od wszelkiej odpowiedzialności zarówno Komarzewskiego, jak i Ryxa. Cała zatem odpowiedzialność spadała na kobietę nieobyczajną i chciwą, która w tym ujęciu wyrządziła krzywdę obydwu stronom tzn. królowi i  jego zaufanym oraz Czartoryskiemu, za co, nie wątpiono, poniesie karę. Zrównanie obydwu stron jako ofiar denuncjatorki odpowiadało zapewne pojednawczej propagandzie królewskiej.

Pod datą z Warszawy 21 marca zamieszczono w „Gazecie Lejdejskiej” najobszerniejszą jak dotąd relację o aferze, sformułowaną w duchu propagandy dworskiej. Po raz pierwszy jej czytelnicy  zapoznawali się tu z nazwiskiem  Taylora – kupca angielskiego, zbankrutowanego w Londynie, który schronił się w Warszawie i nawiązał intymną relację z Dogrumową. To właśnie z nim, według wszelkiego prawdopodobieństwa, denuncjatorka miała uknuć swą intrygę. 

Ważną postacią tej relacji był hrabia Potocki, tym razem zidentyfikowany z imienia. Dowiadujemy się tu, że sąd nie przyjął zeznania Stanisława Kostki Potockiego jako bliskiego krewnego generała ziem podolskich oraz jako strony procesu. Potocki bowiem miał zatrzymać Ryxa zanim odwołał się do sprawiedliwości. Z tego samego powodu sąd nie przyjął świadectwa Taylora. Istotnie, jak wiemy, Ryx wyeliminował Potockiego jako świadka w procesie, oskarżając go o zbrojną napaść, a Taylora o pomoc w tym.

Dotknięty decyzją sądu, ale także relacją holenderskiego czasopisma Potocki odpowiedział listem do redakcji w Lejdzie. List ten został przez nią opublikowany wraz z podpisem hrabiego, co było rzadką praktyką w międzynarodowej prasie tej epoki. Często uwiarygodniała ona swoją bezstronność drukiem urzędowych deklaracji, ale listy od konkretnych osób ogłaszano zwykle anonimowo. Jean Luzac – redaktor gazety – poprzedził tę publikację własnym wstępem. Dziennikarz dowodził tu, że dotychczasowe doniesienia gazety pochodziły z wielu źródeł i wszystkie skłaniały do wysnucia wniosku o winie denuncjatorki. Luzac powoływał się tu na sprawę z roku poprzedniego, gdy w jego własnym mieście ujawniona została podobna intryga oszczercy pewnej damy. O jaką konkretnie aferę chodziło, nie udało mi się ustalić. Luzac utrzymywał, że ostatnia relacja o aferze Dogrumowej pochodziła ze szczególnie pewnego (czytaj: królewskiego) źródła. Niemniej, powołując się na zasadę bezstronności, zapowiadał publikację listu Potockiego poniżej. 

Potocki wyrażał w nim oburzenie sposobem odmalowywania w gazecie trojga świadków (a więc Taylora, jego samego i Dogrumowej), których zeznań sąd nie przyjął. Nie sprecyzował jednak  jakie określenia czy okoliczności miał na myśli. Dowodził tylko, że oddalenie dowodów stanowi najlepszy dowód – w domyśle stronniczości sędziów. Zmusiło to, podkreślał Potocki, księcia Czartoryskiego do wycofania oskarżenia przeciwko Ryxowi. „Gazeta Lejdejska” doniosła już o wyjeździe Czartoryskiego do Puław, nie czekając na ogłoszenie wyroku. Z jej relacji mogło jednak wynikać, że uczynił to pod wpływem ujawnienia w toku procesu oczywistych dowodów winy Dogrumowej, a nie oddalenia świadków oskarżenia. Do swego listu Stanisław Kostka Potocki dołączył, dowodząc nieskazitelnych intencji świadka, list Taylora, który dobrowolnie oddawał się w ręce sprawiedliwości do czasu pełnego wyświetlenia prawdy, a więc potwierdzenia oskarżeń jego przyjaciółki Dogrumowej wobec Ryxa i Komarzewskiego.

O wydaniu 21 kwietnia przez sąd wyroku informował artykuł z Warszawy, datowany dwa dni później. Nie znajdujemy tu jeszcze jego szczegółów, natomiast wzmiankę o księżnej ex-marszałkowej. Wypożyczyła ona Dogrumowej na czas pobytu w więzieniu meble. Zostały one właśnie odesłane właścicielce. Wzmiankę tę można odczytać jako próbę skompromitowania przez królewską propagandę protektorki aferzystki, zainteresowanej w szkodzeniu Stanisławowi Augustowi. W następnym numerze „Gazety Lejdejskiej” zamieszczono pod tą samą datą z Warszawy więcej szczegółów wyroku na denuncjatorkę i opis jej piętnowania przez kata.

W kolejnym numerze, artykuł z Warszawy z 27 kwietnia informuje o drukowaniu obszernego tekstu wyroku po francusku i niemiecku. W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że tego samego dnia ukazał się numer „Gazety Warszawskiej” w całości wypełniony opisem afery. W ten sposób redaktor gazety Stefan Łuskina po z górą trzech miesiącach przerywał milczenie swego  tytułu na ten temat. Ten pierwszy i jedyny opis na łamach „Gazety Warszawskiej” zawiera wszystkie znane nam już z „Gazety Lejdejskiej” elementy dworskiej propagandy na ten temat. Łuskina czuł się jednak w obowiązku wyjaśnić czytelnikom tak długie milczenie w tej sprawie. „Wszystkich to podobno zdziwiło, przyznawał redaktor, że gdy o zdarzonym w tym mieście na dniu 16 miesiąca stycznia roku teraźniejszego na osobie J. P. Franciszka Ryxa starosty piaseczyńskiego przypadku i wynikłej stąd w sądach kryminalnych marszałkowskich sprawie, zagraniczne donosiły gazety, krajowa o tym wszystkim dotąd milczała. Pochodziło to z tej ostrożności, aby przed dojściem przez zwyczajne prawa środki istotnej tego przypadku prawdy, albo jedna strona wcześnie i z samego uprzedzenia obwinioną, albo druga przed oczyszczeniem za niewinną ogłoszona nie była. Teraz, gdy już ten przypadek przez dobrowolne egzamina i indagacje oraz zaprzysiężone inkwizycje zupełnie w gruncie samym odkryty, a sprawa z niego wynikła z tychże dowodów finalnie rozsądzoną została, donieść za rzecz pewną i niewątpliwą powinniśmy, iż (. . .)”.

Ze wstępu Łuskiny wynika zatem, że do zabrania głosu zmusiły go zagraniczne gazety, a wśród nich pewnie lejdejska. Jak wiemy, redaktor „Gazety Warszawskiej” unikał drażliwych politycznie tematów, by nie narazić się dawcy przywileju na druk swego czasopisma – królowi. Jeśli przerwał milczenie, to zapewne na polecenie Gabinetu tego ostatniego. Musiano zdawać sobie sprawę, że wiadomości o aferze trafiają do polskich czytelników także za pomocą „Gazety Lejdejskiej”, a więc pomijanie jej całkowitym milczeniem byłoby nieskuteczne. Natomiast opis sprawy dawał oczywiście możliwość zaprezentowania dworskiego punktu widzenia.

W tym punkcie pojawia się analogia z realiami francuskimi i słynną „aferą naszyjnikową” z tego samego roku. Wiadomo bowiem o zupełnym milczeniu na ten ostatni temat „Gazette de France”. Tytuł ten, podobnie jak „Gazeta Warszawska, dla której był modelem, wychodził na podstawie przywileju królewskiego i miał na francuskim rynku prasowym nominalnie monopolistyczną pozycję. Jeśli Łuskina zabrał głos, nawet jeśli jednorazowo i z wielkim opóźnieniem, to świadczy o bardziej elastycznym stosunku dworu warszawskiego niż wersalskiego do propagandowego wykorzystania swego prasowego organu.

Korespondencja „Gazety Lejdejskiej” z Warszawy z 1 maja uzupełniała doniesienia o treści wyroku sądu marszałkowskiego. Czytamy tu o karze sześciu miesięcy więzienia dla Taylora; o upomnieniu przez sąd Potockiego i o niewielkiej grzywnie dla Czartoryskiego.  W następnym numerze holenderskiego czasopisma zamieszczono sprostowanie dotyczące wyroku w odniesieniu do Potockiego i Czartoryskiego, z których pierwszy  nie został jednak upomniany, a drugi ukarany grzywną. W tym samym numerze znalazł się artykuł z Gdańska, informujący o przybyciu tam 8 maja Dogrumowej i zamknięciu jej dożywotnio w miejscowej twierdzy. Tekst ten kończy cykl artykułów na kartach „Gazety Lejdejskiej” o słynnej aferzystce.

Podsumowując, odnotować należy skuteczność Stanisława Augusta Poniatowskiego w promowaniu na kartach „Gazety Lejdejskiej” swego stanowiska wobec afery Dogrumowej. Holenderskie czasopismo poświęciło jej wiele miejsca w dwudziestu numerach od lutego do maja 1785 r. Większość z jej korespondencji na ten temat odzwierciedlała propagandę Stanisława Augusta. Jeśli pojawiały się świadectwa strony przeciwnej, to, jak się zdaje, jedynie po to, aby stworzyć wrażenie bezstronności redakcji w Lejdzie. Celem propagandy stanisławowskiej w tej sprawie było zapewne przekonanie międzynarodowej opinii o tym, że panuje on w zasadzie nad sytuacją przy użyciu środków zgodnych z polskim ustrojem i prawem, a opozycja, wprawdzie dokuczliwa, wykazuje charakter awanturniczy.

Nie wiemy, jaka była skuteczność propagandy stanisławowskiej na kanwie afery Dogrumowej w odniesieniu do opinii międzynarodowej. W odniesieniu do opinii krajowej, a do niej również zwracał się Stanisław August za pośrednictwem „Gazety Lejdejskiej”, skuteczność jego propagandy okazała się niska. Dowodzi tego wzrost tendencji opozycyjnych od sejmu w roku 1786, gdy sprawa Dogrumowej stała się przedmiotem debaty, aż do inauguracji dwa lata później następnego sejmu , który stać się miał Wielkim. Ważną postacią tej opozycji był wśród innych Stanisław Kostka Potocki.

W komunikowaniu się z własnymi poddanymi okrężną niejako drogą poprzez „Gazetę Lejdejską” występuje analogia pomiędzy Stanisławem Augustem a Ludwikiem XVI. Dygnitarze działający w imieniu tego ostatniego nakazali wprawdzie milczenie o „aferze z naszyjnikiem” „Gazette de France”, ale jednocześnie dozwalali poddanym króla Francji czytać o niej w prasie międzynarodowej, w tym przede wszystkim w „Gazecie Lejdejskiej”, nawet jeśli nie w pełni kontrolowali jej treść. W tym czasie do francuskich czytelników docierało około 2500 egzemplarzy każdego jej numeru. Duże zyski czerpała z ich napływu poczta, będąca mocą królewskiego przywileju wyłącznym dystrybutorem gazet zagranicznych we Francji.