Tematy

toaletka_krolowej.jpg

Dotychczas w kolejnych tytułach serii "200 lat Muzeum Wilanowskiego" prezentowane były duże kolekcje. Mieli Państwo okazję zapoznać się ze zbiorami ceramiki, szkieł europejskich, sreber, zegarów oraz eksponatami sztuki dalekowschodniej. Ta publikacja jest inna. Jej zadaniem jest zwrócenie uwagi czytelnika na …



Rzeź polskich jeńców pod Batohem

Silva Rerum
55_rzeź pod batohem.jpg

Zwycięstwo wojsk Rzeczypospolitej nad połączonymi siłami kozacko – tatarskimi pod Beresteczkiem w 1651 r. nie tylko pozostało niewykorzystane, lecz także doczekało się wyjątkowo okrutnego odwetu ze strony Bohdana Chmielnickiego w rok później, w bitwie pod Batohem na Bracławszczyźnie, w czerwcu 1652 r.

Ten rosnący w siłę hetman zaporoski w 1652 r. usiłował podporządkować sobie Mołdawię, żeniąc swego syna z córką tamtejszego hospodara, Rozandą. Rzeczpospolita starała się temu przeszkodzić, wysyłając na pomoc hospodarowi Bazylemu Lupu dziesięciotysięczną doborową armię pod dowództwem hetmana polnego koronnego Marcina Kalinowskiego, niestety znanego z pychy i braku odpowiedzialności. Wskutek błędów w dowodzeniu, w pierwszych dniach czerwca wojsko polskie zostało otoczone ogromną armią kozacko – tatarską. Do szeregów koronnych wkradły się rozprzężenie, a potem panika: na zbuntowanych i rwących się do ucieczki żołnierzy uderzyć miała własna piechota, a szpiedzy kozaccy podpalili wewnątrz wałów sterty siana. 2 czerwca 1652 r. po krwawej bitwie obóz polski został zdobyty. Poległo wielu wysokiej rangi dowódców, m. in. sam hetman Kalinowski i jego syn Samuel Jerzy oraz znakomity artylerzysta Zygmunt Przyjemski.

Prawdziwy dramat rozegrał się nazajutrz po bitwie, kiedy to pułkownicy kozaccy Iwan Zołotareńko i Wysoczanin wykupili złotem od Tatarów blisko osiem tysięcy jeńców polskich. „Chmielnicki dał zaraz Nuradyn Sołtanowi pięćdziesiąt tysięcy talerów – notował w swojej rękopiśmiennej Księdze Pamiętniczej wojski lubelski, a potem kasztelan biecki Jakub Michałowski – Kamieniec mu obiecał był poddać, żeby niewolnika wszystkiego ścinać pozwolił. Po rozgromieniu wojska w poniedziałek i wtorek wszystkich niewolników ścinano”. Powiązanych i bezbronnych jeńców – wśród nich był starosta krasnostawski Marek Sobieski, brat późniejszego polskiego króla - wyprowadzono na majdan i zaczęła się egzekucja, a ściślej mówiąc rzeź. „Tak wylana niewinna krew wielu tysięcy woła o pomstę do Boga” – rozpaczał w swoim Pamiętniku Albrycht Stanisław Radziwiłł.

Nawet murzowie krymscy w oczy wyrzucali swemu dowódcy, że dopuścił do podobnego barbarzyństwa; ocalało zeń zaledwie kilku szczęśliwców, m. in. Krzysztof Grodzicki (ukryty przez znajomego Tatara) i prawdopodobnie Stefan Czarniecki.

Hekatomba batohańska nie mogła oczywiście pozostać niezauważona w ówczesnej historiografii europejskiej. Opis tej wyjątkowo ohydnej zbrodni, nasuwającej przejrzyste analogie z tragedią katyńską, znalazł się w trzecim tomie dzieła Hioba Ludolfa Allgemeine Schau = Bühne oder Welt (Franckfurt am Mayn 1713). Towarzyszyła mu miedziorytowa ilustracja anonimowego autorstwa, która tylko w minimalnym stopniu oddaje grozę tamtych zdarzeń: w nieokreślonej bliżej przestrzeni dzicy ordyńcy nohajscy mordują jeńców, pod bacznym okiem trzech dowódców kozackich, w tym zapewne Zołotareńki, zachęcającego swych ludzi okrzykiem „Zemsta za Berestecką!”. W głębi stoi zwarty tłum powiązanych i czekających na swą kolej Polaków.

drukuj
Podziel się:
Wykop Facebook Twitter