© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum

„W wieczór tany były”. O zabawach tanecznych na królewskim dworze

Do ulubionych rozrywek dworu Sobieskich należały tańce, które urządzano z najbłahszych okazji, a jeśli i tych nie stało, to bez żadnej okazji. W diariuszu Kazimierza Sarneckiego z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych XVII w. co chwila natykamy się na wzmiankę w tylu: „W wieczór tany były”, „Tany były wieczorem”, „Tany były horis consuetis”.

Sędziwego króla od tanecznych obowiązków zwalniała choroba, ale też nigdy ta rozrywka go nie pociągała. Ojciec, wysyłając go za młodu wraz z bratem na studia do Paryża, zalecał: „Z strony tańcowania, ponieważ to królowa francuska u nas będzie, życzę, abyście się tam uczuli galardy francuskiej i tych przedniejszych tańców u dworu, żeby i potym, kiedy u dworu naszego będziecie mieszkać, zwróciwszy się, da Bóg, akomodować się jej w tym. Co się mnie tknie, ja o to nic nie dbam. Bodajeście na koniach, da Bóg, tańcowali, bijąc się z Turki, Tatary, tego wam życzę”. Wszystko wskazuje na to, że swe poglądy na taniec Jan III odziedziczył po mieczu.

Co innego królowa Maria Kazimiera, która, od kiedy sięgnąć pamięcią, była zawołaną tancerką. Sobieski tak w jednym z listów wspominał ją z roku 1659: „po pierwszym połogu a po tak ciężkiej chorobie, jako ustawicznie kazałaś Waszmość sprowadzać dobrą kompaniję, to muzykę, to tańce”. Jeszcze i w latach dziewięćdziesiątych zdarzało się, że królowa nie ustępowała na parkiecie placu młodszym: „W wieczór tany były, na które król jegomość patrzył, i pokojowym swoim, i królowej jejmości tańcującym przypatrywał się, także i damom górnym, która i kto lepiej tańcuje, każdy miał za swe epitetum. Wesoły król jejmość był bardzo tego wieczoru i spał tej nocy dobrze”.

Świetnymi tancerzami były dzieci królewskiej pary. Odwiedzający Rzeczpospolitą anonimowy Francuz, choć bezkompromisowo opisał osobę królewicza Jakuba Ludwika („Drobny wzrostem, cienki, chudy, szpetnej twarzy, ułomny”) i jego humory („humoru kapryśnego, melancholik odpychający”), nie omieszkał jednak zaznaczyć: „zgrabnie tańczy, niezgorzej śpiewa”. Jego młodsi bracia nie pozostawali w tyle, stąd stałe wzmianki u Sarneckiego: „Tany były w wieczór królewiców ichmościów”. Relacje z epoki są też zgodne co do talentów Teresy Kunegundy: „tańcuje cudownie, śpiewa wdzięcznie”, „tańcuje przecudnie, śpiewa”. Na parkiecie dominowali więc młodzi Sobiescy: „Po obiedzie królewicowie ichmoście tańcowali i królewna jejmość”.

Do zabawy zapraszano wysoko urodzone panny i panie, które w tym czasie odwiedzały królewski dwór. Ale nawet, jeśli nie zajechały w gościnę młode magnatki, bawiono się w najlepsze, prosząc do tańca szlachcianki z fraucymeru królowej, choćby Grużewską, Ogińską czy ulubienicę i „wielką konfidentkę królewnej” Korniaktównę: „Horis vespertinis tańcowali królewicowie ichmoście z damami górnymi cum assistentia ichmości bełskiej i bracławskiej wojewodzin aż do pierwszej godziny w noc” czy: „W wieczór tańcowali królewicowie ichmoście z damami górnymi aż do samej dwunastej godziny”.

Przyczyn popularności tańców tłumaczyć chyba nie trzeba. Na więcej w ich trakcie można było sobie wobec panny pozwolić i uchodziło to na sucho. To, czym gorszył się kaznodzieja Jakub Wujek („tam nieuczciwe dotykania, tam wszeteczne szepta­nia, namowy, śpiewania, całowania, a jednym słowem wszystek niewstyd okazać, rozmnażać się musi”), zachwycało Hieronima Morsztyna:

Jak go idą, tak idą, i w tańcu-ć uciechy

Ujdą swoje, jak wiecie: pokrzyk, szept, żart, śmiechy.

Więc i rączkę jej ścisnąć, dobrze li puls bije,

Umie drugi pan doktor, gdy sobie podpije.

W świetle tych wyjaśnień jasna staje się strategia młodego Francuza: „Po wieczerzy były tany, którym się królestwo ichmoście przypatrywało i tenże jegomość pan poseł z kawalerami; którego bardzo siestrzeniec także tańcował i ściskał dobrze damom górnym ręce, a to podobno dlatego, żeby nie upadł w tańcu, a damy inaczej rozumieli”.

Dworskie tańce miały swoją dynamikę. Jak zanotował kapelan przy pośle angielskim doktor Suth, biorący udział w weselnej zabawie tanecznej wyprawianej przez dwór w Żółkwi: „Między tymi, których widziałem w tym kole tańczących, byli w wielkiej części sędziwi senatorowie i poważne panie. Wszyscy posuwali się zrazu poważny krokiem, lecz jakkolwiek początek tańca był poważny i z wielką formalnością, przyszło wreszcie do tego, że się skończył na skokach i ustał nieporządkiem”. W przypadku tańców samej młodzieży o „nieporządek” było dużo łatwiej. Dlatego niekiedy dochodziło do awantur...

Pod koniec listopada 1693 roku Sarnecki zanotował: „W niedzielę podczas tanów królewic Aleksander jegomość z jegomości panem chorążym koronnym [Aleksandrem Janem Jabłonowskim] powadzili się o to, że jegomość pan chorąży mówił królewicowi jegomości, aby przestał tańcować z panną podkomorzanką lwowską [Magdaleną Chodorowską] i onej rzucać w tym tańcu, którego więcej niż pół godziny było. Na te słowa rozgniewany odpowiedział królewic jegomość: «Diabał mi po takich inspektorach! Patrz waszmość sobie takiego równego, jakoś i sam, a mnie zaniechaj!». Zaraz to powiedziano królowej jejmości, o co był wielki hałas na królewica jegomości, i dotychczas krzywo na się patrzają”. Panna faktycznie musiała być jak malowanie, skoro już po miesiącu oświadczał się jej starosta kamionacki Kazimierz Leszczyński. Muzyka może i łagodzi obyczaje, ale z pewnością nie taniec, zwłaszcza gdy idzie o śliczną pannę, a odbijany nie wchodzi w rachubę.