© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   20.03.2015

W poszukiwaniu uprowadzonej matki

Historia to nie tylko wielkie postaci, polityka i międzynarodowe wojny. Czasem na pozór zwykli ludzie zdumiewają nas swoim hartem ducha i poświęceniem. Jak mężczyźni poszukujący uprowadzonych przez porywaczy ukochanych żon, córek lub matek. Wśród nich jest bohater tej niesamowicie pięknej i wzruszającej historii poświadczającej miłość syna do matki i wielki szacunek, jaki żywiono do rodzica w czasach I Rzeczypospolitej.

Historia ta skupiona jest wokół osoby niejakiego Zajączkowskiego. Gdy w 1672 r. Podole zachwiało się pod naporem Turcji, matka tegoż młodzieńca dostała się do niewoli. Niemowlęciem zaopiekowali się krewni. Po skończeniu szkoły w Kamieńcu Podolskim Zajączkowski postanowił odnaleźć matkę, którą znał jedynie z rodowych opowieści. Poszukiwania rozpoczął od rozmów z greckimi i ormiańskimi kupcami, którzy handlowali w Stambule, oraz z jeńcami, którzy przez Kamieniec wracali z niewoli do kraju. Każdego wypytywał o matkę. W ten sposób dowiedział się, że nie przebywa ona już w niewoli. Musi się jednak ukrywać, ponieważ wciąż jest urodziwą kobietą. Pomocy udzielili jej stambulscy chrześcijanie, u których zarabia na swoje utrzymanie. Zdobywszy te informacje, Zajączkowski zapragnął bezzwłocznie ruszyć matce na pomoc. Jednak podróż chrześcijanina bez listów żelaznych lub innej rękojmi przy stosunkach panujących wówczas między Rzeczpospolitą a Turcją mogła sprawić, że młodzieniec w najlepszym wypadku podzieli los matki.

Tymczasem w 1712 r. do Turcji wyruszyło poselstwo Stanisława Chomętowskiego. Poseł, przebywając w Adrianopolu, wysłał rotmistrza Zakładzkiego do Rzeczypospolitej w celu potwierdzenia postanowień turecko-polskich. W drodze powrotnej wysłannik zatrzymał się w Kamieńcu Podolskim. Sytuację wykorzystał Zajączkowski, prosząc Zakładzkiego, by pozwolił mu towarzyszyć w drodze do Turcji. Stawałby się wówczas jednym z członków asysty poselskiej, co pozwoliłoby mu na bezpieczny przejazd przez terytorium tureckie. Zakładzki przystał na prośbę młodzieńca. W Adrianopolu dzięki wstawiennictwu posła Zajączkowski otrzymał firman zezwalający na podróż do Stambułu i wszczęcie poszukiwań matki. Szczęśliwie udało mu się osiągnąć swój cel. Matka i syn po wielu latach rozłąki mogli się wreszcie nacieszyć swoją obecnością.

Kiedy młody Zajączkowski wypełnił dawno powzięte postanowienie, wówczas ponownie poprosił posła o protekcję. Dzięki temu na czas podróży powrotnej do ojczyzny oboje wraz z matką zostali przyjęci do jego orszaku. Niestety w czasie drogi młodzieniec obłożnie zachorował. Jak pisze Franciszek Gościecki: […] i już się wydały powietrza na nim znaki, którymi zwątlony leżał jak trup. Radość matki zastąpiły smutek i strach o życie syna. Sytuacja była tym bardziej skomplikowana, że musieli zdecydować, czy kontynuują podróż razem z poselstwem, czy pozostają na miejscu. Misja dyplomatyczna nie mogła się przecież opóźnić z powodu choroby jednego człowieka. Z kolei pozostanie w Turcji niosło ze sobą ryzyko nędzy, tułaczki lub niewoli, a kolejna delegacja zapewniająca bezpieczeństwo przejazdu mogła się nie pojawić przez lata. Młodzieńca postanowiono więc transportować na wozie. Niestety w czasie pierwszego postoju w Küçükçekmece bohaterski Zajączkowski zmarł. Pochowano go przy cerkwi, by na obczyźnie mógł spoczywać wśród chrześcijan.

Historia Zajączkowskiego jest niezwykle poruszająca. To przykład wielkiego szacunku i miłości do matki, za którą przyszło mu zapłacić najwyższą cenę. Kiedy piszemy historię Rzeczypospolitej szlacheckiej, pamiętajmy, że obok magnatów, senatorów i posłów, obok wielkich wojennych czynów, obok dyplomatycznych gier istniała także ta ciemniejsza strona wojny, niosąca ze sobą długotrwałe reperkusje. Częścią składową naszej tradycji byli także ci ludzie, którzy musieli przejść przez tragedię wojny – niestety nie zawsze zwycięsko.