© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   13.10.2017

„Wzięła mnie miłość w swe potężne pęta” – staropolska intymność

Intymność definiujemy zwykle jako najbardziej prywatną sferę relacji międzyludzkich, ograniczoną do wąskiego kręgu uczuć i doznań – miłości, czułości, wynikającego z nich pożądania, cielesności, niezaspokojonej tęsknoty i bliskości. W historiografii polskiej niewiele znajdziemy opracowań traktujących o staropolskiej miłości, jakby ta sfera uczuciowości człowieka epok dawnych w ogóle nie istniała, a jego życie upływało na wojnie, polityce i doglądaniu gospodarstwa. Tymczasem w źródłach znajdziemy przykłady miłosnych wyznań kochanków, pieszczotliwych zdrobnień używanych w małżeńskiej korespondencji, czułości wobec potomstwa czy intymnych zwierzeń przyjaciół. Język przekazów źródłowych jest wieloraki – barwny, wręcz liryczny w przypadku epistolografii czy pamiętnikarstwa, wykształcony na francuskiej literaturze bukolicznej i stylistyce dworskich powieści miłosnych, to znów oszczędny, prosty i surowy, nacechowany cierpieniem i religijną refleksją w testamentach, a kiedy indziej rubaszny, ekspresyjny i pełen wulgaryzmów w przypadku dokumentów sądowych czy literatury jarmarcznej.

W staropolskich listach sfera uczuć – miłości, zaufania, intymnych związków czy doznań – została w zasadzie ograniczona do zdawkowych pozdrowień i wyrazów tęsknoty, czasem tylko czułych „nieodmiennych afektów”, „utęsknień”, „słodkich więzień” i „miłości kajdan”, co nie musi oznaczać braku umiejętności wyrażania najskrytszych uczuć względem kochanków czy bliskich. Niedościgłym przykładem epistolograficznej miłości jest w naszej literaturze para królewska – Maria Kazimiera d’Arquien i Jana III Sobieski, ale gdyby sięgnąć w głębsze pokłady źródeł tej epoki, to znajdziemy w nich i inne pary, które potrafiły pięknie wyrażać swoje uczucia.

Józef Wandalin Mniszech, marszałek wielki koronny, przekonywał swoją wybrankę serca, a późniejszą żonę Konstancję z Tarłów – „że ani kontent, ani spokojny, ani uzdrowiony być nie mogę, póki cię, zebranie wszelkiej piękności i perfekcji, nie obaczę”. Przez trzydzieści lat małżeństwa obsypywał swoją ukochaną „Kostusieńkę” najczulszymi słowami, zapewnieniami o dozgonnej „nieskończonej i nieporównanej miłości mojej ku jej osobie” i niewyobrażalnej tęsknocie – „niewyperswadowanym bez niej moim utęsknieniem”, drobnymi upominkami, winem i łakociami. Sen z oczu spędzały mu „długie i niewytrzymane momenta bez Ciebie moja serdeczna Dobrodziko, którą kochać, estymować, szanować i admirować nigdy równie jakoż powinienem nie potrafię”. Konstancja zaś zapewniała swojego „Józieńka”, że listy „jego śliczną rączką pisane, srodze strapionemu sercu folgę przynoszą, które prawdziwie obumarło bez Ciebie”.

Z kolei poetka Franciszka Urszula Radziwiłłowa przekonywała małżonka Michała Kazimierza „Rybeńkę”, że jej marzeniem jest, by „ich kwitnąca miłość w takiej była zawsze jedności, żeby nie ugaszonym ogniem dwa nasze serca się kochały”. Dzieliła się z mężem wspomnieniem ich intymnych, wspólnie spędzonych chwil, uwodząc go w listach i namawiając do szybkiego powrotu do domu, bo „trzeba mię prędko i samego siebie nasycić”. 

Znakomitym przykładem staropolskiej epistolografii miłosnej są listy Teresy Starżycówny i Kazimierza Wiśnickiego, osiemnastowiecznych kochanków. Kazimierz Wiśnicki pisał do swojej ukochanej „Teresi” wierszowane listy, wyrażając swoje gorące uczucia:

Poczta życzliwa do kochania mego
Ordynowana serdeńka Twojego
W której ja moje wyrażam żałości
Jakie me serce ponosi ciężkości
Jako mnie trapią zbyt codzienne żale
Kochając Ciebie ja Teresiu stale…

W tych nieskładnych rymach zakochanego mężczyzny kryło się ogromne uczucie, które zaowocowało szczęśliwym finałem – ślubem. Każde rozstanie było dla kochających się małżonków okazją do wyrażenia ogromnej tęsknoty: „ale milion razy suplikuję Teresiu Dobrodziko, serce i życie moje, oto upadłszy u nóżek twoich, leżąc, całuję ich Twój serdeczny Kazulko, żebrząc łaski twojej Teresiu Dobrodziko moja, napiszże choć kilka liter do mnie…”. Miłosna gra kochanków skłaniała ich do licytowania się, czyja miłość jest głębsza i prawdziwsza, a tęsknota boleśniejsza: „Piszesz do mnie te słowa w liście swoim, że widać nie kochasz żony swojej Kazulku i nie masz dyskrecyi, że tak piszesz, więc jeślim z żalu, z tęskności, z ucisku serca swego i prawdziwego afektu mego dolegliwość, ból i żal serca był wyraził, teraz zaś czynię konsolacyją mojej najukochańszej Teresce i Dobrodzice…”. Zapewniał ją w czułych słowach – „Teresiu, Dobrodziko moja, ani wymówić nigdy nie mogę, ani umiem, ani opisać nie potrafię, jak cię kocham…”. W innym liście zaś potwierdzał swoją wielką miłość i przywiązanie do żony, pisząc „ani spać, ani jeść nie mogę, a ustawicznie serce moje nudzi [się] sobą nadzwyczaj, ciebie zaś jedyna pociecho moja ustawicznie we snach i na jawie przez ustanku widuję…”.

W większości staropolskich listów, w tytulaturze i ich formie emocjonalnej, zachowany jest patriarchalny układ rodziny, gdzie małżonkowie zwracają się do siebie „Pani i Najmilsza Dobrodziejko Moja” czy też „Panie Mój i Dobrodzieju Kochany”. Przyjęta oficjalna i dość chłodna forma nie wykluczała ciepłych uczuć w codziennym obcowaniu małżonków, świadomych możliwości przejęcia korespondencji przez osoby niepożądane. Na drugim biegunie tych zachowań znajdziemy wspaniałe przykłady wylewnych małżonków i kochanków. Kazimierz Wiśnicki nazywał swoją żonę Teresę Starżycównę „dobrodziejką”, „pociechą swoją”, „matuleńką ukochaną”, „kochanką swoją serdeczną”, „sercem i duszą jedyną”.

Najpowszechniejszym uczuciem wśród ówczesnych kochanków wydaje się tęsknota, która zmieniała każde rozstanie, każdą spędzoną samotnie chwilę w niekończące się cierpienie. „Moje serce, byłbyś w życiu moim najmilszym gościem, którego wyglądam z upragnieniem oczyma i sercem” – pisała do męża Elżbieta z Branickich Tarłowa (zm. 1746). Zaangażowani aktywnie w życie publiczne, stale przebywający w podróży małżonkowie rzadko mieli okazję cieszyć się swoim towarzystwem, dlatego dzielili się uczuciami na odległość. Tęsknocie towarzyszyły zwykle miłosne zaklęcia, słowne i materialne dowody miłości, zapewnienia o dozgonnej wierności i gotowości śmierci w przypadku utraty miłości bądź słowne utarczki i przekomarzania kochanków, którzy licytowali się w kwestiach siły swoich uczuć. „To nieznośna i okrutna rzecz do wytrzymania, a że mi jeszcze krzywdę czynisz w liście swoim, kiedy się obawiasz, żebym obowiązanego i zanurzonego w tobie serca mego przez odległość nie odmieniła, toż i na to ubolewam, wiedząc dobrze i będąc wyperswadowaniem, że wprzód życie stracić już jestem gotowa, niżeli raz na zawsze poprzysiężonego serca jednostannie do śmierci moi nie dotrzymać bym mogła” – skarżyła się mężowi Konstancja Mniszchowa. Zakochany Kazimierz Wiśnicki, cierpiąc z miłości i tęsknoty, pisał do żony, jak do dziecka: „Plosi Kaziulko, Bzdulki Teleski serdecznej, żeby nie tęskniła, bo będzie Kaziulko bił dużo i całował”.

Źródła przechowały jednak dla nas i odmienne uczucia – nienawiść, rozczarowanie z powodu źle ulokowanych uczuć, rozgoryczenie i liczne ślady negatywnych zachowań, gdzie prywatność została upubliczniona, a relacje małżeńskie czy rodzinne – rozbite. Joanna z Sieniawskich Potocka (zm. 1733), strażnikowa koronna, zwierzała się stryjowi Karolowi Stanisławowi Radziwiłłowi, szukając w nim oparcia przeciwko mężowi Stefanowi Potockiemu, który „uczyniwszy nieszczęściem mnie brzemienną”, odrzucił, „zafrontowawszy mię tak, że jako kucharkę nie mógł cierpieć przy ludziach, odjechał nazajutrz po traktamencie, do tego czasu tylko mię listami szkaluje…”. Ofiarą małżeńskiej niechęci padła też Joanna Denhoffowa, miecznikowa koronna, która pisała do męża Stanisława Ernesta – „nie spodziewałam ci się ja przynajmni tyle nienawiści, jarząca się całym sercem do afektu WM Pana, w c[z]ym samego Boga biorę za świadka, żebym miała być tak odrażającą, i żebyś WM Pan miał to z tak tyrańską ekspresyją na mnie wyrazić, że tego nie życ[z]ysz, żebyś mieszkał ze mną i że starasz się mnie w tym wyperswadować, żebym ja tego sama nie życ[z]yła, ale ja na złość mojej nieszczęśliwej fortunie nie uczynię tego, żebym sobie miała życ[z]yć być oddaloną od WM Pana…”.

Intymność w obrębie staropolskiej rodziny to nie tylko relacje między małżonkami czy kochankami, to również cała skala uczuć i emocji związana z dawną rodziną – dziećmi, rodzicami, krewnymi. To radość z potomstwa, czas oczekiwania na przyjście na świat dziecka – radość i niepokój niewiadomej przyszłości – to bliski kontakt z dzieckiem, uczestnictwo w jego rozwoju i dorastaniu. Czułość okazywana dzieciom, widoczna w zdrobnieniach – „śliczna dziecinka”, „pulchny pierożek”, „kruszynka”, „chłopaczek delikatny” – wypełnia korespondencję tego okresu. To również bliskie relacje z rodzicami czy dziadkami wyrażone w pełnych miłości słowach – „Tatuleńku mój”, „Matusiu moja”, „Babuleńka i Dziadunio”.

Świadectwem trudnych relacji w ówczesnych związkach są zachowane księgi sądowe, pełne skarg i zeznań na niestosowne zachowania współmałżonków, przemoc cielesną czy obelgi i drwiny. Zarówno jedne, jak i drugie postawy i zachowania były obecne w dawnej rzeczywistości, dają zatem pełny obraz relacji międzyludzkich w społeczeństwie epoki baroku.