© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   17.12.2010

Wielka encyklopedia

W 1751 r. ukazał się pierwszy tom Encyklopedii albo słownika rozumowanego nauk, sztuk i rzemiosł nazywanej również Wielką encyklopedią. Jej pomysł narodził się kilka lat wcześniej wśród paryskich wydawców, którzy – jak to przedsiębiorcy – myśleli przede wszystkim o zarobieniu pieniędzy. Było to ogromne przedsięwzięcie – w latach 1751–1772 opublikowano 28 tomów, w których znalazło się prawie 72 tys. artykułów. Wydawcy mogli być zadowoleni, sprzedano ponad 25 tys. kompletów encyklopedii, a zysk wyniósł około 2,5 mln liwrów (około 3,75 mln zł). Jednak Wielka encyklopedia zawdzięczała sławę głównie temu, że w bardzo krótkim czasie stała się jednym z najważniejszych symboli oświecenia, i to na całym kontynencie europejskim. Częściowo wynikało to z ataków pod jej adresem, ale była to głównie zasługa redaktorów pierwszych siedmiu tomów – Denisa Diderota i Jeana d’Alemberta – oraz autorów artykułów, wśród których znajdowały się, obok wymienionej dwójki, tak ważne postacie oświecenia, jak Wolter, Monteskiusz, Claude Adrien Helvétius czy Paul d’Holbach.

W Wielkiej encyklopedii nie zabrakło informacji o Rzeczypospolitej, a ich charakter, ze względu na popularność dzieła w Europie, miał duże znacznie dla kształtowania wizerunku tego kraju. Artykuł główny Polska. Historia i rząd. Historia i prawo polityczne był dziełem Louisa de Jaucourt, najbardziej pracowitego spośród wszystkich autorów encyklopedii. Napisał on prawie 18 tys. haseł, około 25 proc. całego wydawnictwa, i brzmi to bardzo dobrze, ale równocześnie oznacza, że wiele artykułów nie mogło rościć sobie żadnych pretensji do oryginalności. Nie inaczej było w tym wypadku – Jaucourt bardzo obficie korzystał z wydanego w 1761 r. dzieła François Gabriela Coyera Historie de Jean Sobieski, roi de Pologne. Niemniej, początek wyglądał zachęcająco: „Ogólny obraz historii i rządu Polski… poucza, zaciekawia, dostarcza mnóstwa refleksji filozofowi i politykowi”. Dobrze wypadła ocena historii Polski, której opis Jaucourt rozpoczął od VI w. n.e. i rządów Lecha. Motywem przewodnim uczynił zabiegi szlachty o wolność rozumianą jako wolność od ucisku ze strony monarchy i możliwość bezpośredniego udziału w życiu politycznym. Nie szczędził pozytywnych uwag, pisząc o „duchu republikańskim”, „tamie dla rządów absolutnych”, co stanowiło pośrednią krytykę sytuacji we Francji. Wreszcie: „Dzięki tym wszystkim zamachom [zabiegom szlachty o osłabienie pozycji monarchy], dokonanym w różnych czasach, Polska zachowała królów, ale się ich nie lękała”.

To była jednak przeszłość. W połowie XVIII w. sytuacja Rzeczypospolitej wyglądała źle. System polityczny nie funkcjonował, przede wszystkim ze względu na liberum veto i konfederacje: „To wszystko wywołuje wielkie wstrząsy w państwie, zwłaszcza jeśli wojska wmieszają się do sporów”. Ale równocześnie widział możliwość naprawy systemu politycznego, przede wszystkim poprzez zniesienie liberum veto. Jeszcze ważniejszą sprawą była likwidacja poddaństwa. Jaucourt akceptował pogląd głoszący, że wszyscy ludzie urodzili się równi, i ubolewał nad położeniem innych stanów niż szlachta: „Chłopi polscy są przywiązani do ziemi… Każdy pan jest obowiązany zapewnić mieszkanie swemu chłopu. Umieszcza się go w nędznej lepiance, gdzie nagie dzieci, narażone po społu z bydłem na lodowate zimno, zdają się urągać naturze, że nie ubrała ich tak samo jak zwierząt… Nie mógłby powiedzieć: moje pole, moje dzieci, moja żona; wszystko należy do pana, który może sprzedać zarówno rolnika, jak wołu. Rzadko sprzedaje się kobiety, ponieważ one to przysparzają trzody”. Ale chodziło o coś więcej niż ludzkie współczucie. Sytuacja chłopów była główną przeszkodą na drodze rozwoju: „Poddaństwo, ta zaraza obywatelska, zabijająca współzawodnictwo, przemysł, sztuki, nauki, honor i dobrobyt”. Zmiany miały także dotyczyć szlachty. Obok złagodzenia obyczajów. „Są gwałtowni. Ich przedstawiciele na zgromadzeniach narodowych decydują często o ważnych sprawach z szablą w ręku”, szlachta powinna zrezygnować z zamiłowania do przepychu, które przybrało groteskowy wręcz charakter: „Kobieta dobrze urodzona wyjeżdża tylko karetą zaprzężoną w sześć koni. Kiedy jakiś wielki pan podróżuje z jednej prowincji do drugiej, bierze z sobą orszak dwustu koni”. Ostatnia kwestia była tym ważniejsza, że bogactwo jednostek przysłaniało nędzę ogółu: „Natura umieściła w tym państwie wszystko, co do życia potrzebne: zboża, miód… i wszystko, czego trzeba, aby ją wzbogacić: kopalnie soli, metale, minerały; a jednak Europa nie zna biedniejszego ludu… Ziemia i woda, wszystko domaga się wielkiego handlu, a tego tu właśnie nie ma”. Powodem do dumy była natomiast sytuacja religijna. Jaucourt chwalił przeszłą i obecną tolerancję wobec wyznawców nie tylko różnych odłamów chrześcijaństwa, ale nawet różnych religii: „Nie wyhodował on [„naród polski”] na swym łonie ani spisku prochowego, ani nocy św. Bartłomieja…, nie zbroił braci przeciw braciom; jest to kraj, gdzie spalono najmniej ludzi za to, że się pomylili w dogmacie… I widzimy rzeczywiście w Polsce kalwinistów, luteranów, greko-schizmatyków, mahometan i Żydów”.  Podsumowaniem opisu Rzeczypospolitej były słowa: „Polska taka, jak się dziś przedstawia pod względem moralnym i  fizycznym, zawiera bardzo uderzające kontrasty, łącząc godność królewską z nazwą Rzeczypospolitej, prawa z anarchią feudalną, zniekształcone rysy republiki rzymskiej z barbarzyństwem gotyckim, obfitość z biedą”.

Przy takiej ocenie zawartej w artykule głównym nie powinno nas dziwić, że większość pozostałych informacji o Rzeczypospolitej była równie niejednoznaczna. Pod hasłem Polska (Koronacja królów) znalazł się następujący opis: „Widzi się tu azjatycką wspaniałość pomieszaną ze smakiem europejskim. Niewolnicy etiopscy, wschodnie ludy w ubraniach koloru nieba, młodzi Polacy w purpurowych sukniach, armia pragnąca błyszczeć, wozy, ludzie i konie idą z sobą w zawody pod względem bogactw i blasku złota…”. W artykule Warszawa jego autor podkreślał zalety lokalizacji: „Położenie tego miasta, zbudowanego u krańca rozległych równin wznoszących się tarasami nad Wisłą tworzy piękny widok”, by tuż potem dodać: „Miasto – to zwykła dziura, zamieszkana przez kupców i rzemieślników”. Zamek królewski „jest po prostu zamkiem z cegły, dość marnej architektury”. Kopalnia soli w Wieliczce w jednym z artykułów została przedstawiona jako wyjątkowo ponure miejsce: „W tej kamionce bowiem żyje tylko mała ilość nędzarzy wyrąbujących sól”, natomiast w innym miejscu opisano ją w superlatywach: „Do jednego z tych szybów schodzi się po schodach o 470 stopniach… Na tej głębokości spotyka się niezliczoną ilość dróg albo galerii, przecinających się nawzajem i tworzących labirynt…Wydrążono w kilku podziemiach nisze, kaplicę, wyrzeźbiono w soli posągi… Przy wydobywaniu soli zrobiono tak wspaniałe wydrążenia w głębi tych kopalń, że spotkamy tam pieczary na tyle obszerne, iż mogą objąć bardzo wielki kościół albo szyk kilku tysięcy ludzi”.

Nawet w oparciu o te przykłady łatwo dostrzec, że część informacji zawartych w Wielkiej encyklopedii na temat Rzeczypospolitej była odległa od rzeczywistości. Chłopi mogli powiedzieć: moje pole, moje dzieci, moja żona. Jednak biorąc pod uwagę krytyczne opinie pod adresem Rzeczypospolitej ze strony wielu przedstawicieli oświecenia, i to nie tylko we Francji, powinniśmy być zadowoleni, że jej obraz był daleki od schematu „niebo dla szlachty, piekło dla wieśniaków, raj dla Żydów”.