© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
   |   25.01.2016

Z pamiętnika ogrodnika – 20 stycznia 1801 r. (PJM)

Ogrody bez ogrodzeń, czyli o tym co zimą najbardziej widoczne

Zimą zauważyć można wiele rzeczy, które zwykle ukrywają się w gęstwinie liści. Teraz, gdy nagie gałęzie wilanowskich drzew ledwo przykrywa kożuszek ze śniegu, odkrywam nasz ogród na nowo. Dziś właśnie udałem się w najdalszy jego zakątek, gdzie rośnie grupa starych cisów. Ich pędy gęsto porośnięte są zielonymi igłami, na których zatrzymuje się śniegowa warstwa. Moją powinnością jest otrząsnąć ją jak najszybciej, żeby swoim ciężarem nie połamała gałęzi. Wykonując moje obowiązki, zwróciłem uwagę na płot, który w niektórych miejscach posiadłość otacza. W czasie pracowitych, letnich miesięcy uszedł on mojej uwadze, bo też roślinami był zasłonięty. Pomyślałem, że wiedzieli poprzedni właściciele Wilanowa, jak dobrze ogrodzenie przesłonić. Nie jest to więc całkiem nowa moda, choć dopiero niedawno opowiadał nam mistrz ogrodnik, że tak się powinno w parkach krajobrazowych robić. Koncept ten z Anglii się wywodzi, a w jego myśl nie godzi się ogrodów grodzić. Należy więc tak ukryć granicę, aby nie było jej na pierwszy rzut oka widać. Nie może wszak parkan psuć widoku na krajobraz, a ogrodu nie można odcinać od otoczenia. Jak w tym wypadku granicę oznaczyć? Jest na to sposób, który zwą ogrodzeniem aha. Na czym on polega, to na przykładzie objaśnię. Wyobraźcie sobie, że udajecie się na spacer po parku malowniczym. W oddali majaczy pejzaż zachwycający, aż nachodzi ochota, aby bliżej podejść i mu się przyjrzeć. Udajecie się więc dalej, a tu okazuje się, że dalsza droga jest nie możliwa, bo przecina ją głęboki rów. Cóż wtedy się na usta ciśnie? To sławne: „Aha! Dalej nie pójdę!”. Ogrodzenia o tej zabawnej nazwie nie zawsze da się użyć, dlatego czasem w angielskich ogrodach sadzi się płoty z krzewów, zwane żywopłotami. Dobre to rozwiązanie, bo widoku nie psuje, a może ptakom dawać schronienie. Można też taki żywopłot zrobić z silnie rosnącej róży albo innego krzewu kwitnącego, to wtedy będzie on piękną ozdobą. Zastanawia mnie tylko, że wszystkie te rozwiązania za innowacyjne się uważa, a jak widać w Wilanowie z dawna ich używano. Wiedział zatem król Jan, jak otworzyć widoki na wsie okoliczne i krajobrazu nie oszpecić.