© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   27.05.2015

U Sanguszków w Budzimierzu

Od średniowiecza wiele polskich rodów dostawało od królów węgierskich dobra, tytuły i przywileje. Lojalność wobec Węgier była przez wielu z nich przedkładana nad lojalność wobec Polski. W 1410 roku ziemię sądecką najechał Ścibor ze Ściborzyc – Polak z Kujaw, wojewoda siedmiogrodzki i przyjaciel cesarza Zygmunta, któremu uratował życie w bitwie z Turkami pod Nikopolis. Jego majątek obejmował połowę zachodniej Słowacji, w tym dolinę Wagu. Był panem 31 zamków i ponad 200 wsi. W wyprawie pościgowej Jan ze Szczekocin, dowódca wojsk strzegących granicy, pokonał wprawdzie Węgrów pod Bardejowem, ale obie strony dołożyły starań, by nikomu krzywda się nie stała. Wiedziano, że po wojennej zawierusze przyjdzie czas, by usiąść przy jednym stole, pić wino, swatać dzieci, a wspólne wnuki trzymać do chrztu. Zbyt długi rachunek krzywd nie służył stosunkom sąsiedzkim. Nikt nikomu nie zarzucał więc zdrady, nikt nie dążył do starcia przeciwnika w pył. Po wojnie Ścibor włożył wiele pracy w ustanowienie przymierza między Polską a Węgrami, gościł Zawiszę Czarnego, z którym omawiał projekty polsko-węgierskie. Negocjował też, w imieniu Zygmunta, zastaw miast spiskich.

Transakcja ta zwiększyła zainteresowanie polskich rodów możliwościami kolonizacji karpackiego przedgórza. Przykładem takiej polskiej włości za Karpatami może być Budzimierz (Budzimir, Budamer). Leży na Słowacji, nad rzeką Torysą, w powiecie szaryskim, przy starej drodze handlowej z Koszyc do Preszowa. Związki z Polską dobra te miały już od XVI w., kiedy weszły posiadanie książąt Ostrogskich. Był to wynik mariażu księcia Janusza, kasztelana krakowskiego, z Zuzanną Seredy (1582). Zuzanna była dziedziczką pogranicznej fortuny, którą jej ojcu, Gasparowi, nadał w 1537 cesarz Ferdynand. W rodowym kluczu znalazły się dobra (tzw. państwo) makowickie, zamek Zborów (Zborovsky Hrad) i kasztel Budzimierz wraz z przyległymi wsiami. Nadania potwierdził w 1573 cesarz Maksymilian. Drogą koligacji Ostrogskich z Zasławskimi i Lubomirskimi, przez małżeństwo Marianny Lubomirskiej z Pawłem Karolem (1710), dobra „węgierskie” przeszły w ręce książąt Sanguszków.

Paweł Karol Sanguszko (1680–1750), marszałek wielki litewski, energiczny i zaradny gospodarz, był fundatorem i dobrodziejem wielu kościołów i klasztorów w swych latyfundiach. Nie zapomniał także o Budzimierzu, gdzie od podstaw wybudował kościół i kasztel. Istniała taka potrzeba, gdyż burzliwe lata XVII i XVIII w. nie oszczędziły miejscowości. W 1650 był tam „zameczek murowany, opustoszały, tylko mur stoi”, a w 1674 wspomniany jest „kasztel, kamienica murowana, która była spalona od wojska cesarskiego”. Wieś była właściwie wymarła, skoro w 1706 w Budzimierzu doliczono się tylko dwóch (2!) poddanych. Obejmując dobra w 1726, Sanguszko zastał „kasztel pusty, mury tylko stoją, pod którymi piwnica sklepiona murowana”. Dopiero w latach czterdziestych XVIII w. nastąpiło pewne ożywienie gospodarcze. Funkcjonowała winnica, zbudowano młyn, istniały dwie karczmy i browar. Książęcy administrator Antoni Zatorski sprowadził nowych osadników. Kasztel był niezbędny, bo Paweł Karol wyznaczył Budzimierz na siedzibę zarządu tzw. dóbr węgierskich.

Pracami przy budowie kościoła i kasztelu kierował „plenipotent dóbr węgierskich”, opat spiski i oficjał sądecki ks. Franciszek Petrykowski. Niezwykły to ksiądz, skoro nieobca mu była architektura wraz z inżynierią, a na dodatek zagadnienia geologiczne. Zajmował się bowiem także pracami górniczymi organizowanymi przez Sanguszkę, w Polsce, na Węgrzech, Słowacji i Morawach. 12 marca 1745 zawarto kontrakt z koszyckim architektem Nikodemem Litzkim (Liczkim, Litzgim) na budowę kościoła i kasztelu; opiewał na sumę 1060 złotych florenów. Prace budowlane trwały z przerwami do 1748. Widowiskowo usytuowany na wzniesieniu kościół, połyskujący kopułą z białej blachy, wraz z kasztelem stojącym na sąsiedniej górze stanowił ciekawy kompleks architektoniczny. Oficjalista Sanguszki Antoni Zatorski pisał już w sierpniu 1745 do księcia: „To mogę mówić, że wzdłuż jadąc przez Węgry, nie masz w żadnej wsi piękniejszego na widok kościoła”. Ale książę nie zobaczył już kasztelu. Na Węgry się nie wybrał. Zmarł wiosną 1750 w Zahajcach na odległym od doliny Torysy Wołyniu.

Kasztel musiał prezentować się godnie, skoro w 1769 tu właśnie odbyło się wesele Józefa Mniszcha (bratanka Jerzego) z Marianną Ossolińską. Byli sąsiadami, bo, jak pisał Władysław Konopczyński: „na Podkarpaciu rozgościli się „wielcy ludzie” w stylu epoki saskiej: w Sebeszu Karol Radziwiłł, w Budzimierzu Józefostwo Ossolińscy, w Tulczyku Jan Jakub Zamoyski, w Damiacie Ludwika z Potockich Cetnerowa, wojewodzina bełska, w Trocznach Suffczyński, inni siadywali w Bardiowie, Kurymie, Zborowie, a ze Zborowa prosty trakt prowadził przez przełęcz do Dukli”.