Postać hetmana Stanisława Żółkiewskiego w powieści polskiej XX wieku
DE EN PL WCAG 2.1
Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

Pasaż Wiedzy

Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

Postać hetmana Stanisława Żółkiewskiego w powieści polskiej XX wieku Przemysław Gawron
Żółkiewski pod Cecorą

Stanisław Żółkiewski – opiewany przez poetów tej klasy co Julian Ursyn Niemcewicz, Artur Oppman czy Maria Konopnicka – bywał także źródłem natchnienia dla powieściopisarzy, którzy na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku stopniowo przejmowali na siebie ciężar konstruowania świadomości historycznej Polaków. Stało się tak głównie za sprawą Henryka Sienkiewicza, który na kartach Trylogii opisał barwny świat wielkich wojen połowy siedemnastego stulecia: powstania Chmielnickiego, Potopu i wojny z Turcją w latach 1672-73. Wyobraźnią czytelników zawładnęli książę Jeremi Wiśniowiecki, Janusz Radziwiłł, Stefan Czarniecki, Paweł Jan Sapieha czy Jan Sobieski, nie wspominając już o na poły prawdziwych, na poły fikcyjnych głównych bohaterach Sienkiewicza: Janie Skrzetuskim, Michale Jerzym Wołodyjowskim czy Andrzeju Kmicicu. To właśnie te postaci określały wzorce osobowe, którym hołdowała młodzież w pierwszych dekadach dwudziestego wieku, towarzysząc choćby legionistom Józefa Piłsudskiego w okopach Wielkiej Wojny. Wielcy wodzowie pierwszej połowy siedemnastego wieku – w tym Żółkiewski – zostali w pewnym stopniu zepchnięci w cień.

Nie oznacza to jednak, że całkiem zniknęli. W 1902 roku w Warszawie ukazała się powieść zatytułowana Cecora, której autorem był znany podówczas, dzisiaj w znacznej mierze zapomniany poeta, dramaturg oraz powieściopisarz Kazimierz Gliński. Według informacji podanych przez znawcę jego twórczości, Tadeusza Chróścielewskiego, Gliński przyszedł na świat w czerwcu 1850 r. w Wasylówce w pobliżu Białej Cerkwi. Kształcił się później w gimnazjum w Berdyczowie, po czym podjął studia w Krakowie na wydziale historyczno- filologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1873 roku przeniósł się z grodu Kraka do Warszawy, pielęgnując przez lata więzi łączące go z sanatorium w Nałęczowie, gdzie zresztą upamiętniono go specjalną tablicą. Autorem był niezwykle płodnym, zdaniem Chróścielewskiego pozostawił po sobie ponad dwadzieścia powieści i zbiorów nowel, nie licząc tomów poezji i dramatów.

W tytułowej Cecorze jest zadziwiająco mało wyprawy cecorskiej, którą autor opisał w ostatnim, niezbyt rozbudowanym rozdziale. Akcja powieści rozgrywa się  w zasadzie w latach 1617-1620. Rozpoczyna ją jednak prolog z kazaniem Piotra Skargi, wygłoszonym zdaniem autora w październiku 1604 roku, choć wydaje się, że do wydania, z którego korzystałem, zakradł się chochlik drukarski, bowiem scena kończy się przybyciem gońca z wiadomością o zwycięstwie pod Kircholmem, do którego doszło we wrześniu następnego roku. Gliński nie poszedł w ślady Sienkiewicza i nie próbował stylizować swojego utworu na staropolszczyznę, posługując się językiem współczesnym. W powieści jest jednak znacznie mniej rażących anachronizmów niż np. w utworach Józefa Ignacego Kraszewskiego poświęconych epoce Wazów. Głównym bohaterem Cecory jest rotmistrz Konstanty Plichta, który rozkochał w sobie dumną i porywczą Ormiankę, Adme Mitrasówną, córkę niezwykle zamożnego lwowskiego kupca Ibrahima. Za sprawą Żółkiewskiego Plichta poznaje Halszkę Jaszczołdównę, którą hetman – realizując postanowienia testamentu jej zmarłego ojca – sprowadził wraz z opiekującym się nią stryjem do Żółkwi, na dwór swej żony Reginy. Od tej pory młody rotmistrz nie zazna spokoju, rozdarty w uczuciach pomiędzy zakochaną do szaleństwa i wściekle o niego zazdrosną Mitrasówną i niemal anielsko usposobioną Jaszczołdówną. U boku hetmana weźmie udział w wyprawie przeciwko Turkom pod Buszę, podczas której zostanie jeńcem budzącego grozę tatarskiego wodza, Kantymira murzy.

Nie zdradzając zainteresowanemu czytelnikowi dalszego ciągu powieści – zaznaczam, że zakończenie jest zaskakujące – warto przyjrzeć się nieco bliżej trzem aspektom obecności Stanisława Żółkiewskiego na jej kartach. O pierwszym wspomniałem już nieco wcześniej: poznajemy w niej hetmana jako męża i ojca rodziny, który wespół z żoną wychował dzieci w duchu miłości ojczyzny. Regina Żółkiewska jawi się natomiast czytelnikowi jako czuła i kochająca żona, która cierpliwie znosi stałą niemal nieobecność męża, zajętego sprawami państwa i obroną granic, zdolną przy tym do stworzenia dla starego wodza ciepłego i przytulnego gniazda na żółkiewskim zamku. Tych dwoje łączy nie tyle wielka romantyczna miłość, co głęboka przyjaźń i wzajemne porozumienie dusz. Co ciekawe, jest to jedyne znane mi tego rodzaju wyobrażenie hetmana w dwudziestowiecznej powieści.

Znacznie częściej występuje on – również na kartach powieści Glińskiego – jako stary i doświadczony wódz, doskonale znający rzemiosło wojenne, kochany przez zwykłych żołnierzy nie tylko z powodu sukcesów militarnych, ale także skłonności do oszczędzania krwi podkomendnych. Chociaż schorowany i odczuwający skutki dawnych ran – głównie postrzału otrzymanego w czasie bitwy pod Byczyną w 1588 roku – nadal jest w stanie żelazną ręką trzymać dyscyplinę wśród podkomendnych, nawet wówczas, kiedy musi podejmować niepopularne decyzje. Dopiero w czasie ostatniej w swym życiu wyprawie pod Cecorę padnie ofiarą zdemoralizowanego wojska, ale nawet w czasie strasznej nocy z 19 na 20 września 1620 roku zachowa zimną krew i własnym przykładem zachęci większość żołnierzy do pozostania w obozie.

Gliński opisuje hetmana w bardzo ciepłych barwach, choć trzeba przyznać, że nie demonizuje jego adwersarzy, spośród których na pierwszy plan wysuwa się książę Samuel Korecki. Obrażony na Żółkiewskiego za brak wsparcia w czasie wyprawy mołdawskiej w latach 1615 – 16, pod Buszą oczekuje od starego wodza rozpoczęcia działań wojennych przeciwko Turkom, znajdując w obozie licznych zwolenników, do których grona przez chwilę należeć będzie także rotmistrz Plichta. Korecki i jego stronnicy – w tym liczni kresowi panowie – oskarżają nawet Żółkiewskiego o zdradę interesów Rzeczypospolitej i nadmierne uleganie Turkom, jednak na sądzie sejmowym hetman oczyszcza się z zarzutów, przedstawiając królewskie rozkazy, nakazujące zawarcie porozumienia z Iskanderem paszą. Poczucie obowiązku względem króla i Rzeczypospolitej było u Żółkiewskiego tak silne, że zataił treść listów Zygmunta III, które otrzymał pod Buszą i zdecydował się na ich ujawnienie dopiero w sytuacji, gdy był to jedyny sposób, aby uniknąć odpowiedzialności, do której chciała go pociągnąć znaczna część posłów i senatorów.

Możliwe, że hetman w większym stopniu gościłby w świadomości Polaków, gdyby Stefan Żeromski poświęcił mu jedną ze swoich powieści, jednak autor Popiołów oraz Przedwiośnia wolał uczynić Żółkiewskiego bohaterem rapsodu Duma o hetmanie, utworu trudnego w lekturze, któremu znacznie bliżej jest do Wesela Stanisława Wyspiańskiego niż powieści Sienkiewicza czy Prusa. Prace nad Dumą trwały niemal cztery lata, Żeromski zaczął je bowiem w 1904 roku, studiując wydaną drukiem korespondencję hetmana oraz współczesne relacje poświęcone wyprawie cecorskiej. Czas ukazania się utworu nie był przypadkowy, towarzyszył on bowiem uroczystości przeniesienia prochów Żółkiewskiego do kolegiaty w Żółkwi, w tym samym czasie ukazał się także wiersz Marii Konopnickiej Nad trumną hetmana. Warto podkreślić, że do czasu śmierci autora Duma doczekała się pięciu wydań, ale już w dwudziestuleciu hermetyczna forma i młodopolski styl ograniczały możliwość oddziaływania na czytelników.

Ograniczone ramy eseju nie pozwalają na dokładną analizę krótkiego, ale bardzo bogatego w treść utworu, zainteresowanych można w tej mierze odesłać choćby do monografii Antoniny Lubaszewskiej Mit-ethos-konstrukcja: "Duma o hetmanie" Stefana Żeromskiego, dzieła ważnego także ze względu na udaną próbę opisania genezy i kształtu mitu hetmana Żółkiewskiego w dziewiętnastowiecznej literaturze. Sądzę jednak, że jeden wątek z rapsodu Żeromskiego zasługuje w tym miejscu na przypomnienie. Pisarz – rzeczowo relacjonując starcie 19 września, nocny atak paniki w obozie polskim po przegranej bitwie, rokowania z Turkami i odwrót – nakazał swemu bohaterowi pogrążyć się we śnie, kiedy to hetmanowi ukazują się różne widziadła, wśród nich najważniejsza mara Samuela Zborowskiego, do którego śmierci Żółkiewski przyczynił się przed ponad trzydziestu laty. Żeromski przeciwstawił w ten sposób dwa oblicza polskości. Widmo Samuela reprezentuje sobą nieokiełznany indywidualizm o silnie anarchicznym zabarwieniu, podczas gdy Żółkiewski, oddany wspólnocie i pielęgnujący cnoty obywatelskie, wewnętrznie zdyscyplinowany, przyznaje prymat publicznym obowiązkom, stawiając je ponad prywatnymi zachciankami. Pojawia się też w tym śnie Stefan Batory, tradycyjnie postrzegany jako władca, który bezskutecznie chciał przebudzić Polaków do wielkości, okiełznać ich swawolę i zaprząc do pozytywnej pracy na rzecz wspólnoty. Żółkiewski widziany oczyma Żeromskiego bliższy jest znacznie przybyszowi z Siedmiogrodu niż dumnemu Zborowskiemu.

Przywołałem ten obraz również dlatego, że dwadzieścia lat później powróci on na kartach powieści Złota wolność Zofii Kossak-Szczuckiej. To jeden z najwybitniejszych literackich opisów początków siedemnastego wieku w Rzeczypospolitej, i to pomimo wyraźnych problemów, jakie autorka miała z językiem, którym porozumiewały się tworzone przez nią postaci. Krytycy słusznie nijak nie mogli się dopatrzyć w nim polszczyzny czy języka ruskiego z czasów Jana Zamoyskiego, Piotra Skargi czy Konstantego Wasyla Ostrogskiego. Główny bohater powieści, Sebastian Pielsz, żarliwy wyznawca arianizmu w jego surowszej wersji, odrzucającej stosowanie siły oraz możliwość piastowania urzędów ziemskich, w wyniku pomyłki odrzuca swoje pacyfistyczne przekonania i staje w obronie wiary w obozie rokoszan pod Sandomierzem, do którego przybywa także na zaproszenie tamtejszych przywódców hetman Żółkiewski. Po odjeździe hetmana, który nie zdołał się porozumieć z Mikołajem Zebrzydowskim, Januszem Radziwiłłem oraz innymi liderami zbuntowanej szlachty, Pielsz na własną prośbę udaje się doń z listem od rokoszan, co pozwala mu spotkać nie tylko hetmana, ale także Piotra Skargę, z którym przeprowadzi ciekawą dysputę, nie do końca jednak zgodną – co zauważyli Marek Wajsblum i Janusz Tazbir – z realiami epoki i rzeczywistym charakterem królewskiego kaznodziei.

Zofia Kossak-Szczucka maluje na kartach Złotej wolności obraz hetmana – dokonującego wyboru pomiędzy dawnymi przyjaciółmi z drużyny hetmana Jana Zamoyskiego a Zygmuntem III – w dużej mierze barwami pożyczonymi od Żeromskiego. Żółkiewski nie darzy króla sympatią, zdając sobie sprawę z tego, że monarcha zaniedbuje swoje obowiązki na rzecz eksperymentów alchemicznych i majsterkowania. Waza pozwala, aby walczący ze Szwedami w Inflantach żołnierze cierpieli głód, podczas gdy na dworze cieszące się jego zaufaniem miernoty opływają w dostatki. Usuwa wreszcie ze swego otoczenia wybitniejsze jednostki, w tym samego Żółkiewskiego, dla którego jedynym przyjacielem jest równie osamotniony Piotr Skarga. Równocześnie hetman zdaje sobie sprawę z tego, że rokoszanie są skazani na porażkę, choć nie odmawia słuszności wielu spośród ich postulatów. Brakuje bowiem wśród nich silnego, rozumnego przywódcy, zdolnego do sformułowania i konsekwentnego urzeczywistnienia planu działania, prowadzącego do naprawy Rzeczypospolitej. Liderzy rokoszu pragną jedynie realizować własne, prywatne cele, podczas kiedy ich zwolennicy wzdrygają się na samą myśl o koniecznych reformach, a zwłaszcza takich, które mogłyby ograniczyć ich nadmierne uprawnienia, tytułową złotą wolność. Tymczasem dla hetmana tylko poprzez takie ograniczenie, poddanie anarchizującej i ospałej szlachty silnemu kierownictwu możliwe byłoby ocalenie państwa przed grożącymi mu niebezpieczeństwami. Los wspólnoty jest dla hetmana najwyższym prawem.

Po raz drugi los zetknie Pielsza i Żółkiewskiego w Państwie Moskiewskim, dokąd bohater powieści zawędrował jako żołnierz w służbie Dymitra II Samozwańca, a następnie przeszedł na służbę królewską. Tym razem widzimy hetmana najpierw jako wybitnego wodza – autorka zawarła w powieści bodaj jedyny w dwudziestowiecznej powieści obraz bitwy kłuszyńskiej – kochanego przez podkomendnych, których krwią starał się nadmiernie nie szafować. Zaraz potem spoglądać możemy oczyma Pielsza na politycznego wizjonera, który zawiera układ z moskiewskimi bojarami, mający wynieść na tron carski królewicza Władysława w celu doprowadzenia do unii między narodami. W ramach nowego związku moskiewska grubianitas miałaby przejść transformację za sprawą przyznanych Moskwicinom przywilejów szlacheckich oraz światła katolicyzmu i zachodniej cywilizacji. Wielki plan pozostaje jednak na papierze, po części wskutek oporu Zygmunta III, który wsłuchany w głos nieprzychylnego hetmanowi najbliższego otoczenia wysunął własną kandydaturę do tronu carskiego oraz odrzucił projekty unijne, po części wskutek braku zrozumienia wielkiej idei Żółkiewskiego przez współczesnych. Symbolem owego niezrozumienia jest rozmowa Sebastiana z młodszym bratem Piotrem, żołnierzem Jana Karola Chodkiewicza, który nijak nie chce pojąć, dlaczego Żółkiewski zdecydował się na unię zamiast bić Moskwę. Widząc krach planów hetmańskich oraz wsłuchując się w głosy dochodzące doń od bojarów, Sebastian proponuje hetmanowi, aby sam ogłosił się władcą. Żółkiewski stanowczo odmawia, twierdząc że sprzeciwiałoby się to  obowiązkowi wierności wobec Rzeczypospolitej i doprowadziłoby do wojny, ponieważ Polacy nigdy nie uznaliby tego wyboru. Hetman rusza do obozu, aby raz jeszcze podjąć próbę przekonania Zygmunta III do swoich racji.

Ponad pół wieku minęło, nim Żółkiewski ponownie zagościł na kartach powieści. Kiedy zakończyła się stalinowska noc, ponownie wydano obie książki: Kossak-Szczuckiej w 1957 roku oraz Glińskiego dwa lata później, ale na dobre wrócił hetman na karty powieści dopiero w latach oseimdziesiątych XX wieku za sprawą Ryszarda Jegorowa i Bohdana Królikowskiego. Inny ważny autor powieści historycznych, Kazimierz Korkozowicz, poświęcił mu jedynie kilka zdań na kartach Jeźdźców apokalipsy, więcej miejsca oddając Janowi Karolowi Chodkiewiczowi.

W latach 1979 – 1984 nakładem Wydawnictwa Lubelskiego ukazała się trylogia pióra Ryszarda Jegorowa: Prawem kaduka (1979), Zemsta księcia (1981) oraz Dekret królewski (1984). Autor urodził się w 1924 roku w Pińsku, ale młodość i czas wojny spędził w Puławach. W latach 1944 – 1955 służył w wojskach pancernych w Ludowym Wojsku Polskim, debiutując jako pisarz w 1953 roku. Specjalizował się w powieściach dotyczących historii najnowszej, dotykających głównie problematyki II Wojny Światowej oraz walk komunistycznego państwa z niepodległościowym podziemiem oraz Ukraińską Powstańczą Armią. Zasiadał także w zarządzie Związku Literatów Polskich, gdzie odpowiadał za kontakty w wojskiem. Wojskowe doświadczenia oraz formacja autora są momentami bardzo widoczne na kartach trylogii, prowadząc niekiedy do zabawnych anachronizmów. Niemniej należy odnotować, że Jegorow uważnie czytał źródła historyczne i podjął całkiem udaną próbę rekonstrukcji wyprawy cecorskiej, uwzględniając przy tym także głos turecko-tatarski.

Jegorow nie żywił ambicji na miarę Żeromskiego czy Kossak-Szczuckiej, jego powieści to swego rodzaju kryminał osadzony w realiach siedemnastowiecznej Rzeczypospolitej. W pierwszej części cyklu dowiadujemy się, że po śmierci wojewody Krysickiego o schedę po nim rywalizują dwaj krewni zmarłego: łotr bez czci i wiary Janusz Krysicki, wspierany przez równie jak on bezwzględnych przestępców, oraz stanowiący jego antytezę Krzysztof, który po powrocie ze studiów w Grazu nawiązuje przyjaźń z rzuconym na warszawski bruk potomkiem szlachty z ziemi halickiej, Jackiem Gniewoszem, rotmistrzem królewskiej chorągwi dragońskiej Remigianem Ancutem oraz licznym gronem różnej maści weteranów, którzy wspierają go w próbach odzyskania należnego mu majątku. Co prawda testament wojewody wpadł w ręce Janusza, ale drugi egzemplarz został zdeponowany u Żółkiewskiego, o którym na kartach Prawem kaduka jedynie słyszymy jako o strażniku granic koronnych oraz wiernemu wykonawcy polityki Zygmunta III, który jednak nie podziela prohabsburskich sentymentów monarchy. Wypada odnotować, że zgodnie z duchem epoki Habsburgowie zostali utożsamieni z Niemcami, można zatem powiedzieć, że król i jego otoczenie stanowią ostoję wrogich Polakom wpływów niemieckich, którym Żółkiewski się sprzeciwia.

Zemsta księcia opisuje wyprawę cecorską, w której udział wzięli obaj Krysiccy – pierwszy w orszaku księcia Samuela Koreckiego, drugi w chorągwi dragońskiej rotmistrza Ancuta. Hetman pokazany w niej został jako człowiek bardzo skromny, co przejawia się w jego ujmującym stylu bycia oraz codziennym stroju. Jegorow opisał Żółkiewskiego jako człowieka głęboko wierzącego, choć dalekiego od dewocji. Przypisał mu – wzorem poprzedników – wybitne zdolności wodzowskie, które nie uległy osłabieniu pomimo zaawansowanego wieku oraz chorób, zwłaszcza wspomnianego wcześniej postrzału spod Byczyny. Hetman cieszy się zaufaniem doświadczonych żołnierzy, których potrafi zmobilizować do nadzwyczajnego wysiłku, trafnie formułuje plan kampanii, który konsekwentnie realizuje. Jegorow nawiązuje do silnych związków Żółkiewskiego z Janem Zamoyskim. Bohater spod Kłuszyna realizuje politykę swego mistrza i promotora, którego portret towarzyszy mu w czasie wyprawy. Hetman – rozważając słuszność rozkazu króla, aby zaatakować tureckiego wodza Iskandera paszę w Tehini, uświadamia sobie, że plan monarszy nie służy dobru Rzeczypospolitej i ma na celu ochronę interesów cesarza Ferdynanda II, dlatego postanawia zająć pozycje pod Cecorą, w okopie zbudowanym niegdyś przez Zamoyskiego w 1595 r.

Dlaczego hetman ponosi klęskę, tracąc przy tym życie? Jegorow obarcza odpowiedzialnością króla, który nie zapewnił hetmanowi wystarczających sił do realizacji tak szeroko zakrojonego przedsięwzięcia. Wspomina także hospodara mołdawskiego Grazzianiego, który nie dość, że nie przyprowadził do obozu obiecanych posiłków, to jeszcze nie upilnował swoich ludzi i dopuścił, aby przeszli w czasie bitwy cecorskiej na stronę turecką, a potem był jednym z inspiratorów tumultu w obozie. Widzi także słabość wojska, w znacznej części złożonego z pozbawionych doświadczenia, niezdyscyplinowanych i skłonnych do ulegania panice ochotników. Obciąża także odpowiedzialnością część kadry oficerskiej na czele z księciem Koreckim, starostami: kamienieckim Aleksandrem Walentym Kalinowskim i halickim Mikołajem Strusiem oraz wojewodzicem bracławskim Mikołajem Potockim. Szczególnie rysując postać Koreckiego autor sięgnął po najczarniejsze barwy. Chorobliwie ambitny książę, owładnięty wizją zagarnięcia tronu w Mołdawii, od samego początku sabotował poczynania Żółkiewskiego, przyczyniając się do porażki 19 września, nocnej paniki w obozie i tragicznego w skutkach zamieszania pod Mohylowem. Za to wszystko spotkała ambitnego księcia kara, ponieważ Janusz Krysicki wydał go w ręce Tatarów, pragnąc dzięki temu odzyskać Krzysztofa, który dostał się do niewoli w czasie bitwy cecorskiej. Pozostali oficerowie niechętnie patrzą na awans młodszego od nich Stanisława Koniecpolskiego, który z poparciem Żółkiewskiego został hetmanem polnym, i nie mają większej ochoty wspierać poczynań starego wodza, choć otwarcie przeciwko niemu nie występują. Jednym słowem nec Hercules contra plures, zdaje się mówić Jegorow. Hetman spełnia jednak ostatnie marzenie swego życia, oddając życie w obronie ojczyzny.

Dwa lata po ukazaniu się Zemsty księcia światło dzienne ujrzała powieść Bohdana Królikowskiego zatytułowana Szable nie rdzewiały (wznowiona w 1988 oraz 2012 roku, w tym ostatnim przypadku pod zmienionym tytułem Szable lisowczyków). Urodzony w Wilnie w 1934 roku, związany z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim filolog i historyk – wydał m. in. relację wyprawy cecorskiej Teofila Szemberka – jest także autorem wielu poczytnych powieści, których akcja osadzona jest w realiach siedemnastego wieku, choć nie stronił również od pisania o bliższych nam czasach dwudziestego stulecia. Jest między innymi twórcą postaci Błażeja Siennickiego, którego „pamiętnik” uzupełnia niejako sienkiewiczowski Potop. W przypadku Szabli inspiracją dlań były dzieje lisowczyków, czyli podkomendnych walczącego w Państwie Moskiewskiem Aleksandra Józefa Lisowskiego, którzy po jego śmierci stworzyli oddział najemników, łącząc mistrzostwo w sztuce wojennej z okrucieństwem i bezwzględnością. Członkiem tej właśnie formacji jest bohater powieści, Mateusz Groński, syn ubogiego szlachcica spod Wizny, który pod komendą Walentego Rogawskiego przybywa do obozu wojsk koronnych pod Cecorą.

Czytając Szable nie rdzewiały nie sposób się oprzeć wrażeniu, że Królikowski demitologizuje postać Żółkiewskiego, zwłaszcza jeśli porównać sposób przedstawienia przezeń hetmana z obrazem u Jegorowa. Pobrzmiewają tu echa krytycznej względem hetmana monografii wyprawy cecorskiej Cecora. Rok 1620 pióra Jerzego Majewskiego, która ukazała się drukiem w 1970 roku. Zwycięzca spod Kłuszyna jawi się czytelnikowi jako człowiek zmęczony życiem, który rozgoryczony brakiem zrozumienia u współczesnych, w tym także króla, najchętniej wraca myślami do czasów młodości i służby u Batorego i Zamoyskiego. Pochopnie podejmuje decyzję o wkroczeniu do Mołdawii, zaufawszy niepotrzebnie Grazzianiemu i Zygmuntowi III, którzy obiecywali mu znaczące wzmocnienie armii. Przewiduje, że Turcy nie będą chcieli prowadzić działań wojennych i szybko zgodzą się na rozmowy, stąd rezygnacja z mającego szanse powodzenia ataku na Tehinię i zajęcie pozycji pod Cecorą. Żółkiewski lekceważy ostrzeżenia innych dowódców, w tym Koreckiego, dotyczące braku zapasów żywności oraz ciężkiej artylerii, nie jest w stanie zaprowadzić dyscypliny w obozie. Zaniedbuje także rozpoznanie przyszłego pola bitwy oraz poczynań Iskandera paszy. Błędnie planuje starcie pod Cecorą – ponownie lekceważąc słuszne głosy krytyczne, zwłaszcza te dotyczące uszykowania na skrzydłach wojsk dwóch taborków – tracąc kontrolę nad jego przebiegiem. Odnajdujemy w Żółkiewskim znakomitego wodza dopiero w czasie odwrotu, kiedy dzięki pomocy Koreckiego i pozostałych oficerów czuwa nad porządkiem i jest o włos od uratowania wojska. O ostatecznym niepowodzeniu decyduje po części błąd Żółkiewskiego, który zlekceważył groźbę tumultu, wynikłą z żądania towarzystwa, aby przed wkroczeniem do kraju przeprowadzić rewizję i odebrać majątek, który został skradziony żołnierzom w czasie zamieszek w nocy z 19 na 20 września. Można zatem powiedzieć, że o ile Jegorow zdejmuje z Żółkiewskiego ciężar odpowiedzialności za klęskę, o tyle u Królikowskiego hetman jest jednym z współodpowiedzialnych.

W 1985 roku ponownie wznowiono powieść Glińskiego, zaś pięć lat później światło dzienne ujrzało nowe wydanie Lisowczyków Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego, w którym pojawiają się jedynie wzmianki o hetmanie. Powyższy przegląd podsumować można konstatacją, że na kształt obecności Żółkiewskiego w powieści dwudziestego wieku wpływ miały różne czynniki. Na nieszczęście dla zwycięzcy spod Kłuszyna jego postacią zajęli się pisarze albo obdarzeni mniejszym niż Sienkiewicz talentem – choć powieść Kossak-Szczuckiej niejednokrotnie zestawiano z Trylogią – albo posłużyła ona jako pretekst do mocno hermetycznych rozważań historiograficznych. Należy także pamiętać, że za sprawą znakomitych ekranizacji Pana Wołodyjowskiego oraz Potopu przez Jerzego Hoffmana bohaterowie tych powieści stali się na powrót bohaterami masowej wyobraźni, na co nie mogli liczyć Plichta, Pielsz, Krzysztof Krysicki czy Mateusz Groński.

Uderza również skupienie uwagi pisarzy na ostatnich latach życia hetmana, szczególnie wyprawie cecorskiej. Przypuszczam –  rzecz domaga się bowiem szczegółowych badań – że brało się to z dwóch powodów. Sienkiewicz, Gliński czy Żeromski pisali w zaborze rosyjskim i trudno się spodziewać, aby cenzura pozwoliła na opisywanie przewag polsko-litewskiego oręża w walce z Państwem Moskiewskim. Ponadto okoliczności śmierci hetmana oraz zbudowana wokół niej jeszcze w dziewiętnastym stuleciu mitologia znacznie lepiej nadawała się do rozważań historiozoficznych a la Żeromski, choć Kossak-Szczucka dowiodła, że równie dobrze można je było osadzić w dobie rokoszu Zebrzydowskiego czy wojny moskiewskiej. Zjawisko cenzury oddziaływało także po roku 1944 przy czym dotyczyło nie tylko literatury pięknej, ale także badań historiograficznych, prowadzonych przed rokiem 1990 w zasadzie wyłącznie przez Jaremę Maciszewskiego. Dopiero od połowy lat dziewięćdziesiątych można mówić o renesansie badań nad interwencją Zygmunta III w sprawy moskiewskie, widocznym w pracach Janusza Bylińskiego, Włodzimierza Kaczorowskiego, Wojciecha Polaka, Tomasza Bohuna, Andrzeja Adama Majewskiego, Andrzeja Grzegorza Przepiórki, Zbigniewa Chmiela czy Katarzyny Słodowej. Badania te jednak nie doczekały się odzwierciedlenia w literaturze, jeśli nie liczyć wydanego w 2010 roku eposu Hetman autorstwa Roberta Ostafińskiego-Bodlera. Nie wydaje się jednak, aby to ostatnie dzieło miało szansę zawładnąć świadomością masową, możemy zatem przyjąć, że Stanisław Żółkiewski nadal czeka na swojego Sienkiewicza. Niewykluczone, że rolę tę spełni Jacek Komuda, autor cyklu powieściowego poświęconego czasom Smuty w Państwie Moskiewskim, zakończonego na razie w początkach drugiej Dymitriady.


Realizacja działań online w ramach programu „Kultura Dostępna”.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu.

Kultura Dostępna logo 

Informujemy, iż w celu optymalizacji treści dostępnych na naszej stronie internetowej oraz dostosowania ich do Państwa indywidualnych potrzeb korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych Użytkowników. Pliki cookies mogą Państwo kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszej strony internetowej, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż akceptują Państwo stosowanie plików cookies. Potwierdzam, że aktualne ustawienia mojej przeglądarki są zgodne z moimi preferencjami w zakresie stosowania plików cookies. Celem uzyskania pełnej wiedzy i komfortu w odniesieniu do używania przez nas plików cookies prosimy o zapoznanie się z naszą Polityką prywatności.

✓ Rozumiem