© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   30.07.2009

Polak - Francuz dwa bratanki

Ciągle niewiele wiemy o udziale żołnierzy pochodzenia francuskiego  w konfederacji barskiej (1768–1772). Wprawdzie Francja, podobnie jak Turcja, nie udzieliła ruchowi barskiemu oficjalnego poparcia, lecz za to wspierała całą akcję „po cichu”. Francja zaczęła się dystansować od konfederatów dopiero po próbie porwania przez nich w listopadzie 1771 roku Stanisława Augusta. Zamach odbił się szerokim echem w całej Europie, a  sympatia europejskiej opinii publicznej do konfederatów zmniejszyła sie znacznie.

Na szczególną uwagę zasługuje zaangażowanie w konfederację barską nieoficjalnych wysłanników rządu francuskiego, płk Charlesa Francoisa Dumourieza oraz jego następcy gen. de Viomenila, którzy działali za aprobatą i na polecenie ówczesnego ministra spraw zagranicznych Francji Etienne-Francoisa hrabiego de Choiseula. Ich przyjazd do Rzeczypospolitej poprzedziła misja kapitana dragonów Pierre de Taulesa, który nie poparł konferderacji, nie dając jej szansy powodzenia. Zdecydował się na to Dumouriez, którego działalność przyczyniła się do znacznego ożywienia militarnej aktywności konfederatów oraz przekształcenia „ruchawki” konfederackiej w bardziej regularną wojnę realizowaną według konkretnego planu działania.

Projekt Dumourieza zakładał skupienie pod jego dowództwem wojsk konfederackich oraz opanowanie terytorium Rzeczypospolitej. To miało zmusić Rosjan do odwrotu  z obszaru Turcji, gdzie toczyły się działania wojenne oraz spowodować oskrzydlenie ich przez wojska konfederacko-sułtańskie i pokonanie na terytorium wroga. Niestety, projekt Dumourieza, choć zyskały pozytywną ocenę jego następcy, wybitnego wodza gen. Viomenila, był w ówczesnej sytuacji i przy takim zapleczu wojskowym, jakim dysponowali konfederaci, niemożliwy do zrealizowania. Dodatkowo Dumouriez nie cieszył się sympatią konfederatów, nie mógł też znaleźć wspólnego języka z ich dowódcami. Bardzo szybko zrezygnował więc ze swojej misji. Temu francuskiemu pułkownikowi zawdzięczano jednak  bez wątpienia zwrócenie uwagi na rolę twierdz w działaniach militarnych. To z jego  inicjatywy zaczęto tworzyć nowe jednostki oraz ćwiczyć piechotę i umacniać takie miejsca obronne, jak Lanckorona, Bobrek i Tyniec, które stały się podstawą wszelkich działań operacyjnych konfederatów. Również jego następca gen. Antoni Karol du Houx baron de Viomenil preferował regularny styl walki i starał się zaprowadzić ład w wojsku konfederackim. Zorganizował on stałą armię konfederacką, która liczyła ok. 16 tys. żołnierzy. W przeciwieństwie do swego poprzednika cieszył się dużym szacunkiem i uznaniem Polaków.

Aktywność wysłanników rządu francuskiego przyczyniła się do uporządkowania sił zbrojnych konfederacji  i nadania im kształtu regularnej armii. W konfederacji wzięło udział wielu Francuzów, w tym instruktorów, których zadaniem było szkolenie rekrutów i umacnianie twierdz. Nie sposób nie docenić zaangażowania takich żołnierzy, jak zdobywcy i obrońcy Wawelu płk Claude Gabriel de Choisy oraz oficerowie i instruktorzy Galibert, Duclos, Despres, Marechal, Saillant zaangażowani w szkolenie wojska konfederackiego oraz bezpośrednio w działania zbrojne. Trzeba też pamiętać o wsparciu, jakiego udzielił konfederatom rząd francuski, który pozwolił też konfederatom dokonywać zaciągu oficerów we Francji. Wsparcie finansowe w znacznej mierze zostało przeznaczone na zakup uzbrojenia oraz żołd dla wojska.