© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   13.12.2012

Wizja w zderzeniu z rzeczywistością

Po kampanii 1683 r. w ręku tureckim na północ od Dniestru pozostawały: Międzybórz, Bar, najdalej wysunięty na zachód Jazłowiec i najważniejszy Kamieniec Podolski. W wyniku akcji Kozaków w 1683 r. Ukraina Prawobrzeżna została prawie wyczyszczona z Turków; natomiast Podole, które nadzorował z Korony w czasie wyprawy wiedeńskiej chorąży bełski Andrzej Sierakowski, a następnie atakował bez skutku kasztelan krakowski Andrzej Potocki, pozostawało w dużej części w rękach Turków.

W końcu sierpnia 1684 r., po spóźnionej koncentracji, ok. dwudziestotysięczna armia Rzeczypospolitej stanęła pod Jazłowcem i po krótkim oblężeniu zdobyła zamek; następnie pociągnęła w rejon przeprawy na Dniestrze między Żwańcem i Chocimiem, po którego opanowaniu mogła zaatakować Kamieniec. Opromieniony sławą zwycięzcy spod Wiednia Sobieski postanowił jednak przekroczyć Dniestr i dokonać inwazji Mołdawii. Podczas narady wojennej odbytej w obozie pod Żwańcem 29 września 1684 r. starły się dwie koncepcje prowadzenia wojny i wyartykułowane zostały argumenty ich zwolenników. Hetman wielki koronny Stanisław Jabłonowski optował za podejściem pod Kamieniec, motywując to względami militarnymi: znaczeniem twierdzy i okolicznościami (w tym zbyt późną porą roku) niesprzyjającymi zapuszczaniu się do Mołdawii oraz proponował zająć na południe od Dniestru tylko Chocim. Poparł go podkanclerzy koronny Jan Gniński, prezentując argumentację polityczną, czyli odwołując się do oficjalnej hierarchii celów wojny, w której na pierwszym miejscu widniało odzyskanie Podola[1]. Podział nie przebiegał w prosty sposób wzdłuż linii: regaliści, jak nazywano w Rzeczypospolitej zwolenników polityki króla i malkontenci, czyli opozycja, do której w 1684 r. można było bez wątpienia zaliczyć spiskujących: hetmana wielkiego litewskiego Kazimierza Sapiehę i podskarbiego litewskiego Benedykta Sapiehę, wojewodę kaliskiego Rafała Leszczyńskiego, biskupa chełmińskiego Jana Opalińskiego czy marszałka wielkiego koronnego Stanisława Lubomirskiego, ale nie do końca Jabłonowskiego. Wątpliwości wobec zamierzeń króla mieli statyści o niezależnej lub labilnej pozycji na scenie politycznej, krytyczni wobec wołoskiej strategii króla nie tyle jako jego oponenci, ale nie przekonani pomysłami sceptycy.

W istocie projekt Sobieskiego, jak każda śmiała wizja, spotkał się z opozycją polityków postrzegających go w kategoriach zagrożenia własnych interesów oraz bezinteresowną niewiarą ludzi nie widzących w nim zagrożenia, ale uważających go za nierealny. Sobieski przełamał w 1684 r. wszystkie jawnie opozycyjne i sceptyczne nastroje. Rada wojenna postanowiła przejść do ofensywy na południe od Dniestru. Triumf królewskiej woli nie przyniósł sukcesu w rzeczywistości teatru wojny. Ulewy zniszczyły stawiany na rzece most umożliwiając swobodną komunikację przez Dniestr. Pierwsza powiedeńska kampania zakończyła się jeśli nie kompromitacją władcy, to w każdym razie w sposób o którym wołałby on zapomnieć, w czym nie pomagali mu opozycjoniści, przypominający niepowodzenie króla, jak np. Krzysztof Grzymułtowski na szlacheckich sejmikach[2]. Jedynym owocem kampanii było opanowanie Jazłowca oraz rejonu Żwańca i Chocimia.

[1] List xiędza Stanisława Woyeńskiego, bp. kamienieckiego do Jana Karola Matesilani, rezydenta polskiego na dworze papieskim (...), 6. XI. 1684, [w:] Relacye..., op. cit., s. 445. Por. M. Wagner, Stanisław Jabłonowski (1634 – 1702) Polityk i dowódca, Siedlce 1997, t. 1, s. 200 – 203.

[2] Krzysztofa Grzymułtowskiego (...) listy i mowy, wyd. A. Jabłonowski, Warszawa 1876, s. 122 – 123.