© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum

Znaki Zodiaku na twarzy?

W styczniu 1662 roku Maria Kazimiera Zamoyska pisała do Jana Sobieskiego: „Od czasu, jakeśmy się rozstali, chodzę zaniedbana, nieuczesana, bez wstążek i bez muszki; nie dbam o to, żeby się podobać komukolwiek”. W tym samym niemal czasie Wacław Potocki wyszydzał Polki, które „muchy, osy, pająki bez mała i żaby” lepią po „gębie”.

Sięgająca starożytnego Rzymu praktyka znalazła swój renesans około 1600 roku. Prowokacyjną i bijącą w oczy bogactwem barw i materii modę epoki Ludwika XIII symbolizowały złoty i srebrny haft (clinquant), kokarda (esguillette), rozcięcia i listwowania (uważane za stricte francuski wynalazek chiquetades), koronkowe rabaty, „kapuściane” rozety, loki miłości (cadenettes), mniej lub bardziej dyskretne peruki, „parasolowate” kapelusze last but not least muszki właśnie, z prawdziwą manią stosowane od ok. 1620 r. Owe mouches (wł. mosche, ang. patches) wycinane w aksamicie, jedwabiu, hiszpańskiej skórze lub barwionym papierze, w kształcie księżyca, gwiazdy, słońca, komety, czy nawet znaków Zodiaku, w zależności od położenia oznaczały co innego, zawsze jednak stanowiąc wyznacznik piękna, segno di belezza. Przyklejane do twarzy, szyi i dekoltu najczęściej za pomocą specjalnego kleju żywicznego, pierwotnie służyły zamaskowaniu niedociągnięć urody, takich jak znamiona, skazy i blizny nierzadkie w czasach szalejącej ospy. Apassionata („rozkochana”) umieszczana była zazwyczaj nad okiem, Civettuola – nad ustami, Baciante („całuska”) – na policzku, Galante – na szyi, Sfrontata („śmiała”) – na nosie, Assasino – pod okiem lub bliżej skroni. Zwłaszcza owe podłużne muszki „morderczynie” zyskały status symbolu rozerotyzowanej mody epoki Moliera i Casanovy. Pisał Wacław Potocki:

Na białość damy czarne lepią płacie,
Chodzi jej gęba w strzyżonym bławacie.

Ojciec Giovanni Sonta Pagnalmino (Agostino Lampugnani) konstatował jeszcze przed 1640 r. zwyczaj „brukowania” lic przez młodych pięknisiów: „jest to moda sprowadzona z Francji [gdzie] taka praktyka jest powszechnym zwyczajem: nie tylko wśród kobiet, ale i mężczyzn, zwłaszcza młodych. Ich twarze okazują się nierzadko przedziwnie zaczernione, nieuporządkowane, nie z powodu malutkich pieprzyków, ale wielkich i komicznych narośli”. Podobno sam kardynał Richelieu ulegał czasem modzie na muszki, nakładając kilka na raz. W przeciwieństwie do niego młody dzierżawca dochodów skarbowych d’Auvray zadowalał się jedną, ale za to  przemyślnie umieszczoną:

Muszka na skroni,
Ocieniając ją odrobiną czerni,
Podkreślała jej biel.

Satyrycy pokroju Andrew Marvella (1621-1678), czy Williama Hogartha (1697-1764) portretowali kobiety z muszkami w kształcie konnego powozu, statku, walczących ptaków lub wręcz z tuzinem węży wijących się po twarzy. Diuszesa du Berry otrzymała od księżnej Palatynatu upomnienie za to, że nosiła na twarzy aż 12 muszek na raz, zasługując sobie na porównanie do aktoreczki. Pod koniec XVII wieku sprzedawano całe pudełka tego typu wynalazków w kształcie serca, półksiężyca, krzyżyka lub pigułki (lozenges). W pierwszej połowie następnego stulecia wszyscy zwolennicy mody zachodniej, zwłaszcza w wersjach stroju galowego (np. ślubnego) byli emmouché. Niekiedy umiejscowieniem po odpowiedniej stronie twarzy starano się wyrazić stan cywilny (na prawym policzku mężatka, na lewym kobieta zaręczona), a nawet określone poglądy polityczne! Wynalezienie szczepień przeciwko ospie oraz odrzucenie „mody pudrowanej” w epoce Wielkiej Rewolucji ostatecznie uśmierciło nieszczęsne muszki.