© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   25.03.2015

Włosy piękne jak złoto, czyli o dawnym farbowaniu i pielęgnacji włosów

W staropolskich poradnikach medycznych znajdujemy nie tylko lekarstwa na najróżniejsze choroby, ale także przepisy na sporządzenie domowych kosmetyków. Wśród nich liczne były mikstury, które pomagały na wypadające włosy; farby, dzięki którym można było zmienić kolor włosów na złoty blond lub kruczoczarny; plastry, które skutecznie pomagały pozbyć się niechcianego owłosienia.

Porost włosów można było uzyskać, wcierając w skórę głowy mieszankę, która powstała z warzonego w winie korzenia ślazu z kminem i żółtkami. Innym sposobem było wykorzystanie drobno pokrojonej słoniny, którą po stłuczeniu w moździerzu należało przepalić w alembiku, a uzyskany płyn wcierać w skórę głowy.

Do farbowania tkanin, a nawet włosów, używano często naturalnych barwników, w tym przypraw. Ufarbowanie włosów na żółto możliwe było dzięki zastosowaniu specjalnych mieszanek koloryzujących, które zawierały szafran. Płukane tymi miksturami włosy miały uzyskiwać piękną złotą barwę: „Weźmi szafranu co najlepszego, żółtków jajowych warzonych, każde z tych ile chcesz, miodu przasnego trochę aby było, zamieszawszy jako maść, którą po ranu na słońcu i z wieczora przy ogniu masz mazać włosy (...) gdy tę maść pomażesz, masz grzebieniem czesać, ale grzebienia przerwy pomaż olejkiem gorzkich migdałów. Tak czynić przez cały miesiąc, dostaniesz włosów pięknych jak złoto”.

Do zmiany koloru włosów i ich rozjaśniania używano również mieszanek olejów. W jednym z przepisów na rozjaśnianie włosów znajdziemy w składzie olej sezamowy, który można było zastąpić z powodzeniem oliwą. Należało tylko upewnić się, że nie była ona stara, czyli zielona, a świeża, o żółtym kolorze. Do takiego oleju dodawano szafranu, cynamonu, imbiru, piżma oraz kwiatów lilii. Taki olej pozostawiony przez długie dni na słońcu nadawał się do nakładania na włosy.

Mikstury farbujące miały też o wiele szersze zastosowanie, jak pokazuje ten XVIII-wieczny przepis na „ług ku myciu głowy kosztowny, który nie tylko włosy piękne, żółte, jasne i długie mnoży, ale też mózg swierdzi i pamięć wspomaga: weźmi ługu dobrego co by dziesięćkroć głowę zmyć, włóż weń skórek pomarańczowych słodkich dziesięć, z jabłka cytrynowego ile mieć możesz, kwiatków rumienkowych, liścia bobkowego, Panny Maryej włosków po garści, rzepiku pół garści, plew jęczmiennych zsiekawszy dwie albo trzy garści, słoneczniku stręcznego suchego jednę garść, kozorożcu dwie garści, waynsztynu pół funta, kwiecia witeczkowego garści 4 albo 5, zmieszaj to wszystko z ługiem w jakim niemałym naczyniu, chowajże ku potrzebie, a im straszy ten ług będzie tym lepszy, tylko iż w pięciu albo sześciu miesiącach świeżych ziół i kwiecia musisz przyłożyć, jako i naprzód. A gdy się chcesz tym ługiem myć, bierz go nie tym naczyniem, w którym go grzać chcesz, ale jakim chędogim, a grzejąc go, możesz weń włożyć kąsek myrrhy i cynamonu, a z tym się myć, jest to bycie barzo głowie zdrowie nad pożytki namienione”.

Dawne poradniki oferowały liczne przepisy nie tylko na porost czy koloryzację włosów, ale też podawały wiadomości „o spędzaniu włosów z miejsc, które by kto gołe mieć chciał”. Idealnym rozwiązaniem były plastry, które niszczyły włosy: „Weźmi terpentyny dwie uncye, wosku białego pół uncyey, belzoiru styraku trzcianego, każdego z tych po trosze. Naprzód wosk rozpuść u ognia, potym belzoin z styrakiem włóż. Na ostatek przyłóż terpentyny z trochą mastyki i blejwasu stłukszy zmieszaj, niechże ta maść ani gęsta, ani rzadka będzie: ustrzygniże płatek jako wielki chcesz, a rościągnąwszy go na stole, rozsmaruj maść tę nań ciepłą, a gdy ostygnie, przyłóż płatek drugi na ten, namaż także, bo chrzęści i złupuje się kiedy ostygnie. Przeto gdy chcesz te płatki przykładać, musisz je pierwiej grzać, aby odmiękły. Ale pierwej miejsce ono gdzie przyłożyć chcesz czyście omyj, trąc chustą albo ręką, a gdy oschnie, przyłóż plastr tak, aby wszędy przylgnął póki ciepły, nazajutrz go po lekku zdzieraj, pójdą za nim włosy, a skora piękna i jasna będzie, na której jeśliby maści co przylgnęło, omyj ciepłą wodą z otrębami, chustą ocierając, po tym omyj gorzałką dobrą albo winem białym, albo wódką malonową, albo baniową. Potym możesz używać inszych wódek na twarz, a będzie jasna jako zwierciadło”.

Wśród porad dotyczących dawnych metod depilacji pojawiają się jednak takie, które mogą dziś budzić grozę. Przykładem może być wódka, która powstawała z przepalenia w alembiku młodych jaskółek uwierconych z bobrowym strojem i octem, czy mózg nietoperza starty z mlekiem niewieścim.